"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."

poniedziałek, 29 grudnia 2014

maska uśmiechu.

Byłam u neurologa.
Powiedziała, że może się coś dziać, skoro mam te migreny i wymioty... skoro mi się tak kręci... że cokolwiek będzie sie działo mam iść do szpitala...
znów skierowanie na tomografie... Znów się boję. Chciałam rezonans, ale powiedziała, że mi nie da..
Czwarty dziś dzień, jeszcze 5 dni...
Boże dopomóż... Przepraszam, że to wszystko sie tak potoczyło... naprawie wszystko tylko daj mi szansę...


piątek, 26 grudnia 2014

Czemu Cię przy mnie nie ma?

19 grudnia:
"20 grudnia...-znienawidzona rocznica. To już siedem lat jak Ciebie przy mnie nie ma.. Pamiętam kiedy przez pierwszy rok nie potrafiłam sie odnaleźć, nienawidziłam domu, szłam do pokoju z nadzieją, że leżysz jednak na łóżku, że siedzisz jednak w kuchni, że to wszystko nie jest prawdą... ale teraz mija 7 lat a Ty wciąż nie wróciłeś...
Dziś czuję pustkę i przeszywający mnie ból, dreszcz, o to co będzie się działo jutro wewnątrz mnie.... Pomóż mi proszę przejść przez ten dzień bez tak cholernego bólu, łez i niemocy... Znów będę wyć do pustych ścian w nadzieji, że mnie usłyszysz.
Własciwie to dlaczego już do mnie nie przychodzisz? Obiecałeś, że przyjdziesz, że nie zostawisz mnie tu samej, a Ciebie wciąż nie ma..."

Dziś już po świętach tak naprawdę... Mineły tak jak zawsze, udawanie życzliwości przy stole, odbębnienie byle jakich życzeń, podzielenie się opłatkiem, zjedzenie różnych rzeczy, prezenty, potem siedziałam i wyłam do poduszki.....
Potem pasterka. Chwila szczęścia. Dziś znów pustka wielka i ból w sercu.
Ja naprawde mogę wiele znieść. Wiele upokorzeń, wiele wyzwisk, plucia w twarz, kopniaków... ale wiedz, że któregoś dnia to mnie zabije.


a ja wciąż czekam na Ciebie. Przyjdziesz?

P.S. za kilka dni mija równy rok bez papierosa...

środa, 3 grudnia 2014

Jak można tak po prostu wyrwać komuś serce...

Umarłam. 
Zniknął z mojego życia tak samo szybko jak się pojawił....
Boli.
Napierdala.
Nakurwia..
Łzy ciekną od wczoraj jak jebany wodospad, a ja przy nich muszę udawać, że jest cudownie....
Jak można wyrwać tak po prostu komuś serce, wiedząc, że to serce należy już do tego kogoś?
Umarłam.
Nie ma mnie... już nawet nie wegetuje... Muszę coś zrobić, cokolwiek, by zabić ten jebany ból w sercu, w duszy, w ciele....
A ja bym zrobiła dla niego wszystko...