Jak dobrze było odejść od codziennej rzeczywistości. Jak dobrze było przestać myśleć, pamiętać.. Przynajmniej na chwilę zapomnieć o codzienności, o przykrych wspomnieniach, o ciągłym stresie.. Chciałam po prostu być ponad jak kiedyś. Chciałam napić się, upić jak kiedyś.. Chciałam się naćpać jak kiedyś i zajarać jak kiedyś.. Chciałam po prostu nie myśleć. Jak kiedyś... i dziś nadażyła się do tego okazja. Dopijam resztki ukochanej cannabi, by zaraz zapaść się w błogi, upragniony sen. Znów czuję się szczęśliwa.. Było tak pięknie, chociaż te kilka godzin. Była Ona.. Ta najdroższa, ukochana. Mogłam Ją pocałować, przytulić, pośmiać się. Nie było dziś łez, których czasem nie potrafię pwstrzymać. Nie było smutku w mojej duszy. Nie było wstydu, żalu i nienawiści. Było tylko szczęście.. że mogłam z Nią być. że mogłam nie myśleć..
Nie chcę myśleć co będzie jutro, pojutrze.. nie chcę myśleć o przyszłości, o przeszłości. Chcę jak dotychczas mijać dzień za dniem z myślą, że to tylko dzień i zaraz minie - okaże się przeszłością.. Byle nie myśleć, byle nie pamiętać..
Przyśnił mi się. znów mnie dotykał, znów bolało. znów widziałam jego spojrzenie, czułam na sobie jego dotyk.. czułam, że nie powinnam.. czułam ten brud na sobie każdym dotykiem jego wielkiej dłoni. Widziałam po raz kolejny jego wkurwione spojrzenie. widziałam poraz kolejny wszystkie sceny z tamtych chwil.. mimo, że już są przeszłością.. czasem to wraca.. i wciąż tak samo boli..
ale.. mam nadzieję, że ulży mi w bólu i cierpieniu. Już tak niedługo do chwili, kiedy on mógłby za to odpowiedzieć.. już tak niewiele dzieli mnie od szczęścia.. uświadomiłam sobie, że muszę i nie ma innego wyjścia, nie wybaczyłabym sobie gdybym nie zrobiła tego co powinnam była zrobić już dawno..
I muszę się przyznać przed samą sobą, że zeżarł mnie strach. nie myślałam wtedy trzeźwo. nie potrafiłam się ruszyć bo zeżarł mnie strach.. dotknął paraliż. nie potrafiłam wypowiedzieć słowa.. nie potrafiłam się przeciwstawić.. ale dosyć tego. nie będzie już tak. on musi zapłacić.. jeśli się nie zemszczę te wspomnienia będą zżerać mnie do końca życia.. Choć wciąż się boję..
"Człowiek jest wielki, nie przez to co posiada, Lecz przez to co ma; Nie przez to kim jest, lecz przez to czym dzieli się z innymi."
"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."
|
niedziela, 29 kwietnia 2012
piątek, 27 kwietnia 2012
Cicha nadzieja na spokój duszy...
Za tydzień matura. Za równy tydzień mam maturę z polskiego.. I stwierdzam, że miesiąc nauki dzień w dzień może wykończyć człowieka i newiele wnieść w jego życie.. Wiele razy miałam dość. Wiele razy chciałam powiedzieć sobie "hej, zaczekaj.. możesz przecież przestać myśleć!" ale nie potrafiłam. Nie umiałam. I może to lepiej.
Z matematyki będę mieć poprawkę na bank. Nie zrobiłam ani jednego zadania, nie zajrzałam nawet do książki więc nawet się nie łudzę, że napiszę chociaż na te 30 procent.
Procenty to ja potrzebuję w organiźmie.. na dziś. na jutro. na kolejne dni, by przestać myśleć..
Do tego rozwala mnie myśl, która męczy mnie od jakiegoś tygodnia: co robić mam!? wciąż nie znajduję odpowiedzi. ani na trzeźwo.. ani chyba pod wpływem ukochanego piwa. Jedynego, które nie pozwoli na fizyczny ból.
I poraz kolejny muszę przyznać się sama przed sobą, że jestem szmatą.. Brudną szmatą. I że to już tak zostanie, nie ucieknie. Czy będę umiała z tym żyć..? Bo nie umiem. Mam tylko nadzieję, że to się zmieni już w krótce...
Z matematyki będę mieć poprawkę na bank. Nie zrobiłam ani jednego zadania, nie zajrzałam nawet do książki więc nawet się nie łudzę, że napiszę chociaż na te 30 procent.
Procenty to ja potrzebuję w organiźmie.. na dziś. na jutro. na kolejne dni, by przestać myśleć..
Do tego rozwala mnie myśl, która męczy mnie od jakiegoś tygodnia: co robić mam!? wciąż nie znajduję odpowiedzi. ani na trzeźwo.. ani chyba pod wpływem ukochanego piwa. Jedynego, które nie pozwoli na fizyczny ból.
I poraz kolejny muszę przyznać się sama przed sobą, że jestem szmatą.. Brudną szmatą. I że to już tak zostanie, nie ucieknie. Czy będę umiała z tym żyć..? Bo nie umiem. Mam tylko nadzieję, że to się zmieni już w krótce...
środa, 18 kwietnia 2012
Znów jestem tu na krawędzi..
Osiem i pół miesiąca na trzeźwo? To tylko niestety pozory.. Piję na nowo piwo.. Wczoraj byłam już w takim stanie, że było mi wszystko jedno, że byłam w stanie pójść do apteki i kupić aco. Sama sie sobie dziwie, że nie wjebałam tego gówna. Byłam na skraju, naćpałam się nasennymi. Zaczyna mnie jebać to, że byłam tyle miesięcy trzeźwa... Zobaczyłam Go. Tak po prostu przeszedł koło mnie, pokazując mi ewidentnie, że ma mnie w dupie.. Wiedziałam, że go spotkam, ale nie sądziłam, że akurat wczoraj.. Jakby nie mógł przechodzić tamtędy dwie minuty później lub wcześniej. Idąc, czułam jak do oczu napływają mi łzy - widziałąm, że ktoś idzie.. ale nie widziałam twarzy - wszystko było tak zamazane, niewyraźne.. Kiedy już nad tym wiare zapanowałam, moje serce zaczeło wariować. Natychmiast zrobiło mi się gorąco.. a w momencie kiedy Go dojrzałam łzy wypłyneły z moich oczu.. Nie wytrzymałam - poczułam, że już nic się więcej nie liczy.. Nie liczy się to, że byłam trzeźwa! że chcę zdać maturę, iść na studia, zrobić prawko..
Poczułam, jak w jednej sekundzie zmarnował mi 8 i pół miesięcy trzeźwości, 8 i pół miesiąca życia, kiedy to już przyzwyczaiłam się do jego nieobecności, jeśli można tak to nazwać..
Teraz znów muszę układać sobie wszystko na nowo.. albo wcale nie muszę.. Jest mi to już naprawdę obojętne, mogę się zniszczyć..
Pamiętasz nasze wspólne popołudnia i wieczory? Tylko Ty i ja. Leżeliśmy razem, wtuleni w siebie, mówiłam przez cały czas, a Ty chłonąłeś każde moje słowo, ani na chwilę nie odwracałeś głowy. Twoje mądre oczy zawsze były pełne blasku. Inteligentne spojrzenie często wprawiało mnie w zakłopotanie, zastanawiałam się, co się za nimi kryje, co Ty masz w środku, że mają taki wyraz. Nie dowiedziałam się i już nie dowiem.Pamiętasz nasze powitania? Tak, te codzienne, kiedy to ledwie mnie zobaczyłeś i już wtulałeś się we mnie spragniony mojego zapachu, a ja ciepła Twojego ciała. Tak prosta czynność, która dla jednych ogranicza się do słowa, dla nas była rytuałem powtarzanym przez te wszystkie wspólne miesiące. Wspaniałą chwilą zmieniającą każdy kolejny dzień.Pamiętasz te chwile, kiedy byłam smutna? Zawsze wiedziałeś, gdy coś było nie tak. Podchodziłeś do mnie i pozwalałeś dotykać swojego ciepłego ciała. Ocierałeś mi łzy i zaczepiałeś, aż w końcu się uśmiechnęłam. Czy ja Ci chociaż podziękowałam?Pamiętasz nasze wspólne zabawy? Wygłupialiśmy się na wszelkie sposoby, a potem zmęczeni zjadaliśmy razem kolację.. Pamiętasz ostatnie wspólne dni? Nie wiedziałam, że to nasz koniec, ale Ty dawałeś mi znać. Byłeś inny niż wcześniej, smutny, melancholijny, a gdy zaczynałam się orientować, że coś jest nie tak, znów wtulałeś się we mnie i uspokajałeś mnie, zagłuszając obawy krzyczące w środku mojego serca. Pamiętasz nasz początek? Byliśmy speszeni, niepewni, zawstydzeni i żadne z nas nie miało odwagi dotknąć drugiego. Przełamałeś się pierwszy,pomogłeś mi się otworzyć, a potem wszystko robiliśmy razem. Pamiętasz, co robiłam, gdy zostaliśmy tylko Ty i ja bez żadnego my? To był zwykły dzień. Skończyliśmy się, my odeszło, był we mnie tylko cichy ból w sercu, ukłucie żalu i milcząca tęsknota, która do dziś budzi się w nocy i nie pozwala spać. Wspominam nasze wspólne dni. Te kilka miesięcy, w których nie było podziału na Ciebie i mnie, na teraz i tu oraz kiedyś i tam. Wciąż rozmyślam, czy dałam Ci wystarczająco, a może za mało. Może Ty chciałeś więcej,a ja byłam ślepa na sugestie, głucha na prośby i nie czuła na dotyk? Może nasze relacje były zbyt zwyczajne, a Ty chciałeś czegoś innego. Żałuję, że nie mogę uzyskać odpowiedzi na te pytania. Może w ten sposób zagłuszyłabym wyrzuty sumienia i ten ból tlący się po cichu każdego dnia.. Chciałabym wybaczenia za całe zło i krzywdę, które Ci uczyniłam.Pamiętam Twój zapach, Twoje ciepło, Twoje oczy i Ciebie, bo byłeś mój. Zawsze będę Twoja, będę własnością Twojego uduchowionego spojrzenia, które zmiękczało moje zimne serce. Nie raz wrócę do Ciebie myślami, wciąż to robię. Kochałam i zawszę będę Cię kochać...
"Umieram by złapać oddech..
Och czemu nigdy się nie nauczyłam?
Straciłam całe swoje zaufanie
Choć tak próbowałam je zachować
Znów jestem tu na krawędzi
Chciałabym móc pozwolić temu odejść
Wiem że jestem tylko o krok
Od kręcenia się w kółko.."
Poczułam, jak w jednej sekundzie zmarnował mi 8 i pół miesięcy trzeźwości, 8 i pół miesiąca życia, kiedy to już przyzwyczaiłam się do jego nieobecności, jeśli można tak to nazwać..
Teraz znów muszę układać sobie wszystko na nowo.. albo wcale nie muszę.. Jest mi to już naprawdę obojętne, mogę się zniszczyć..
Pamiętasz nasze wspólne popołudnia i wieczory? Tylko Ty i ja. Leżeliśmy razem, wtuleni w siebie, mówiłam przez cały czas, a Ty chłonąłeś każde moje słowo, ani na chwilę nie odwracałeś głowy. Twoje mądre oczy zawsze były pełne blasku. Inteligentne spojrzenie często wprawiało mnie w zakłopotanie, zastanawiałam się, co się za nimi kryje, co Ty masz w środku, że mają taki wyraz. Nie dowiedziałam się i już nie dowiem.Pamiętasz nasze powitania? Tak, te codzienne, kiedy to ledwie mnie zobaczyłeś i już wtulałeś się we mnie spragniony mojego zapachu, a ja ciepła Twojego ciała. Tak prosta czynność, która dla jednych ogranicza się do słowa, dla nas była rytuałem powtarzanym przez te wszystkie wspólne miesiące. Wspaniałą chwilą zmieniającą każdy kolejny dzień.Pamiętasz te chwile, kiedy byłam smutna? Zawsze wiedziałeś, gdy coś było nie tak. Podchodziłeś do mnie i pozwalałeś dotykać swojego ciepłego ciała. Ocierałeś mi łzy i zaczepiałeś, aż w końcu się uśmiechnęłam. Czy ja Ci chociaż podziękowałam?Pamiętasz nasze wspólne zabawy? Wygłupialiśmy się na wszelkie sposoby, a potem zmęczeni zjadaliśmy razem kolację.. Pamiętasz ostatnie wspólne dni? Nie wiedziałam, że to nasz koniec, ale Ty dawałeś mi znać. Byłeś inny niż wcześniej, smutny, melancholijny, a gdy zaczynałam się orientować, że coś jest nie tak, znów wtulałeś się we mnie i uspokajałeś mnie, zagłuszając obawy krzyczące w środku mojego serca. Pamiętasz nasz początek? Byliśmy speszeni, niepewni, zawstydzeni i żadne z nas nie miało odwagi dotknąć drugiego. Przełamałeś się pierwszy,pomogłeś mi się otworzyć, a potem wszystko robiliśmy razem. Pamiętasz, co robiłam, gdy zostaliśmy tylko Ty i ja bez żadnego my? To był zwykły dzień. Skończyliśmy się, my odeszło, był we mnie tylko cichy ból w sercu, ukłucie żalu i milcząca tęsknota, która do dziś budzi się w nocy i nie pozwala spać. Wspominam nasze wspólne dni. Te kilka miesięcy, w których nie było podziału na Ciebie i mnie, na teraz i tu oraz kiedyś i tam. Wciąż rozmyślam, czy dałam Ci wystarczająco, a może za mało. Może Ty chciałeś więcej,a ja byłam ślepa na sugestie, głucha na prośby i nie czuła na dotyk? Może nasze relacje były zbyt zwyczajne, a Ty chciałeś czegoś innego. Żałuję, że nie mogę uzyskać odpowiedzi na te pytania. Może w ten sposób zagłuszyłabym wyrzuty sumienia i ten ból tlący się po cichu każdego dnia.. Chciałabym wybaczenia za całe zło i krzywdę, które Ci uczyniłam.Pamiętam Twój zapach, Twoje ciepło, Twoje oczy i Ciebie, bo byłeś mój. Zawsze będę Twoja, będę własnością Twojego uduchowionego spojrzenia, które zmiękczało moje zimne serce. Nie raz wrócę do Ciebie myślami, wciąż to robię. Kochałam i zawszę będę Cię kochać...
"Umieram by złapać oddech..
Och czemu nigdy się nie nauczyłam?
Straciłam całe swoje zaufanie
Choć tak próbowałam je zachować
Znów jestem tu na krawędzi
Chciałabym móc pozwolić temu odejść
Wiem że jestem tylko o krok
Od kręcenia się w kółko.."
sobota, 14 kwietnia 2012
Boję się.
Nie ma to jak zająć się nauką, miesiąc przed maturą. Wciąż korki, codziennie po kilka godzin - można zwariować. Nie mam już sił..
Byłam u lekarza po tabletki nasenne, bo pramolan nie działał wcale.. Mam brać pramolan i 25mg hydrpksyzyny, a jak ta nie zadziała, kolejne 25. Wczoraj wziełam 20mg i okropnie zaczeło mi się kręcić jak po acodinie, wszystko zaczeło mnie swędzieć, nic nie ogarniałam, nie byłam w stanie.. Nie ma to jak o trzeciej w nocy robić angielski a potem jeszcze czytać zadania z polskiego.. i czuć jak odpływasz, po wcześniejszym jebnięciu sobie nasennych. Kituję już z tym. Z tą bezsennością, która powoli wykańcza a tu jeszcze trzeba ogarniać wszystko następnego dnia, z lekcji.. Polski, angielski po kilka godzin dziennie.. a matmy jeszcze nie tknełam. Nie przeczytałam jeszcze streszczeń z lektur.. Nie idzie mi listenig z angielskiego.. nic z tego nie ogarniam, nie rozumiem co gadają. Nie wiem czy zdołam cokolwiek pojąć.. Jestem zmęczona. Chciałabym, by już było po wszystkim..
w poniedziałek mam jeszcze terapię i kolejne godziny korków.. Boję się, że poddam się prędzej niż to jest możliwe.
Byłam u lekarza po tabletki nasenne, bo pramolan nie działał wcale.. Mam brać pramolan i 25mg hydrpksyzyny, a jak ta nie zadziała, kolejne 25. Wczoraj wziełam 20mg i okropnie zaczeło mi się kręcić jak po acodinie, wszystko zaczeło mnie swędzieć, nic nie ogarniałam, nie byłam w stanie.. Nie ma to jak o trzeciej w nocy robić angielski a potem jeszcze czytać zadania z polskiego.. i czuć jak odpływasz, po wcześniejszym jebnięciu sobie nasennych. Kituję już z tym. Z tą bezsennością, która powoli wykańcza a tu jeszcze trzeba ogarniać wszystko następnego dnia, z lekcji.. Polski, angielski po kilka godzin dziennie.. a matmy jeszcze nie tknełam. Nie przeczytałam jeszcze streszczeń z lektur.. Nie idzie mi listenig z angielskiego.. nic z tego nie ogarniam, nie rozumiem co gadają. Nie wiem czy zdołam cokolwiek pojąć.. Jestem zmęczona. Chciałabym, by już było po wszystkim..
w poniedziałek mam jeszcze terapię i kolejne godziny korków.. Boję się, że poddam się prędzej niż to jest możliwe.
wtorek, 10 kwietnia 2012
Brzydzę się tym, jaka się stałam.
Jestem czysta. Wciąż. Wciąż jestem czysta. Cieszę się, bo nie sądziłam, że tak długo wytrwam w swoim postanowieniu... Za cztery miesiące minie rok.. wiem, że się nie złamię. Jestem szczęśliwa. Coraz mniej potrzebuję tu suwaczka ile nie ma Cię w moim życiu.. Za cztery miesiące wyrzucę go z mojego bloga. Za cztery miesiąca myśle, że już nie będę Cię tu potrzebować.
Cztery miesiące nie palę zielonego... Być może dłużej, ale nie liczę. Nie pamiętam kiedy tak naprawdę paliłam to ostatni raz. Cztery miesiące to zbyt mało, by stwierdzić.. ale też wiem, że po to już nigdy nie siegnę. Też zaczekam do roku, by wyrzucić Cię z bloga.
Wiem, że jestem silna. Nigdy się nie złamię!
Boję się jednak, że nie wytrzymam i się napiję.. że znów będzie tak bolało, że będę zwijać się z bólu..
Z jedynego uzależnienia pozostały tylko papierosy.. tak myślę..
Uśmiech na twarzy? Bo jestem silna i nikt mnie nie zniszczy? Tak, o to tu przecież chodzi.. :)
"Patrzę w głąb siebie,
jednak moje serce się zmieniło..
Nie mogę tak dłużej
Brzydzę się tym, jaka się stałam."
Cztery miesiące nie palę zielonego... Być może dłużej, ale nie liczę. Nie pamiętam kiedy tak naprawdę paliłam to ostatni raz. Cztery miesiące to zbyt mało, by stwierdzić.. ale też wiem, że po to już nigdy nie siegnę. Też zaczekam do roku, by wyrzucić Cię z bloga.
Wiem, że jestem silna. Nigdy się nie złamię!
Boję się jednak, że nie wytrzymam i się napiję.. że znów będzie tak bolało, że będę zwijać się z bólu..
Z jedynego uzależnienia pozostały tylko papierosy.. tak myślę..
Uśmiech na twarzy? Bo jestem silna i nikt mnie nie zniszczy? Tak, o to tu przecież chodzi.. :)
"Patrzę w głąb siebie,
jednak moje serce się zmieniło..
Nie mogę tak dłużej
Brzydzę się tym, jaka się stałam."
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
W końcu po Świętach..
Święta święta i po świętach..
Wszyscy się tak tymi świętami jarają jakby nie wiadomo co to było. Kupowanie jedzenia, malowanie jajek, latanie do kościoła z koszykami.. po co to komu? Jak co roku wielkie udawanie. i znów o jedną osobę mniej w tej jebanej "rodzinie".. Kiedyś było inaczej; robienie makowca, gotowanie i zdobienie pisanek, robienie wspólnie sałatki, pieczenie różnych ciast.. Wszystko było inaczej, lepiej. W śmingusa Dyngusa pamiętam jak Tatuś patrzył na mnie z okna i oblewał wodą, a ja zastanawiałam się któż tak na mnie leje z góry..
a teraz co jest? Nic. Boża, ja darlica.. wuj i Babcia. Taty i Krysi już brak, jestem bliska straty kolejnej Babci.. z wielkiej siedmioosobowej rodziny zostało nas pięć. a tak naprawdę każdy z nas jest sam, żyjemy oddzielnie, jakbyśmy się nie znali. Cieszę się bardzo, że te święta już za mną..
Niestety przede mną za 3 tygodnie matura, a ja wciąż nic a nic nie umiem. Jutro kolejny dzień korców.. I znowu pewnie wielka załamka.. Bję się, że nie pójdę na tą maturę. że się poddam..
W końcu zafarbowałam sobie włochy, bo przecież 3 miesiące czekałam, aż cokolwiek z nimi zrobię. w końcu muszę przyznać, że mam nadzieję, że będzie spoko z nimi, bo już mnie powoli te odrosty wkurwiają..
I muszę przyznać, że jestem trzeźwa i wciąż czysta.. mimo, że napisałam ostatnią notkę, że chcę przestać myśleć.. ale ukochana Żona mnie nie pozwoliła się złamać..
Chyba coś mam z wątrobą, bo wciąż i wciąż mi się odbija.. i napierdala znów to, co nie powinno. Oj.. nie powinno..
"Uciekaj do przodu!
Nie musisz być w miejscu, które cię niszczy. Uciekaj! Nie stój, nie cofaj się - uciekaj do przodu. Wyjdź z mgły nieświadomości, zobacz światło w tunelu i biegnij. Rozwijaj się, czytaj, poznawaj. Zbieraj nauki ze wszystkiego co przeżyłaś, wyciśnij je nawet z własnej traumy, a zwłaszcza z niej, bo może właśnie po to jej doświadczyłaś, by dowiedzieć się prawdy o sobie, by przekonać się, że potrafisz być silna i zdolna do walki o siebie.
Wszyscy się tak tymi świętami jarają jakby nie wiadomo co to było. Kupowanie jedzenia, malowanie jajek, latanie do kościoła z koszykami.. po co to komu? Jak co roku wielkie udawanie. i znów o jedną osobę mniej w tej jebanej "rodzinie".. Kiedyś było inaczej; robienie makowca, gotowanie i zdobienie pisanek, robienie wspólnie sałatki, pieczenie różnych ciast.. Wszystko było inaczej, lepiej. W śmingusa Dyngusa pamiętam jak Tatuś patrzył na mnie z okna i oblewał wodą, a ja zastanawiałam się któż tak na mnie leje z góry..
a teraz co jest? Nic. Boża, ja darlica.. wuj i Babcia. Taty i Krysi już brak, jestem bliska straty kolejnej Babci.. z wielkiej siedmioosobowej rodziny zostało nas pięć. a tak naprawdę każdy z nas jest sam, żyjemy oddzielnie, jakbyśmy się nie znali. Cieszę się bardzo, że te święta już za mną..
Niestety przede mną za 3 tygodnie matura, a ja wciąż nic a nic nie umiem. Jutro kolejny dzień korców.. I znowu pewnie wielka załamka.. Bję się, że nie pójdę na tą maturę. że się poddam..
W końcu zafarbowałam sobie włochy, bo przecież 3 miesiące czekałam, aż cokolwiek z nimi zrobię. w końcu muszę przyznać, że mam nadzieję, że będzie spoko z nimi, bo już mnie powoli te odrosty wkurwiają..
I muszę przyznać, że jestem trzeźwa i wciąż czysta.. mimo, że napisałam ostatnią notkę, że chcę przestać myśleć.. ale ukochana Żona mnie nie pozwoliła się złamać..
Chyba coś mam z wątrobą, bo wciąż i wciąż mi się odbija.. i napierdala znów to, co nie powinno. Oj.. nie powinno..
"Uciekaj do przodu!
Nie musisz być w miejscu, które cię niszczy. Uciekaj! Nie stój, nie cofaj się - uciekaj do przodu. Wyjdź z mgły nieświadomości, zobacz światło w tunelu i biegnij. Rozwijaj się, czytaj, poznawaj. Zbieraj nauki ze wszystkiego co przeżyłaś, wyciśnij je nawet z własnej traumy, a zwłaszcza z niej, bo może właśnie po to jej doświadczyłaś, by dowiedzieć się prawdy o sobie, by przekonać się, że potrafisz być silna i zdolna do walki o siebie.
Uciekaj do przodu!
Zobacz co jest za zakrętem, bo przecież coś tam musi być!
Nie ustawaj. Nawet jeśli się potykasz i upadasz, wstań i idź dalej. Do przodu. Zawsze do przodu."
"Jeśli myślisz, że jesteś słaba, to nigdy nie będziesz silna. Jeśli zaczniesz myśleć o sobie SILNA, to z każdym dniem będzie Ci przybywać siły. To naprawdę działa, zechciej tylko spróbować. Za każdym razem gdy przyjdzie Ci do głowy myśl, że jesteś słaba, nieszczęśliwa, biedna, samotna, smutna... czy co tam jeszcze - zbuntuj się sama na siebie i nie pozwól tak sobie o sobie myśleć. Twoje myśli są Twoje, rodzą się w Twojej głowie i od Ciebie zależy jakie one są. Spróbuj nad nimi panować i kierować nimi. Ja nie mówię, że to jest łatwe - to jest bardzo trudne, ale naprawdę warto się tego nauczyć. Można się tego nauczyć. Trzeba tylko bardzo chcieć i nie przejmować się, jeśli nie od razu wychodzi. Gdy się tego nauczysz, poczujesz się wolna. WOLNA. To wspaniałe uczucie.."
czwartek, 5 kwietnia 2012
Pierdolę tą rzeczywistość.
I znów z minuty na minute tak po prostu wszystko stało się bez sensu..
Znów mnie to wszystko pierdoli. Nie ma takiego słowa jak "życie". Jest tylko zjebana rzeczywistość, której nienawidzę z całych sił.. Nie mam siły ani zamiaru wciąż w niej uczestniczyć.. Idę odlecieć. Przestać znów myśleć. Chce zrzucić ten ciężar trzeźwości. Zbyt mocno mnie to męczy, ten jebany stan, chce go zmienić, bo nie wytrzymuje...
Szczerze, pierdoli mnie ta matura, i tak jej kurwa nie zdam. Nie obchodzi mnie to, najwyżej cały rok kolejny będę mieć w plecy. Nawet nie jestem pewna czy na nią pójde.. a raczej prawie pewna, że nie. Nic nie umiem, nic mnie to nie obchodzi. a Ona teraz kurwa się obudziła, chce mi ogarniać korki ze wszystkich przedmiotów.. Jasne, kurwa. Tylko, że ja mam wyjebane, i to się raczej nie zmieni w żadnym wypadku. Po chuj sie uczyć, skoro i tak tego gówna nie zdam!? Nic nie umiem i nic nie pamiętam. Nic nie ogarniam.
Idę sie najebać..
Rozpierdala mnie trzeźwość.
Znów mnie to wszystko pierdoli. Nie ma takiego słowa jak "życie". Jest tylko zjebana rzeczywistość, której nienawidzę z całych sił.. Nie mam siły ani zamiaru wciąż w niej uczestniczyć.. Idę odlecieć. Przestać znów myśleć. Chce zrzucić ten ciężar trzeźwości. Zbyt mocno mnie to męczy, ten jebany stan, chce go zmienić, bo nie wytrzymuje...
Szczerze, pierdoli mnie ta matura, i tak jej kurwa nie zdam. Nie obchodzi mnie to, najwyżej cały rok kolejny będę mieć w plecy. Nawet nie jestem pewna czy na nią pójde.. a raczej prawie pewna, że nie. Nic nie umiem, nic mnie to nie obchodzi. a Ona teraz kurwa się obudziła, chce mi ogarniać korki ze wszystkich przedmiotów.. Jasne, kurwa. Tylko, że ja mam wyjebane, i to się raczej nie zmieni w żadnym wypadku. Po chuj sie uczyć, skoro i tak tego gówna nie zdam!? Nic nie umiem i nic nie pamiętam. Nic nie ogarniam.
Idę sie najebać..
Rozpierdala mnie trzeźwość.
wtorek, 3 kwietnia 2012
Here I am at the end of me,I forgot how to hope..
Może Ty kurwa zdawałaś bez problemu z klasy do klasy, nie miałaś nigdy problemu z matmą. Może Ci Tata nie umarł. Może, nigdy nikt Cie nie wyzywał od tych najgorszych, zlych, mimo, że byłaś dobra.. lepsza dla nich niż dla siebie samej! może kurwa Mama zawsze była po Twojej stronie, zawsze miałaś wszystko, zawsze Cie pocieszała, pomagała, rozmawiała z Tobą.. Może nikt nie odebrał Ci siebie, wszystkiego co miałas, tej jebanej niewinności, która nie pozwoli sie juz nigdy odzyskać.. może zawsze umiałaś postawić na swoim powiedzieć "wypierdalaj, nie krzywdz mnie!" ... ja nie umiałam. wciąż się ucze, że nie warto być dobrym.. Może miałaś siłę wstać rano - bo przespałaś całą noc, bez koszmarów, łez i strachu. Może nie bałaś nigdy sie wyjść z domu.. może nigdy nie musiałaś ukrywać łez pod ciągłą maską uśmiechu, która rozpierdalała Ci wnętrze.bo kurwa wiem, że mi sie znów przyśni.. że rozpierdoli mnie znów na kawałki, to co on tam znów zrobi.. dlatego boje sie zasnąć, dlatego spać nie potrafie.. dlatego boje sie ciemnosci, dlatego kurwa wpierdalam codziennie tabletki nasenne. ale Ty tego nie ogarniesz, nie wiesz jak to jest jak wszystko w jednej jebanej sekundzie wraca jak kurwa bumerang z podwojoną siłą, a Ty wciąż myslisz, że bedzie lepiej, bedzie kurwa lepiej... a jest gorzej i gorzej bo kurwa rozpierdala Cie od srodka, w każdy nowy dzien, każda noc jest dla Ciebie koszmarem, której kurwa nie chcesz, boisz sie praktycznie wszystkiego. Ludzi, boisz sie odezwać, boisz sie wyjść na ulice, boisz sie kurwa wsiąść do tramwaju, boisz sie wszystkiego..
i wtedy nachodzi Cie taka myśl, że kurwa może się upijesz, może zapomnisz, może kurwa bedzie Ci lepiej.. I kiedy to zrobisz, nie pamiętasz, nie czujesz, przestajesz sie obwiniać.. ale na ile? Kurwa, w pewnym momencie zaczynasz znów myśleć, że jesteś znów szmatą, mimo, że jesteś pod wpływem tego gówna.. zaczynasz znów o tym myśleć.. wtedy zdajesz sobie sprawe że to tak naprawde nic Ci nie pomaga - jedyna ucieczka, od wspomnień, myśli i tych uczuć, które nosisz w sobie.. i zaczynasz znów sie obwiniać, myślec.. ale juz na trzeźwo.. zaczyna dochodzić do Ciebie taka myśl, że kurwa to już jest w Tobie, że tego nie zmienisz.. pragniesz żyć w trzezwości, ale cóż to za życie, jak w kółko czujesz na sobie ten jebany brud?! jak ciągle pamiętasz te słowa, gesty, te ręce, które Cie dotykały, ten wzrok, który mówił, że Cie zajebie jak sie nie zgodzisz..
I niewiele myśląc...Boża dostała kiedyś smsa, o tym co tamten wyprawiał, oczywiście nie na trzeźwo.. myślałam, że zrobi z tym coś, cokolwiek.. że mnie zrozumie, że UWIERZY! a ona co? Zrobiła gówno, nawet mi nie uwierzyła, wyśmiała mnie, stwierdziła, że zmyślam...
a ona kurwa wciąż mnie tam wysyłała, wciąż kurwa posyłała mnie na śmierć.. miała wyjebane, jak jej mówiłam, że nie pójde.. nie obchodziło ją nic, tylko żebym zdała.. Ty nawet nie wiesz ile ja bym oddała, by kurwa nie zdać i nie posłuchać wtedy Boży..
i tym sposobem, odebrała mi ostatki nadzieji na cokolwiek, na to, żeby było dobrze, jakoś... żebym przestała sie w końcu bać... dlatego jebana nienawiść wzrastała za każdym razem, kiedy ona chciała tam wrócić, chciała żebym znów wróciła wspomnieniami do tamtych myśli, uczuć emocji.. ale ONA nie pamięta, już dawno zapomniała - pewnie udaje..myśli, że śpię dobrze, myśli, że już mnie to nie boli, nie męczy.. ale to gówno prawda. DWA razy mi się spytała. DWA. przez te trzy lata..
myslisz, że czemu nie mówie do niej "mamo"? bo nie zasługuje, bo ja nie czuje, żeby nią była... bo wszystko co zrobiła, to mnie zabiła.. ja wegetuje. umarłam. mnie praktycznie juz nie ma.. mimo, że jestem, ale zupełnie inna, zupełnie inna niz byłam.
"Najlepsze, co mogę, to po prostu przetrwać dzień
Gdy dotychczasowe życie jest tylko wspomnieniem
Zastanawiam się dlaczego Bóg każe mi przez to przechodzić.."
Czemu wylądowałam tam gdzie wylądowałam? przez nią. tylko i wyłącznie.. bo mi nie pomogła zagłuszyć tego bólu.. sama musiałam sie ogaarrnąć, sama musiałam zrobić coś żeby do mnie dotarło, że nie jestem szmatą.. sama to ogarnełam, bez niej. ona w niczym mi nie pomogła. jeszcze mówiła, że ćpam żeby mieć wiecej znajomych.. nigdy do niej nie dotrze, że to ona jest winna mojeg upadku. I tak zawsze miała na to wyjebane. i zawsze bedzie mieć wyjebane..
Próbowałam zapomnieć, aż nadszedł fatalny dzień.. Cały ten czas trzymałam w sobie nienawiść, czułam że jestem szmatą.. że rozpada się każda część mojej duszy. Nie docierało do mnie, że to on jest skurwysynem. Złość, która tliła się we mnie przez te wszystkie miesiące nie miała dokąd uciec.. Musiała wreszcie pęknąć.. Dziś mam więcej nienawiści niż strachu.. Mówię o tym, ponieważ na dzień dzisiejszy tak czuję. Czuję wściekłość i nienawiść.. Chyba już nie ma strachu.. Jednak nie jestem pewna..
Złamałam obietnice, której złamać nie powinnam.. Upiłam się, upiłam się winem.. Przepraszam Tusiu, ale niestety ten ból znów dał o sobie tak cholernie głęboko znać...
Proszę, trzymaj za mnie kciuki, żebym zdała polski i angielski.. Za chwilę mam korki. Trzymajcie kciuki.
Kocham.
i wtedy nachodzi Cie taka myśl, że kurwa może się upijesz, może zapomnisz, może kurwa bedzie Ci lepiej.. I kiedy to zrobisz, nie pamiętasz, nie czujesz, przestajesz sie obwiniać.. ale na ile? Kurwa, w pewnym momencie zaczynasz znów myśleć, że jesteś znów szmatą, mimo, że jesteś pod wpływem tego gówna.. zaczynasz znów o tym myśleć.. wtedy zdajesz sobie sprawe że to tak naprawde nic Ci nie pomaga - jedyna ucieczka, od wspomnień, myśli i tych uczuć, które nosisz w sobie.. i zaczynasz znów sie obwiniać, myślec.. ale juz na trzeźwo.. zaczyna dochodzić do Ciebie taka myśl, że kurwa to już jest w Tobie, że tego nie zmienisz.. pragniesz żyć w trzezwości, ale cóż to za życie, jak w kółko czujesz na sobie ten jebany brud?! jak ciągle pamiętasz te słowa, gesty, te ręce, które Cie dotykały, ten wzrok, który mówił, że Cie zajebie jak sie nie zgodzisz..
I niewiele myśląc...Boża dostała kiedyś smsa, o tym co tamten wyprawiał, oczywiście nie na trzeźwo.. myślałam, że zrobi z tym coś, cokolwiek.. że mnie zrozumie, że UWIERZY! a ona co? Zrobiła gówno, nawet mi nie uwierzyła, wyśmiała mnie, stwierdziła, że zmyślam...
a ona kurwa wciąż mnie tam wysyłała, wciąż kurwa posyłała mnie na śmierć.. miała wyjebane, jak jej mówiłam, że nie pójde.. nie obchodziło ją nic, tylko żebym zdała.. Ty nawet nie wiesz ile ja bym oddała, by kurwa nie zdać i nie posłuchać wtedy Boży..
i tym sposobem, odebrała mi ostatki nadzieji na cokolwiek, na to, żeby było dobrze, jakoś... żebym przestała sie w końcu bać... dlatego jebana nienawiść wzrastała za każdym razem, kiedy ona chciała tam wrócić, chciała żebym znów wróciła wspomnieniami do tamtych myśli, uczuć emocji.. ale ONA nie pamięta, już dawno zapomniała - pewnie udaje..myśli, że śpię dobrze, myśli, że już mnie to nie boli, nie męczy.. ale to gówno prawda. DWA razy mi się spytała. DWA. przez te trzy lata..
myslisz, że czemu nie mówie do niej "mamo"? bo nie zasługuje, bo ja nie czuje, żeby nią była... bo wszystko co zrobiła, to mnie zabiła.. ja wegetuje. umarłam. mnie praktycznie juz nie ma.. mimo, że jestem, ale zupełnie inna, zupełnie inna niz byłam.
"Najlepsze, co mogę, to po prostu przetrwać dzień
Gdy dotychczasowe życie jest tylko wspomnieniem
Zastanawiam się dlaczego Bóg każe mi przez to przechodzić.."
Czemu wylądowałam tam gdzie wylądowałam? przez nią. tylko i wyłącznie.. bo mi nie pomogła zagłuszyć tego bólu.. sama musiałam sie ogaarrnąć, sama musiałam zrobić coś żeby do mnie dotarło, że nie jestem szmatą.. sama to ogarnełam, bez niej. ona w niczym mi nie pomogła. jeszcze mówiła, że ćpam żeby mieć wiecej znajomych.. nigdy do niej nie dotrze, że to ona jest winna mojeg upadku. I tak zawsze miała na to wyjebane. i zawsze bedzie mieć wyjebane..
Próbowałam zapomnieć, aż nadszedł fatalny dzień.. Cały ten czas trzymałam w sobie nienawiść, czułam że jestem szmatą.. że rozpada się każda część mojej duszy. Nie docierało do mnie, że to on jest skurwysynem. Złość, która tliła się we mnie przez te wszystkie miesiące nie miała dokąd uciec.. Musiała wreszcie pęknąć.. Dziś mam więcej nienawiści niż strachu.. Mówię o tym, ponieważ na dzień dzisiejszy tak czuję. Czuję wściekłość i nienawiść.. Chyba już nie ma strachu.. Jednak nie jestem pewna..
Złamałam obietnice, której złamać nie powinnam.. Upiłam się, upiłam się winem.. Przepraszam Tusiu, ale niestety ten ból znów dał o sobie tak cholernie głęboko znać...
Proszę, trzymaj za mnie kciuki, żebym zdała polski i angielski.. Za chwilę mam korki. Trzymajcie kciuki.
Kocham.
Subskrybuj:
Posty (Atom)