"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."

sobota, 30 października 2010

Ada....

Ada kurwa przestań... Przestań srać, myślisz, że jego to obchodzi? Ph. Facetów w ogóle nic nie obchodzi i ma w dupie to, że za Nim tęsknisz... Musze sobie znaleźć kogoś szybko żeby za Nim nie tęsknić....żeby o Nim nie myśleć... A tak mi ciężko!  Ja nie ogarniam swojego zachowania, nigdy mi na nikim tak nie zależało.. A wydawał się taki zajebisty! Czemu mnie kurwa olał??! Ale ja jestem głupia myśląc, że się jeszcze odezwie...... Ale tylko przy Nim było mi dobrze. Było tak zajebiście.... Drugi raz w życiu żałuje tego co zrobiłam... Czy już jest za późno?

Czwarty dzień pod rząd naćpam się. Bo już nie mogę wytrzymać. Znów zaczęłam ćpać. Ale już jest za późno by zawrócić... Za późno, bo znów poczułam smak wolności i nietrzeźwości umysłu.... Bo tylko wtedy przestaję się obwiniać. Tylko wtedy nie czuję się dziwką.... Tylko wtedy nie czuję się beznadziejnym wrakiem upadłego Anioła.
Umarłam i już nie powstanę. Jestem ćpunem, wrakiem, beznadziejną suką. I ta gorycz bycia złą... wciąż mnie to boli. Ale jak przestać, kiedy inni ciągle wbijają nóż w to małe, zakrwawione, poranione setki razy serce? Jak wybaczyć kiedy ktoś znów mnie oszukał, nie licząc się z tym jak JA znów mogę się czuć? Boli mnie życie. Boli mnie wszystko.... Nie mam siły myśleć. Muszę zapomnieć...

piątek, 29 października 2010

Tak mi źle, źle bez niego...

Heh. Ona znów zrobiła mnie w konia. Mówiła, że z nim nie jest, głupia jej uwierzyłam, byłam w stanie jej wybaczyć bo przecież była moją przyjaciółką.... Była, ale już nie jest. Dziś znów usłyszałam, że są razem. Ona i M, ten na którym mi cholernie zależy i Ona o tym doskonale wiedziała... A mimo to zabrała mi Go. Zniszczyła zajebisty sens w moim życiu, żyłam dlatego bo było fajnie.... kiedy się z Nim spotykałam, było tak dobrze...wręcz zajebiście! Znałam Go tak krótko, a już tak mocno zaczęło mi na Nim zależeć... A teraz? Czuję wielką pustkę i żal... wzieła mi Go, a on przez nią zaczął mieć mnie totalnie gdzieś. Bardzo mi smutno... tak bardzo tęsknię za tymi spotkaniami z Nim.... ja pierdole. Jak w ogóle tak można?! Nie zrozumiem nigdy takich ludzi. Ja mimo wszystko nie wziełam jej K, choć też mi się spodobał z wyglądu, tak jak Jej... Ale mimo wszystko, kiedy powiedziała mi, że chce z nim być odpuściłam. Odpuściłam, bo mi na niej zależało, bo wiedziałam, myślałam, że jest moją przyjaciółką...

wtorek, 26 października 2010

Pamiętam... jakby to było wczoraj. Wciąż tak samo boli i wciąż się obwiniam... Tamten straszny miesiąc, który zmienił moje dotychczasowe straszne życie na jeszcze bardziej straszne i żałosne... Jeszcze mocniej poczułam, że jestem nikim. Że każdy może mnie wykorzystać, bo jestem tylko szarym, cichym pionkiem w jego grze. W grze w której on wygrywa a ja jestem ofiarą. Wciąż jestem ofiarą... Jego ofiarą. On chciał a ja się poddałam. Tak po prostu... Ależ ja jestem dziwką. Zwykłą szmatą. Ale mniejsza o to... zawsze będę się o to obwiniać... Nigdy to się nie skończy i nigdy nie zapomnę. Jak mogłam pozwolić...by to wszystko tak mocno zniszczyło moje życie.... Jestem beznadziejna. Matka jak na złość specjalnie mi o tym wszystkim przypomniała... Specjalnie. Żeby znów tak mocno zabolało. Nienawiść do niej i do niego jest tak bardzo wielka. Zbyt wielka by jej wybaczyć. Tak mocno chciałabym się zemścić... Koszmary, nieprzespane noce... wszystko naraz. A ja ta sama bojąca się wszystkiego cicha myszka... On wszystko zniszczył.
Było dobrze? Tak mi się tylko wydawało... Mam ochotę znów wziąć paczkę żyletek i się ukarać... albo wziąć paczkę acodinu i znów odlecieć. Nie myśleć... Być po prostu sobą, zapomnieć jak to jest czuć się nikim i ciągle udawać uśmiech... Tak się zastanawiam ile jeszcze wytrzymam w tym stanie... udawanie uśmiechu, fałsz na twarzy i w słowach, że jest OK, że niczego nie potrzebuję... ależ ja jestem żałosna. By nie czuć biorę... by być w nietrzeźwości umysłu i się nie obwiniać za przeszłość i teraźniejszość. By nie myśleć, że jeszcze tu jestem... A właściwie to po co jestem? żeby zawadzać?

niedziela, 24 października 2010

Heh.

Już jest lepiej. Jest lepiej, taak... Już nie myślę o M, nie tęsknię za jego zajebistym charakterem, za Nim ogólnie... nie wiem co to tak naprawdę było, może po prostu kogoś potrzebuję...Potrzebuję kogoś by mnie kochał? By był obok? By nie mówił słów, które mnie ranią, że się użalam czy coś...po prostu chciałabym by mówił, że wszystko będzie dobrze, że nie odejdzie...- On tak mówił...a ja głupia i zaślepiona uwierzyłam mu, a potem to straszne rozczarowanie, ta cisza w tym jego telefonie, nic... Tak jakby mu przestało zależeć, albo wcale nie zależało, tylko udawał..... Dobrze więc, że nie dałam mu nic więcej, że nie dałam się omamić jego słowom i charakterem. Ah... a był taki zajebisty! ...ale Ada okazał się nic nie warty! Nie zależy Ci już na nim prawda? A Sylwia może sobie go brać, już mam to gdzieś....

Teraz mam inny problem. Widziałam Go. Tego, którego kocham nad życie, który jest dla mnie wszystkim, który znaczy więcej niż ktokolwiek i cokolwiek mam.... Za którego oddałabym wszystko. Nawet to denne życie! A on jeszcze beczelny powiedział mi "Cześć"! Chyba by mnie zryło totalnie, gdybym mu jeszcze na to słowo cokolwiek odpowiedziała. Już miałam go gdzieś, już prawie zapominałam.... już mnie tak bardzo nie bolało....ale On musiał znów to wszystko spieprzyć, jak za każdym razem! Jeszcze był z nią.... z tą której nienawidzę z całych siłym, całym sercem, całą swoją duszą i całą mną. Wszystko mi zniszczył. Po raz kolejny zniszczył mi to, że już było dobrze, już zapominałam....już przestało mi na nim zależeć? Kiedy go zobaczyłam, znów serce miałam w gardle, nie potrafiłam nic powiedzieć.... chciałam pobiec w jego stronę i go przytulić...tak bardzo tego od niego potrzebuję!

Poznałam kolejnego. Musi mieć na imię jak ten którego kocham, drugie, ale jednak.... Ładny, fajny, ale też skorpion.. i jak tu znów zaufać? Boli mnie to, że każdy mnie wykorzystuje, każdy facet....któremu się zwierzę... To tak boli, nie chcę ufać. Ale jak? Nie chciałam się bawić M nigdy w życiu. Ale ten drugi? Muszę zapomnieć o mojej miłości.... muszę przestać się obwiniać.... Muszę w końcu przestać czekać...

czwartek, 21 października 2010

ŹLE MI KURWA. TAK BARDZO MI ŹLE. . . :(

Zabawa....

Wczoraj poznałam dwóch kolejnych ...jestem ciekawa jaką będę mieć satysfakcje kiedy się nimi pobawie.. Wiesz.. nawet już mnie zbyt nie obchodzi to jak oni potem będą się czuć podle... Nie obchodzą mnie ich uczucia i uczucia innych... Mam tylko cichą nadzieję, że będzie ich bolało....tak mocno jak boli mnie... I będę się nimi bawić...Nie będę już płakać... z pozorów fajna..a okaże się łamaczem męskich serc... I chyba właśnie tylko o to chodzi facetom. Nie można dać całej siebie... Oddać wszystkiego. Trzeba się bawić... Bo dlaczego nie skoro kolejny zabawił się mną? Wiesz, najbardziej zabolało, kiedy powiedział mi, że to wszystko było udawane z mojej strony.. Byłam taka głupia......  Chyba ciągle jestem w głębi dzieckiem, które myśli ciągle, że świat jest dobry i że wszyscy ludzie są dobrzy... ale są źli. Wszyscy są źli... No i niestety też muszę taka być.... Nie dajecie mi innego wyjścia, innego wyboru... Nie dam już się zranić.... Egoistka? Może i tak. Ale dlaczego nie? Nie chce czuć tego bólu jaki czuję teraz... Boli, boli, tak cholernie boli....  i nie przestaje. To mówiłam: Ada nie ufaj... To Ada musiała zaufać... ale teraz widzisz jak to jest.. Ada nie można ufac...


I co, czujesz się źle M? Boli Cie?

środa, 20 października 2010

Byłam..

Byłam szczęśliwa. Przez ten krótki okres byłam.. Teraz wszystko się pojebało. Straciłam ich. Z resztą to był ich wybór... Nie zamierzam już do tego wracać..do tych znajomości. Oboje zrobili mi świnie i okazali się świniami.... Jeszcze pewnie straciłam trzecią ważną bardzo dla mnie osobe... Kurwa kochałam ich... jak to jest, że nie można na nikogo liczyć kiedy jest źle, a kiedy udaję że jest dobrze wszyscy się garną.. Dlaczego ludzie udają zajebistych, a kiedy już zacznie drugiemu zależeć, robią wszystko, żeby ta druga osoba znów upadła na samo dno? Komu mam ufać? Kto mnie nie zawiedzie? Czy w ogóle ufać? Czy wciąż udawać uśmiech? Czy nigdy nie mówić o sobie nic bo wykorzystają? Właśnie przekonałam się kogo mogę uważać za przyjaciela.  Tylko gdyby jej matka nie miała do mnie jeszcze wątów.. Ale ma. I to się chyba raczej nigdy nie zmieni. Kocham Cię Asia.. Pamiętaj o tym.

To i owo... Wszystko na raz.

"(...) A jeśli ktoś powie "Kobieto uciekaj od niego, nie dręcz się, bądź szczęśliwa!" To usłyszy słynną formułkę "Ale ja Go kocham!" Jeżeli znasz to wszystko, powiedz Stop. Zrób to dla siebie. Przestań czekać aż on się zmieni, porzuć uporczywą pracę nad związkiem. Nie dawaj kolejnej szansy. (...) Dobrze jest kochać, ale watro poznać cenę tego uczucia.  Kiedy miłość boli, przestaje być pokarmem dla duszy. Trzeba odejść. Ale dokąd kiedy ukochany jest całym naszym światem? I to ciągle dręczące pytanie: "Dlaczego on mnie tak nie kocha, jak ja kocham jego?" - Mądrzej byłoby postawić inne: "Dlaczego nie kocham samej siebie tak bardzo jak jego?"
Ale jak tu można siebie kochać, kiedy czuje się tylko nienawiść? Ciągle mam ochotę zostawić to wszystko i odejść. Gdzieś daleko na zawsze...by nikt mnie nie znalazł. Ale jest pytanie: Gdzie pójdę jeśli TO zrobię? Czy spotkam tam Tatę, za którym tak bardzo tęsknie? Czy będzie mi tam dobrze? Czy napewno Bóg istnieje? Jeśli tak, to dlaczego daje mi do przejścia takie próby? Czyżby siła wiary? Nie, ja już nie wierze... nie potrafię rozumiesz? Za wiele razy chciałam uwierzyć i nic. Za mocno go nienawidzę, by znów go kochać.

Ada, co Ty robisz? Miałaś Mu nie wybaczać, nie odzywać się wcale... Czyżbyś nie potrafiła wytrzymać w swoim postanowieniu? Nie no przecież nusisz... przecież miałaś już nigdy nie mieć nikogo bo R... tak kocham R. kocham całym sercem....Jeszcze tylko 7 miesięcy 27 dni. Wytrzymasz. Przecież widać, że to on nie może wytrzymać...chyba że to Ty coś nadinpretowujesz. A Ty jak myślisz? Warto czekać czy nie?

Tylko, że... miało mi na innym już nigdy nie zależeć. A zależy. Kurwa, zależy... Co się dzieje? Przecież go nie kocham... Może to przez to jaki dla mnie był.. bo w sumie nigdy nie czułam miłości kogoś bliskiego, a tamten tylko udawał. A może ten drugi też tylko udaje? Nie, nie mam zamiaru się angażować. Nikt mnie już nie zrani. Nie, nie tak mocno, jak tamten. "Wszyscy faceci to dupki, świnie i łajzy i nie trzeba się nimi przejmować tylko się nimi bawić!" Tylko czy ja tak umiem?!

wtorek, 19 października 2010

Kiedy zamykam oczy ciągle widzę jego ryj.. co robić? Jak żyć? Jak znów żyć? Już było lepiej, nie miałam koszmarów od dawna... a teraz znów są, znów wróciły. Dlaczego faceci to robią? Dlaczego chcą czegoś, a jak nie chce się im "dać" to biorą sobie sami?! A czy oni nie wiedzą, jak mocno to boli? Jak bardzo utrudnia nam życie? Te nieprzespane noce, ta nienawiść do nich i do samej siebie... to uczucie brudnej... te wspomnienia... znów nie dają żyć, bo znów ktoś okazał  się zły... chciał znów pokazać swoją siłę, znów zrobić to co chciał.. Niby nic się nie stało - a tak wiele... znów czuję, że jestem tylko dla nich zabawką, że zrobią ze mną co chcą. Nie potrafię się bronić przed nimi, zapobiec... uciec... Ciągle panicznie się boję.

Żałuję, że jestem taka głupia i naiwna... Myślałam, że mogę Mu ufać.

poniedziałek, 18 października 2010

Jeśli tylko by wymazać przeszłość...

M,
Piszę tu do Ciebie, bo nie mogę już się z Tobą spotkać. I tym samym nie chce, bo po co? Nigdy nie spodziewałabym się po Tobie, tego co zrobiłeś. Mówiłeś, że mogę Ci ufać, wierzyć, że nie okłamiesz mnie. Postąpiłeś inaczej wtedy, gdy już Ci uwierzyłam, prawie zaufałam... Powiedziałam Ci wszystko po to, bo twierdziłeś, że mi pomożesz, a tymczasem pokazałeś mi, że nie potrafisz dotrzymać tajemnicy. Bardzo zabolało mnie to co zrobiłeś, tym samym straciłeś bardzo dużo w moich oczach, to co zyskałeś przez ten krótki czas. Myślałam, że to co Ci mówię zostaje między nami jak sam mówiłeś, a nie, że wygłosisz to całemu światu... Wiedz, że nie wybacze Ci tego, że powiedziałeś im, że chce się zabić. To tylko moja sprawa.. Moja sprawa co robię ze sobą, jak się czuję i co chcę. A Tobie i innym nic do tego. Daj mi robić to co ja uważam za słuszne i konieczne. Nie sądziłam, że taki jesteś - że mnie zdradzisz. Uważałam Cię za ideał faceta, którego zawsze pragnełam.. Ale znów otworzyłeś mi oczy, że nie można ufać i mówić wszystkiego. Czuję do Ciebie wielki żal... Nie jestem w stanie powiedzieć Ci czy jeszcze kiedykolwiek Ci zaufam. Ale lepiej nie trać sił... bo może już nigdy nie być tak jak było. Nigdy już nie będę potrafiła Ci nic powiedzieć. Nie będę umiała spojrzeć Ci w oczy. Napewno możesz wymazać z pamięci to, że mówiłam, że mi na Tobie zależy - już nie. Będzie mi brakować naszych rozmów, nie wymażesz z mojego umysłu tego, że będę teraz ciągle myśleć, że stwarzasz pozory.... I nie mów mi, że to byłeś prawdziwy, przed tym co zrobiłeś. Bo nie wierze... za bardzo mnie zabolało... ale to był tylko i wyłącznie Twój wybór... Jeśli nawet kiedyś się zobaczymy, będę udawać uśmiech... nie będę już sobą. Będzie mi brakować Dzieci, które pewnie stwierdzą, że ich opuściłam... Kocham je i nigdy nie zostawię, o to możesz być spokojny. Uwiodłeś mnie charakterem, ale już za późno by cokolwiek naprawiać...
Gdyby naprawdę było tak, jak pisałeś mi w smsach, nie zrobiłbyś mi takiego świństwa....

Była dziewczyna.. dziewczyna, która nie miała siły.. Chciała pomyśleć, więc poszła się przejść. Zapaliła. Przyszło dwóch świrów i ją zmacali. A ona? Nie zrobiła nic. Głupia jest prawda? Ale chyba miałam taki sen... sen który stał się rzeczywistością.. Nienawidzę facetów. Znów wspomnienia tamtych dni nie dają mi zapomnieć. Wróciło. Nienawidze siebie..

środa, 13 października 2010

Nie mam siły..... !

Chcę znów zobaczyć jak to jest nic nie pamiętać. Znów nie udawać, czuć się tak bosko... Nie chcę czuć tak cholernie źle, jak znów....

Potrzebuję kogoś. Potrzebuję zrozumienia, bliskiej obecności, miłego słowa...Chciałabym, żeby w chwilach kiedy jest mi ciężko czy smutno, ktoś był przy mnie, żeby mnie pocieszył, przytulił.. żeby otarł łzy, powiedział mi : "nie martw się, jestem przy Tobie, nie odejdę, pomogę, zawsze będę.." ale do wiary w te słowa potrzeba czasu, dużo czasu.... nie umiem tak ufać już nowo poznanym osobom... boję się, że kiedy komuś powiem wszystko, ten ktoś nie zrozumie...że będzie wszystko na mnie, że to ja znów będę tą gorszą, tą która jest zła i niedobra.... znów mnie wezmą za jakąś pieprzoną egoistkę. Boję się że znów przestanę kogokolwiek obchodzić, a z drugiej strony ciągle chcę się odsunąć, zostawić wszystko w tyle, zerwać kontakty - zostawić tylko tych, którzy wiedzą wszystko i kochają mnie taką jaka jestem... Choć w sumie tak naprawdę nie wiem właśnie: Za co ludzie mnie kochają? Chcę, by myśleli, że jest dobrze, że już jest lepiej i że nie myślę o tym by mnie tu już nie było... chcę uśpić ich czujność....by potem móc zrobić to czego zawsze pragnęłam. Czy to źle? Po prostu chce przestać ich martwić...Czuć to co czuję, jak się czuję, być, udawać uśmiechu....przestać cierpieć....przestać być, istnieć.... Bo tak cholernie boli mnie życie...
Więc po co żyć?! Istnieć?!  Nigdy tego nie rozumiałam. I chyba nie zrozumiem...

Boże, błagam... weź mnie do siebie bo nie chce już tu być... Nie mam siły....

wtorek, 12 października 2010

Śmierć. - to to, czego najbardziej pragnę.

Wczoraj... Wczoraj zapadłam się znów pod ziemię.. Poszłam na policję, tam gdzie mieszka ten zbok.. Nie chce mu odpuścić, nie chce...ale z drugiej strony tak bardzo się boję... :( Jeszcze M, powiedział wszystko mojej matce...nagle twierdzi, że to nie moja wina.. śmieszne. Ale trudno..czy to wszystko cokolwiek da? Nie sądzę, zawsze tamto będzie mnie zabijać, zawsze... nigdy już się nie uwolnie... :(

acodin.
żyletka.
wódka..
I co z tego, że wziął mi ostatnie ostrze...
Pragnę znów przestać myśleć, że jestem nikim. Bo niby kim innym jestem..
Nie umiem już wierzyć. Przykro mi.

piątek, 8 października 2010

Jestem dumna i tym samym jeszcze bardziej zaczynam się bać...i nienawidzić siebie..

Odważyłam się. Mimo wszystko... Trochę boję się konsekwencji... nie chce się już bać, każdego faceta... nie chce żeby potem mścił się... ale i tak kolejne słowa, których znów nie zapomnę: "Dlaczego Pani nie przyszła z tym do nas wcześniej tylko po półtora roku? Radze się zastanowić jeszcze nad decyzją, ale zrobi Pani jak chce." Po prostu kolejny raz mnie zatkało.... a co ja miałam mu odpowiedzieć?! że co, że się bałam bo mi groził!? To chore. Jak można mnie obwiniać... mówiłam, że mnie wyśmieją - nie wierzyli. Tak jak mnie obwiniają, mówią: "Nie chcesz powiedzieć?! To pewnie było Ci dobrze! Chciałaś tego!" kurwa, nie wiesz jak to boli.... ja wiem, że to moja wina. Bo mogłam olać, mogłam znów nie zdać, mogłam powiedzieć matce: Spierdalaj! ale jeszcze wtedy tego nie umiałam.... Jeszcze muszę iść gdzie indziej na ten komisariat, tak gdzie tamten mieszka... boje się, że go spotkam, że się zemści... chce zapomnieć... przestać się w końcu bać!

niedziela, 3 października 2010

:C

"Ważne, żeby odnaleźć w sobie siłę. Wystarczy coś postanowić i się tego trzymać." Tylko czy ja mam w sobie tą siłę? Nie potrafię walczyć.. nie umiem już spróbować, by było chociaż przez chwile dobrze... Wszystko mnie dręczy. Ale już niedługo nachlam się do nieprzytomności... zapomnę, tego właśnie potrzebuję...

piątek, 1 października 2010

Najdroższa moja.

Najdroższa Moja A,
Wiem, że Cię kocham i że zawsze kochać Cię będę.. Nawet jeśli odejdziesz, wyjedziesz zostawisz mnie.. samą.. Coraz częściej myślę o tym co było między nami, jak się zachowywałyśmy kiedy byłyśmy razem- tylko we dwie i że było tak cudownie, tak zajebiście.. Dziękuję, że przy Tobie nie muszę udawać uśmiechu, że wiesz wszystko o mnie, a mimo to  jesteś. Choć już nie tak blisko jak byłaś... czemu tak nie jest? Czemu jesteś daleko? - też wciąż tego nie rozumiem. Chcesz mnie zostawić.. samą, bo wyjeżdżasz. A mówiłaś, że zawsze razem będziemy, że nigdy mnie nie zostawisz. Ja naprawdę w to wierzyłam Asia... naprawdę Ci wierzyłam... A teraz? Czy dalej mam wierzyć? Nadal czekać na Ciebie? Coraz częściej boję się, że kiedy Ciebie nie będzie ja się poddam. Bo tak naprawdę Ty z tak niewielu ludzi dajesz mi siłę i wiarę do walki. Dziękuję, że pomimo wszystko mogę Ci ufać... Coraz częściej boję się dnia, kiedy wyjedziesz i coraz częściej płaczę za Tobą po nocach.. za Tobą, nami i za to jaka byłaś i jesteś. I za to, że już tak nie ma... Tak bardzo za tym tęsknię...Ale nie chcę, żebyś miała przeze mnie ograniczoną wolność, że przeze mnie nie możesz spotykać się z innymi.. Nie chcę Ci tego zabierać, a z drugiej strony pragnę, żebyś zawsze przy mnie była, zawsze obok.. Ale widzę, że coraz częściej wybierasz ich- tych których nie znasz tak naprawdę. Tęsknię za Tobą. Tak tęsknię i nie myśl, że o Tobie zapomniałam.

Kocham Cię. Proszę zrób coś, żeby było jak dawniej...bo jesteś moim narkotykiem. Bez Ciebie umieram..