"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."

wtorek, 29 stycznia 2013

Bezsenność wykańcza mnie od środka.

Nie mogę spać.. w kółko to samo. Rankiem jestem nieprzytomna. Nie umiem zrobić najprostszych rzeczy.  Często płaczę z błahego powodu. Nie umiem się na niczym skupić. Czuję, że nie jestem tą osobą, za którą teraz oddałabym wszystko...  Wszystko się zmienia. Odeszli ci na których mi najbardziej zależało. Inni są tylko powierzchownymi znajomościami dla zabicia czasu i wspomnień.  Trzeźwość doprowadza mnie do szaleństwa. Czas mija niemiłosiernie a ja stoję w miejscu. Próbuję się wygrzebać, ale spadam na dno. Muszę ogarnąć swoje myśli. Muszę zabrać się porządnie za przyszłość. Uwierzyć. Trudno strasznie..Chcę zdać maturę. Udupić go. Mieć jakiś cel, hobby. Potrzebuję siły.
Tatusiu pomóż.. Tak bardzo czuję się zagubiona...
Tyle razy obiecywałam sobie, że zmienię nastawienie, znajdę sens. Cel. A tu wciąż nic się nie zmienia... jak to możliwe? Może powinnam się bardziej starać?

czwartek, 24 stycznia 2013

Znów wrócił koszmar....

To już prawie 4 lata... 4 długie lata, które tak cholernie mnie zmieniły. Kiedy dotknął mnie po raz pierwszy.. myślałam, że to tylko zły sen, że nauczyciel tak nie powinien.. Kiedy za drugim razem już był tak bezczelny, że zaczął mnie dotykać kładąc się na mnie.. wydawało mi się, że to nie dotyczy mnie.. nie potrafiłam zrobić nic, by przerwał. Nie potrafiłam zareagować, nie umiałam nawet powiedzieć głośno nie.. Od tamtego momentu wiem jak to jest czuć się szmatą... Śmieciem. Jestem nic nie warta. Jestem używaną rzeczą. Jestem niczym. Jestem zła. Jestem nieczysta, brudna, ohydna, obrzydliwa, odrażająca, wstrętna. Nienawidzę siebie. Przez tyle lat próbowałam to zmienić.. ale się nie udało. To wszystko mnie zabija. Nie mam już siły walczyć.
Moja dusza rozpadła się na strzępki, nie wiem jakim cudem jeszcze żyję. Nie jestem już człowiekiem. Jestem cieniem. Nie żyję... Przez tyle lat bałam się wyjść z domu, bałam się wsiąść do komunikacji miejskiej.... Wciąż boję się zasnąć bo może mi się przyśnić. Boję się. Dzień w dzień udaję, że mam wyjebane na wszystko, że mam zajebiste życie, a w nocy płaczę tak długo, aż zasnę... Chcę umrzeć…
Najgorsze jest to, że zawsze myślałam, że oni są głupcami, że nie zrobią z tym nic, a skurwiele bezkarni. ale to jest zupełnie co innego... Byłam zdominowana strachem, poczuciem winy, szantażem.. uległam, bo myślałam, że zapomnę, że kiedyś wszystko wróci do normy... ale już wiem, że tego się zapomnieć nie da. Jedynie dzień w dzień potrafisz udawać, że jest wszystko w porządku, a wspomnienia kumulują się z każdym kolejnym oddechem. Któregoś dnia nie wytrzymujesz i błagasz o chwilę ulgi. Wszystko inne przestaje istnieć... Krzywdzisz siebie chcąc zabić ten ból i poczucie winy, ale to wcale nie daje Ci ulgi... nie potrafisz, nie chcesz tak żyć.
Nigdy nie wybaczę sobie własnego milczenia. Przyzwolenia, by ktoś tak obleśny, zrobił mi coś tak okropnego... Tych jego oczu, które mówiły: "zabiję, jeśli się nie zgodzisz." Tych wszystkich błagań, by przestał... mówił, że nic nie robi dotykając mnie po całym ciele.. Czuję się tak cholernie złamana w środku. Po tak długim czasie wciąż nie potrafię sobie wybaczyć...
Wraca w snach, wraca znów ta bezsiła... a łzy ciekną po policzkach. Boję się znów ciemności. Boję się zasnąć, po tylu latach to znów zaczyna mnie przerażać.... Boję się, że już nigdy nie zacznę żyć, życiem prawdziwym, a nie udawanym....

środa, 16 stycznia 2013

Trzeba uodpornić się na ból i strach....

Szczerze? Mam to w dupie. Dowiedziałam się wczoraj czegoś.. ale jeżeli chce, to niech tak robi. Wyjebane... po całości. Trzeba się znów przyzwyczaić, że ktoś zaraz będzie w jej życiu i będzie srać tylko za nim. Tylko o nim. Będzie tylko z nim spędzać czas, a mnie odsunie od swojego życia, jak było zawsze kiedy miała jakiegoś frajera. Jej każdy był obleśny. Jeden nie mył włosów. Drugi wyglądał jak kupa... a ten? Ten ją skrzywdzi jak każdy i tyle będzie miała z tej miłości jego. Jaka chujnia jebana. Najchętniej zajebałabym wszystkich tych facetów, którzy kręcą się koło niej. 
Bo wszyscy faceci chcą tylko jebania.

Ale widać ona nie rozumie. Chuj. Jak się przejedzie to zrozumie. Ja nie zamierzam za nią srać, odwalać. Przyleci sama do mnie.. jak zawsze. a on też jest jakiś... po chuj jej gadał to? Nie ogarniam. Ja pierdole. Przez niego ją straciłam, a ON straci ją przeze mnie. W dupie mam ich niby wielkie uczucia. Chuj mnie one obchodzą.
Widzę się z Piotrkiem dziś o 18. Ma mi oddać jutro niby chajs za telefon, który mi ukradł. W sumie tylko po to się z nim widzę.  ale może piwo mi dziś postawi. Chciałabym się najebać. Ale jutro znów mam korki. Ale chuj z tym, pójdę na kacu najwyżej.
A do niej nie zamierzam się odzywać. Tylko spierdole im to migdolenie. :>
Nie jestem dobra. I nigdy już nie będę. 
Moje serce zostało złamane zbyt wiele razy. Więc teraz mam w dupie ludzi. I zniszczę wszystkich, tych co mi się nie podobają, lub mnie wkurwiają. :> Chuj mnie to będzie boleć. 
Te wszystkie starania… te wszystkie wspólne chwile…czasami żałuje że działam bo i tak tego nikt nie docenia…
a jeżeli tak ma być lepiej…jeśli ten koniec będzie początkiem czegoś lepszego…i to nie dla mnie…to niech tak się stanie.. Jeżeli ona woli jego to ja się odsunę...
W końcu najważniejsze w życiu jest szczęście…
jeśli inni mnie nie doceniają i opuszczają…trudno…jest mi smutno owszem…ale mam nadzieje,że kiedyś każdy zrozumie swój błąd…
a zresztą .. „kto odejdzie zawsze będzie sam…na zawsze i na wiecznośc uczyńmy z życia świetóść , by będąc tu przez chwile wszystko zapamiętać."
"Żyjąc bezcelowym życiem idę tam gdzie tkwi moje przeznaczenie, w zapomnianą czeluść cierpienia, wewnętrzna nicość przytłacza coraz bardziej…
Siły po prostu opadają, wszystko traci na znaczeniu,
wszystko traci jakikolwiek sens…
pozostajesz tylko Ty i Twój ból.
Niczego nie odczuwasz, stajesz się tak pusty i nieczuły.
Nie oczekujesz pomocy, chcesz tylko jednego…jednakże myśl o tym co Cie ominie hamuje Twoje działania, lecz niedługo nic tego nie zatrzyma.
Pragniesz tylko ostatniego bólu, ostatniej chwili, ostatniego oddechu…"

wtorek, 15 stycznia 2013

Nie wiem co myśleć.

Mineło ponad dwa tygodnie od sylwestra... a ja z Nią nie napiłam się nawet szampana. Szkoda, bo myślałam, że i tego Sylwestra spędzę z Nią... Tą Najlepszą, Najważniejszą.

Ja wiem, że jedyny, którego kochałam to mój. Więc prędzej czy później wrócę do czekania na jedyną miłość mojego życia... Zaraz minie 3,5 roku. Ale nie warto przestawać. Trzeba czekać. Bo czekanie nadaje sens mojemu życiu....
Chciałabym wyjechać gdzieś. Odpocząć... Odetchnąć. 

środa, 9 stycznia 2013

Co u mnie?

Nie oblałam z Nią Sylwestra... chciałam dziś pójść z nią nad Wisłę, kupić szampana i z Nią się napić. Ale twierdzi, że czasu nie ma. Jak zwykle z resztą. A z jakimiś typami to się spotyka i dla nich to czas ma.
Poznałam sobie pewnego T. ale chyba wszystko przepadło.. Najgorsze, że ciągle o nim myślę, a On się nie odzywa.. Boję się, że przejdzie mi dopiero po kilku miesiącach, albo co. Nie wiem. Nie chce o Nim tyle myśleć, ale jak to zrobić? Niech się odezwie... Dlaczego Boże, zabierasz mi wszystkich, których kocham lub na których mi zależy? Za co niby? To niesprawiedliwe... zbyt bolesne, by o tym myśleć.
Chciałam kupić szampana. Zaprosić Go w jedno miejsce nad Wisłą. Tam gdzie jest najpiękniejszy widok... Potem Go pocałować.. Ale się nie odzywa... i nie wiem co robić. Dziś chyba pójde się napić. Jestem wykończona. Dopiero minął drugi dzień korków, a ja czuję, że już nie dam rady... :( Jutro znowu do 16 tam siedzieć. Nie wiem czy wytrwam.... Dodaj mi siły, bo nie wiem czy dam radę.

A teraz zdjęcie z Włoch z Kria... Wtedy byłam szczęśliwa. Chciałabym, żeby powtórzył się kiedykolwiek ten czas....


wtorek, 1 stycznia 2013

Noworoczne postanowienia...

Sylwester zaliczam do udanych. Nie upiłam się, choć z początku miałam taki zamiar. Nie zostałam w domu, choć nie chciało mi się ogarniać... ale w końcu pojechałam na imprezę i nie żałuję.. No może tylko tyle, że Wyrzym odwalił akcję i musieliśmy mu ściemnić, że wracamy do domu, żeby wyszedł, a potem wróciliśmy. Przyjechałam do domu o 17. :)
Zastanawiam się co robić mam ze swoim życiem... Mam zamiar zapisać się od lutego na coś co mnie naprawdę interesuje. Na coś, co chciałabym naprawdę robić, a nie odbębnić żeby Bożena się odwaliła. a coś na co z przyjemnością bym chodziła. Zastanawiam się nad terapią uzależnień.... Mam zamiar też pójść do pracy. Muszę sie przejechać w jedno miejsce i spytać się czy by mnie przyjeli. 800 złotych na miesiąc - 5 godzin dziennie... to jest nieźle. Popołudnia miałabym dla siebie. Muszę zapisać się na korki z matmy... To są moje postanowienia... mam nadzieję, że w końcu uda mi się je zrealizować...
Odprowadzając Sylwię na tramwaj wysiadł z niego jakiś typ. Śledził mnie... Pobiegłam szybciej w nadzieji, że czerwone światło zmieni się na zielone. Ale niestety.. Dopadł mnie. Zaczął coś gadać. Rzucił się na mnie. Ktoś zaczął do niego biec. Uciekłam. Super mi się zaczął ten nowy rok... nie ma kurwa co...