Oczywiście nie zdałam matematyki, ale o tym to ja wiedziałam jeszcze przed maturą.. Nigdy nie pojmowałam tego przedmiotu i raczej przenigdy nie pojmę. Dziwie się tylko, że zdałam polski i angielski bo przecież na tym polskim to waliłam takie ściemy, że to po prostu jest nie do opisania. Ciekawa jestem czy zdam poprawkę i jeśli tak to czy dostanę się na ten kierunek co Ona, bo przecież tak bardzo chciałabym z Nią studiować..
Wczoraj poczułam, jakby czas cofną się do 2010 roku, kiedy czułam się tak wolna, lekka.. ale chyba nie byłam wtedy trzeźwa. Nie umiałam. Wczoraj właśnie się tak poczułam.. Nietrzeźwo choć trzeźwo z Nią. Z nią, nie potrzebuje być nietrzeźwą, żeby zapomnieć. Zapominam kiedy jest obok.. Nie muszę nic pić, palić, brać, by czuć się szczęśliwą. Siedziałam na tej trawce i czułam, że odpływam.. Będąc na placu zabaw, czułam, że dzieciństwo wróiło.. czułam się taka szczęśliwa. Jak małe dziecko. Dlaczego nie można być dłużej małym, 8-letnim dzieckiem, które niczym się nie przejmuje?
Dlaczego teraz kiedy jestem dorosła, wszystko jest takie inne niż było wtedy kiedy byłam mała? Przecież miałam wszystko. Tatusia, Babcię. Miałam ich miłość. Dziś nie mam nic, nawet siebie.. czemu wszystko musi się tak zmieniać, że coś jest, a na drugi dzień już nie ma..?
"Człowiek jest wielki, nie przez to co posiada, Lecz przez to co ma; Nie przez to kim jest, lecz przez to czym dzieli się z innymi."
"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."
|
sobota, 30 czerwca 2012
środa, 27 czerwca 2012
Czuję sie złamana od środka..
Umarłam. Kolejny raz.. Kolejny raz poddałam się, ulżyło mi dopiero kiedy wziełam moją ukochaną do ręki po chwili widząc krew.. i czując tylko to przyjemne szczypanie.. Bolało. Nadal boli. Napierdala. Jak można szydzić z czyjejś krzywdy? Nigdy tego nie pojmę, nigdy, przenigdy nie wybaczę.. a potem mówią, że kurwa nigdzie tego nie zgłaszamy.. to ja pytam jak mamy zgłaszać, po takich tekstach, że może nam sie podobało do kurwy nędzy!?
Chciałam, żeby cokolwiek zrobili, udawali że się interesują.. a potem zobaczyłam jego szyderczy uśmiech i łzy popierdoliły po twarzy i już nie przestały lecieć.. do tej pory. Całą noc płakałam, błagając o sen, który nadszedł dopiero koło szóstej, a poduszka była mokra od łez.. Od niemego krzyku. od nienawiści, bólu i wstydu.. znów BOLI. Zbyt mocno..
Łzy zapierdalały całą noc. Bałam się otworzyć oczy, bo znów płyneły jak wodospad..
Pomóż mi do cholery zabić ten ból rozrywający mi serce i duszę.. Jak mogli? Jak do kurwy nędzy mogli?
Nie chcę tak żyć. Nie chcę pamiętać.. Nie chcę się bać.. Nie chcę bezsenności, która daje wciąż o sobie znać.. chce tylko spokoju.. wiecznego snu..
Znów mnie złamali.. znów wszystko wróciło.. znów boli trzeźwość. Jak tak można? Nienawidzę polski. nienawidzę policji.. oni tylko potrafią kurwa wypisywać mandaty za byle gówno, a nasze złamane życie mają w dupie. Czy tak się postępuje!?
a już tak byłam szczęśliwa jak moje dwie ukochane naszczały mu na wycieraczke.. tak wielką ulgę wtedy poczułam.. a teraz? chyba znów jestem w dupie. Przez tych chujów, co znów rozpierdolili mnie od środka jednym zdaniem i tym uśmiechem na mordzie..
Chciałam, żeby cokolwiek zrobili, udawali że się interesują.. a potem zobaczyłam jego szyderczy uśmiech i łzy popierdoliły po twarzy i już nie przestały lecieć.. do tej pory. Całą noc płakałam, błagając o sen, który nadszedł dopiero koło szóstej, a poduszka była mokra od łez.. Od niemego krzyku. od nienawiści, bólu i wstydu.. znów BOLI. Zbyt mocno..
Łzy zapierdalały całą noc. Bałam się otworzyć oczy, bo znów płyneły jak wodospad..
Pomóż mi do cholery zabić ten ból rozrywający mi serce i duszę.. Jak mogli? Jak do kurwy nędzy mogli?
Nie chcę tak żyć. Nie chcę pamiętać.. Nie chcę się bać.. Nie chcę bezsenności, która daje wciąż o sobie znać.. chce tylko spokoju.. wiecznego snu..
Znów mnie złamali.. znów wszystko wróciło.. znów boli trzeźwość. Jak tak można? Nienawidzę polski. nienawidzę policji.. oni tylko potrafią kurwa wypisywać mandaty za byle gówno, a nasze złamane życie mają w dupie. Czy tak się postępuje!?
a już tak byłam szczęśliwa jak moje dwie ukochane naszczały mu na wycieraczke.. tak wielką ulgę wtedy poczułam.. a teraz? chyba znów jestem w dupie. Przez tych chujów, co znów rozpierdolili mnie od środka jednym zdaniem i tym uśmiechem na mordzie..
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Jestem szczęśliwa z Tobą i nic więcej mi nie potrzeba.
Tęsknię za Tobą.. Tyle lat przecież przeżyłyśmy razem, tyle dni wciąż pamiętam spędzonych z Tobą. To jak brałyśmy aco, jak robiłyśmy wszystko żeby tylko zapomnieć.. Pamiętam jak we mnie wierzyłaś i jak wciąż powtarzałaś, że nie jestem dziwką, że to nie moja wina i że tamten odpowie za to wszystko.. ale to, żeby odpowiedział już nie jest zbyt istotne.. Nauczyłam się żyć dzięki Tobie. Nauczyłam się żyć w trzeźwości i myśleć trzeźwo.. Już nie jest mi potrzebne nic, by przestać o tym myśleć.. Kiedyś każdy dzień bolał tak mocno, że nie potrafiłam skrywać łez.. Dziś mogę stwierdzić, że to Ty osuszałaś mi je na mojej twarzy, pomagałaś powstać, być, żyć. Tak po prostu. Jak to jest możliwe, że wciąż się znamy? że wciąż Cię kocham mimo, że zawiodłaś mnie kiedyś tak mocno, że myślałam, że nie przeżyję? Wiesz.. chyba tylko Tobie potrafię i chcę wszystko wybaczać, wszystkie Twoje błędy. Bo tylko Ty uratowałaś mnie przed ciemnością, dałaś na nowo uwierzyć, że da się żyć.. Kocham Cię tak mocno. Nie wiem co zrobiłabym bez Ciebie.. Jesteś dla mnie Gwiazdą, która świeci i nigdy nie przestaje. Obiecałam Ci kiedyś, że nie zniknę. Jestem tu i czekam na Ciebie. Diękuję, że jesteś. Dziękuję za zrozumienie mnie tak dogłębnie. Chyba tylko Ty tak potrafisz. Rozumieć mnie i zabierać moje lęki, mój ból..
Jesteś najważnejszą osobą w moim życiu. I nigdy, przenigdy o tym nie zapomnij. Bo chyba nigdy nikomu tak nie ufałam jak Tobie i nigdy nikomu nie powierzyłam tak wiele tajemnic, nie pozwoliłam tak głęboko wejść w moje wnętrze. Jesteś jedyną osobą, która ma i będzie miała mnie zawsze, o każdej porze dnia i bezsennej nocy. Bo jesteś nieodłączną częścią mojego życia. Jesteś w moim sercu każdego dnia. I z każdym kolejnym dniem uświadamiam sobie, że nie przeżyłabym gdyby Ciebie kiedykolwiek zabrakło..
Mimo, że czasem mnie wkurwiasz tak mocno, że chciałabym Cię zostawić. Mimo, że czasem wystawiasz znów naszą przyjaźń na próbę, wiem, że ona nie zniknie. Bo chyba bym umarła, gdybym Cie straciła. Kocham Cię i zawsze będę Cię kohać. Chcialam, żebyś wiedziała.
Jesteś najważnejszą osobą w moim życiu. I nigdy, przenigdy o tym nie zapomnij. Bo chyba nigdy nikomu tak nie ufałam jak Tobie i nigdy nikomu nie powierzyłam tak wiele tajemnic, nie pozwoliłam tak głęboko wejść w moje wnętrze. Jesteś jedyną osobą, która ma i będzie miała mnie zawsze, o każdej porze dnia i bezsennej nocy. Bo jesteś nieodłączną częścią mojego życia. Jesteś w moim sercu każdego dnia. I z każdym kolejnym dniem uświadamiam sobie, że nie przeżyłabym gdyby Ciebie kiedykolwiek zabrakło..
Mimo, że czasem mnie wkurwiasz tak mocno, że chciałabym Cię zostawić. Mimo, że czasem wystawiasz znów naszą przyjaźń na próbę, wiem, że ona nie zniknie. Bo chyba bym umarła, gdybym Cie straciła. Kocham Cię i zawsze będę Cię kohać. Chcialam, żebyś wiedziała.
Mimo to chcę być trzeźwa.
Znów się dowiedziałam, że ta dziwka z nim wciąż jest. Zabolało.. cholernie. ale ja czekam i wiem, że nie przestanę.. dopóki mam siłę będę czekać.. bo z miłości się nie rezygnuje.. dopóki jest nadzieja, będę wierzyć... dopóki mi sę śnisz, dopóki czasem Cię zobaczę to daje mi nadzieję, wiarę - mimo, że rozwala moje dotychczasowe życie na drobne kawałki..
Już nawet nie mam sił myśleć znów, by przestać myśleć... czekanie stało się nieodłączną częścią mojego życia. dzięki temu czekaniu jeszcze tu jestem.. i dopóki mogę czekać, czekać będę - bo tylko to trzyma mnie przy życiu jeszcze trzeźwą..
Chce się umówić na piwo. Bo napisałam do laski, którą poznałam przez niego rok temu na wileńskim. Myślałam, że znów chce mnie opieprzyć, złamać znów od środka, dokopać.. ale on rozmawiał ze mną tak normalnie. Bez wontów. Ne obrażał. Nie powedział nc, co mogłoby sprawić, że znów będzie bolało.. dziwne. nie wiem po co chce się spotkać. Nie wiem czy potrafię się z nim zobaczyć, po tym jak chciał mi zrobić świństwo zapraszając dziwkę na swoje urodziny. Wiedział, że mnie to zaboli, a mimo to chciał mnie skrzywdzić, zabić ostatnią nadzieję. Wyzywał od pojebów, od nienormalnych.. a teraz chce sie spootkać? nie wiem czy chcę z nim utrzymywać kontakt. Chyba nie chcę. Nie chcę, by znów mnie złamał. Po co mi znów ten cholerny ból w duszy..
Nie wiem czy chcę z nią utrzymywać kontakt. Ona pisze raz na czas, mówi, że tęskni.. pyta czemu sie nie odzywam. ale co ja mam jej odpowiedzieć? że ona tylko przypomina mi cały ten ból, tamten czas? bo ona tylko mówi o tym swoim ojcu.. o tym, że ją to boli. że go nienawidzi. Ja to rozumiem.. ale wszystko mi przypomina. a ja chcę zapomneieć.. i tak już jest lepiej.. już mniej boli.. jednak wiem, że czas nie uleczy rany.. nie ukoi nigdy bólu, który tkwi jak zadra.. ale ja już nie mam potrzeby mówienia o tym wszystkim, by tylko się wygadać. ona wciąż ma. a przez nią wszystkie wspomnienia nie dają się zapomnieć.. dlatego nie chcę chyba odpisywać.. Poza tym, ona nie ma nawet skończonego gimnazjum.. Nie chodzi do szkoły, nie uczy się.. Gdyby chociaż miała skończone liceum.. Gdyby mówiła o czymś innym niż tylko o tym, co ją zabija, co nas zabija.. co zabija też mnie.. Nie jestem na jej zawołanie i nigdy nie będę. a ona chyba myśli, że jestem, jak tylko tu przyjeżdża.. Nie oceniam jej. Po prostu nie chcę już rozdrapywać tych blizn, tych dopiero co zagojonych, które w każdej chwili mogą znów krwawić jak prawdziwe rany..
Nigdy więcej bólu. Nie takim kurwa kosztem.
Już nawet nie mam sił myśleć znów, by przestać myśleć... czekanie stało się nieodłączną częścią mojego życia. dzięki temu czekaniu jeszcze tu jestem.. i dopóki mogę czekać, czekać będę - bo tylko to trzyma mnie przy życiu jeszcze trzeźwą..
Chce się umówić na piwo. Bo napisałam do laski, którą poznałam przez niego rok temu na wileńskim. Myślałam, że znów chce mnie opieprzyć, złamać znów od środka, dokopać.. ale on rozmawiał ze mną tak normalnie. Bez wontów. Ne obrażał. Nie powedział nc, co mogłoby sprawić, że znów będzie bolało.. dziwne. nie wiem po co chce się spotkać. Nie wiem czy potrafię się z nim zobaczyć, po tym jak chciał mi zrobić świństwo zapraszając dziwkę na swoje urodziny. Wiedział, że mnie to zaboli, a mimo to chciał mnie skrzywdzić, zabić ostatnią nadzieję. Wyzywał od pojebów, od nienormalnych.. a teraz chce sie spootkać? nie wiem czy chcę z nim utrzymywać kontakt. Chyba nie chcę. Nie chcę, by znów mnie złamał. Po co mi znów ten cholerny ból w duszy..
Nie wiem czy chcę z nią utrzymywać kontakt. Ona pisze raz na czas, mówi, że tęskni.. pyta czemu sie nie odzywam. ale co ja mam jej odpowiedzieć? że ona tylko przypomina mi cały ten ból, tamten czas? bo ona tylko mówi o tym swoim ojcu.. o tym, że ją to boli. że go nienawidzi. Ja to rozumiem.. ale wszystko mi przypomina. a ja chcę zapomneieć.. i tak już jest lepiej.. już mniej boli.. jednak wiem, że czas nie uleczy rany.. nie ukoi nigdy bólu, który tkwi jak zadra.. ale ja już nie mam potrzeby mówienia o tym wszystkim, by tylko się wygadać. ona wciąż ma. a przez nią wszystkie wspomnienia nie dają się zapomnieć.. dlatego nie chcę chyba odpisywać.. Poza tym, ona nie ma nawet skończonego gimnazjum.. Nie chodzi do szkoły, nie uczy się.. Gdyby chociaż miała skończone liceum.. Gdyby mówiła o czymś innym niż tylko o tym, co ją zabija, co nas zabija.. co zabija też mnie.. Nie jestem na jej zawołanie i nigdy nie będę. a ona chyba myśli, że jestem, jak tylko tu przyjeżdża.. Nie oceniam jej. Po prostu nie chcę już rozdrapywać tych blizn, tych dopiero co zagojonych, które w każdej chwili mogą znów krwawić jak prawdziwe rany..
Nigdy więcej bólu. Nie takim kurwa kosztem.
sobota, 23 czerwca 2012
Wszystkiego Najlepszego dla Was, Aniołki. [*]
Mija samotnie dzień za
dniem, miesiąc za miesiącem, a ja nadal tkwię tu sama, tak jakby ktoś zabrał mi najdroższe osoby w życiu.. Kalendarz odmierza kolejne dni. To już cztery lata i sześć miesięcy, bez Ciebie Kochany.
Kolejny dzień, podobny do poprzedniego, podobny do tego sprzed klku lat... Zmieniające się pory roku pokazują, że to już cztery lata, sześć miesięcy i trzy dni.. Tusiu. Kolejny Dzień Taty bez Cebie.i co ja mam teraz powiedzieć? Co zrobić mam, byś wrócił? Nie wystarcza mi to że przychodzisz do mnie w snach, że czasem Cię widzę, słyszę, czuję.. Chcę Cię przytulić na żywo. Chcę zobaczyć Twój uśmiech, na żywo.. Chcę byś wrócił.. Byś był przy mnie, doradził, przytulił, powiedział, miłe słowo..Niby żyję, niby spotykam się ze znajomymi, ale dla mnie to nadal nie jest życie.. Takie życie bez Ciebie i bez Niej nie ma sensu.. Nie wystarcza mi to, że tylko przez moment mogę Was usłyszeć.. Potrzebuję Was tu. Oboje, razem. Tak jak to było kiedyś, jak byliście tu ze mną.. Jak razem jedliśmy obiad, jak razem byliśmy w święta, jak rozmawialiśmy godzinami, śmialiśmy się, jak razem chodziliśmy na spacery.
Tusiu.. tak bardzo chciałam Cię uszczęśliwić. Chciałam "zabrać" Ci tą wstrętną chorobę. To ja mogłam cierpieć, zamiast Ciebie...To ja mogłam umrzeć...Nie Ty. Zasługiwałeś na życie, zasługiwałeś na szczęście...Dlaczego tak musiało się stać? Dlaczego nie mogłam zrobić nic więcej? Dlaczego człowiek w obliczu tej strasznej choroby nie jest w stanie nic zrobić? Tak wiele chciałam zrobić, ale niestety...Tak bardzo mi przykro, że Was tu przy mnie nie ma..
Chciałabym Ci Tusiu życzyć szczęścia. Tak wiele szczęścia i uśmiechów.. Życzyłabym Ci gdyby to było możliwe, żebyś był tu z Nami, ze mną. Chciałabym, żeby przeszłość wróciła. Żebym mogła Cię zobaczyć chociaż przez moment..
Tusiu.. tak bardzo chciałam Cię uszczęśliwić. Chciałam "zabrać" Ci tą wstrętną chorobę. To ja mogłam cierpieć, zamiast Ciebie...To ja mogłam umrzeć...Nie Ty. Zasługiwałeś na życie, zasługiwałeś na szczęście...Dlaczego tak musiało się stać? Dlaczego nie mogłam zrobić nic więcej? Dlaczego człowiek w obliczu tej strasznej choroby nie jest w stanie nic zrobić? Tak wiele chciałam zrobić, ale niestety...Tak bardzo mi przykro, że Was tu przy mnie nie ma..
Chciałabym Ci Tusiu życzyć szczęścia. Tak wiele szczęścia i uśmiechów.. Życzyłabym Ci gdyby to było możliwe, żebyś był tu z Nami, ze mną. Chciałabym, żeby przeszłość wróciła. Żebym mogła Cię zobaczyć chociaż przez moment..
Kiedy Ona powedziała mi, że Ciebie zabraknie.. Nie uwierzyłam. Może, gdyby dotarło do mnie to trochę wcześniej, nie zmarnowałabym tylu okazji by z Tobą być, spędzać czas, rozmawiać,żartować i śmiać się.. Może wtedy nie żałowałabym tak tej chwili, która zabrała mi Ciebie.. już na zawsze.. Może, gdybym się zabiła - Ty byś żył.. Może On by Cię ocalił, przecież tak bardzo chciałeś żyć..Dziękuję Ci, że byłeś, że miałam takiego cudownego Tatę, dziękuję za wszystkie chwile spędzone z Tobą. Miałam w życiu to szczęście że miałam najcudowniejszego Tatę na świecie.. Wracają wspomnienia sprzed tamtych lat.. byłeś wtedy w szpitalu. Miałeś już tak mało sił, a ja nadal wierzyłam że wyjdziesz z tego, że będziemy razem, że wrócisz do Nas, tak bardzo wierzyłam, że będzie dobrze... że oni Cię uratują, że On mi Cię nie odbierze.. Potem poczułam jak mocno może boleć strata najbliżej osoby... i już nic nie jest taie jak przedtem, z Wami.
Tak wiele bym oddała za jedną chwilę z Wami......Czy się kiedyś spotkamy?
Obiecałeś mi kiedyś, że przyśnisz mi się..Czekam i czekam i nie chcesz przyjść do mnie... Tylko w snach znów mogłam być z Wami choć na krótką chwilę.....Nie wiem dlaczego nie przychodzisz już do mnie w nocy..? Może to efekt sięgania po tabletki ułatwiające przespanie nocy? Kochani gdzie jesteście..? Czy jest Wam tam dobrze? Czy jesteście przy mnie? Czy jesteście w stanie mnie zobaczyć? Czy jesteście wstanie sprawić, bym przestała tak bardzo pragnąć pójść do Was..?
Tak wiele bym oddała za jedną chwilę z Wami......Czy się kiedyś spotkamy?
Obiecałeś mi kiedyś, że przyśnisz mi się..Czekam i czekam i nie chcesz przyjść do mnie... Tylko w snach znów mogłam być z Wami choć na krótką chwilę.....Nie wiem dlaczego nie przychodzisz już do mnie w nocy..? Może to efekt sięgania po tabletki ułatwiające przespanie nocy? Kochani gdzie jesteście..? Czy jest Wam tam dobrze? Czy jesteście przy mnie? Czy jesteście w stanie mnie zobaczyć? Czy jesteście wstanie sprawić, bym przestała tak bardzo pragnąć pójść do Was..?
Czy potrafilibyście mnie uratować kiedy będę już na krawędzi łączącej życie ze śmiercią..?
Krysiu kilka słów do Ciebie.
Bardzo tęsknię.. ardzo mi Ciebie brakuje. Wybacz, że Cię zawiodłam. Wybacz mi wszystkie te słowa, które wbijały Ci nóż w prosto w serce.. Nie chciałam tego. Chciałam po prostu mieć chwilę spokoju. Chwilę.. a nie całą wieczność... Jest mi tak cholernie przykro, bo wciąż nie potrafię w to uwierzyć.. Nie umiem zrozumieć, dlaczego już Cię tu nie ma.. Aniołku.. teraz Ty nim jesteś.. Aniołku.. dziękuję za wszystko.. Aniołku.. Tak bardzo Cię kocham.. nie chciałam Cię zranić, nie chciałam żebyś umarła.. Aniołku... dziękuję, że byłam dla Ciebie najważniejszą osobą w życiu... Aniołku.. dziękuję, że Cię widzę, słyszę, że mogę Cię przytulić. Dziękuję, że jesteś przy mnie, że nie odchodzisz.. dziękuję, że wiem, że jesteś szczęśliwa. że jesteś z Tusią i Synem. Dziękuję... za wszystko. I przepraszam Cię za wszystko. Czekam na kolejny znak, proszę przyjdźcie.. Tak bardzo Was potrzebuję.. Rozpadam się bez Was... Krysiu.. To już trzy miesiące dwanaście dni... Wciąż do mnie to nie dociera.. Wciąż myślę, że jesteś w Krakowie... Przyjdźcie do mnie.
Kocham Was.
|
|
|
|
| ||
|
| |||
Dziękuję, że jesteście. Kocham Was nad życie.
Już ponad trzy dni nie piję energetyków.. Jakiś cud. Powoli przestaję czuć ból w sercu, który znów się nasilał kiedy dzień w dzień piłam energetyki, żeby tylko "jakoś" funkcjonować w dzień.. To nie jest fair. To nie jest normalne.. Jak można było się od tego uzależnić? Dlaczego na to pozwoliłam? Przecież kiedy ja nie wypiję chociaż jednego dziennie umieram. Po prostu nie potrafię normalnie funkcjonować.. Nie potrafię ogarnąć zwykłych rzeczy. Poprzez wstanie, umycie się, ubranie - zwykłe ogarnięcie się sprawia trudność. Umycie, pomalowanie.. Jedna kawa nie pomaga, muszę wypić dwie, żeby cokolwiek. Ale ulgą był dopiero energetyk, lub dwa..
Udaję, że nie jestem śpiąca, że nie jestem zmęczona, że jest dobrze.. ale dobrze jest tylko wtedy, kiedy wypiję dwie kawy i energetyka. Tylko wtedy się rozbudzam, tylko wtedy mogę cokolwiek porządnie zrobić..
Może to od tych tabletek, które biorę już od lipca dzień w dzień, by normalnie usnąć. Już ponad 400 przewineło się przez mój organizm. Obawiam się o moją wątrobę, o serce i o żołądek.. Przecież już i tak zbyt mocno je obciążyłam wchłaniając w siebie prawie sześć tysięcy acodinowych tabletek, nie licząc oczywiście tych nasennych, które wciąż codziennie połykam by normalnie usnąć.. Wpieprzam te tabletki nasenne w nadzieji, że nadejdze upragniony sen. I usypiam, ale sztucznie.. a to i tak nie daje ulgi.. Tyle że zasypiam. że nic mi się nie śni. tyle, że w pewnym momencie czuję, że moje powieki tak cholernie już pragną snu.. ale co z tego jak już się obudzisz i nie ogarniasz nic.. Nie wysypiam się wcale.. ale wolę już to niż błagać o sen bojąc się zamknąć oczu.. tak jak to było przez dwa i pół roku, kiedy zasypiałam o szóstej czy siódmej rano kiedy było już jasno.. Bo nocą wszystko wracało..
Dziś tabletki nasenne zaczynają działać około trzeciej, a dopiero około czwartej czy piątej zasypiam, mimo, że tabletkę wezmę około dwudziestej pierwszej, drugiej. Nie wspominając już o tym, że mi się kończą i że poraz kolejny będę musiała iść do jakiegoś lekarza i płacić za wizytę fortunę.
Nieraz zastanawiałam się jakby moje życie wyglądało, gdyby niektóre rzeczy po prostu się nie wydarzyły.. Czy byłabym teraz tą osobą, jaką właśnie jestem? Czy byłabym wstanie pozwolić sobie, na niszczenie siebie? Raczej nigdy nie wylądowałabym na dnie.. Bo przecież kiedyś nawet odrzucałyby mnie papierosy, piwo, a co dopiero wspomnieć o acodinie, wódce, winie czy marichuanie. ale dobrze, że to już przeszłość, że pozwoliłam temu odejść.. że jest lepiej, że ne czuję, że dotknełam dna.. Chyba naprawdę byłam na dnie, bo naprawdę pragnełam z tego wszystkiego wyjść.. ale nie sądziłam, że mam w sobie tyle wiary i siły by zakończyć ten stan nietrzeźwości, który w jakiś sposób dawał ulgę. Chciałabym jeszcze tylko przestań palić fajki. Wtedy byłabym czysta tak całkowicie.. tak jak to było przed tym wszystkim.. Chciałabym mieć i na to w sobie tyle siły, by z tym skończyć..
Bo czasem brakuje mi znów powietrza.. bo coraz częściej znów błagam o jeden głeboki prawdziwy oddech..
Wczoraj była ta msza.. Kolejna msza o uzdrowienie mojej straconej duszy.. Ksiądz znów tak mówił prawdziwie, że łzy ciekły mi jak wodospad.. a ja nie umiałam ich powstrzymać. Zastanawiam się co znaczyły Jego słowa, kiedy powiedział, że Bóg jest przy nas w najgorszych cierpieniach.. że koi wtedy nasze rany.. że ociera nasze łzy.. to teraz ja spytam: Gdzie On wtedy był, kiedy błagałam, by przestał tamto robić? Dlaczego pozwolił mnie skrzywdzić? Dlaczego nie obronił? Dlaczego zabrał mi siebie? nie wspominając już o Tusi i Krysi, których zabrał mi tak nieoczekiwanie!? Gdzie On wtedy do cholery był!? dlaczego na to pozwolił!?Nie potrafię tego zrozumieć..
ale wiem jedno. Oni tam byli razem ze mną. Widziałam ICH. Oboje.. Tusie i Krysie. I Syna też widziałam.. Powiedzieli, żebym tu została. że Oni na mnie czekają, ale mam tu zostać i przyjść, kiedy przyjdzie na mnie czas.. Widziałam ich uśmiech. Powiedzieli, że są tam szczęśliwi.. Widziałam Syna biegającego koło nich i merdającego ogonkiem. Boże, dziękuję za to, za kolejny znak, że Oni są przy mnie. Tak bardzo za Nimi tęsknię..
"Świat w którym żyjesz jest okrutny. Pomoge Ci dzwigać to brzemie.. wierze w Ciebie."
środa, 20 czerwca 2012
Każdego dnia zatapiam swoją duszę w udawaniu, w którym skrywam krzyk rozpaczy...
Pragnienie
bycia kimś innym
to
marnowanie osoby, którą się jest.
Gdyby tylko to było kurwa takie proste.. Być sobą. A cóż to znaczy? Chyba sobą nigdy nie byłam, przynajmniej sobie tego nie przypominam... Od zawsze ukrywałam łzy, od zawsze ukrywałam w sobie prawdziwe uczucia.. Nigdy nie umiałam wygarnąć skurwysynom, że ranią moją duszę.. Zawsze prosiłam, przepraszałam i dziękowałam - gdyby jeszcze było kurwa za co.. za to, że traktowali mnie jak śmiecia? że nigdy nie zainteresowali się mną, moimi uczuciami, moją osobą..? za co kurwa mam kochać skurwysynów? za to, że przez całe życie pokazywali mi, że są silniejsi, lepsi, że mogą mieć wszystko i wszystko robić? za to mam ich kochać?! za to, że po dupie zawsze dostawało się mnie? Aniołowi, któremu wciąż podcinano skrzydła? a teraz się dziwią, że jestem suką?
To, że taka jestem jaka jestem teraz to tylko moja zasługa.. I dzięki Bogu za to, że trafiłam wtedy tam gdzie trafiłam. Na tych ludzi na których mogłam liczyć, nie musieć w końcu udawać uśmiechu, nie skrywać łez.. Nie mówić, że jest zajebiście, jak pragnełam śmierci.. I dzięki Nim jestem dziś inną osobą. Dzięki nim potrafię powiedzieć co czuję. Potrafię wykrzyczeć jak bardzo jest mi źle w tym chujowym świecie i jak mocno chciałabym zapomnieć.. ale wciąż nie jej, do kurwy nędzy.. Ona wciąż nie jest tego świadoma.. Może kiedyś nadejdzie taki dzeń, że będę potrafiłą powiedzieć jej całą prawdę patrząc jej się prosto w oczy. ale jeszcze nie teraz.. narazie muszę uczyć się jeszcze żyć w trzeźwości, która czasem potrafi rozpierdolić znów życie.. Gdybym tylko potrafiła zapomnieć.. Gdybym tylko potrafiła z tym żyć.. Gdybym tylko potrafiła wybaczyć.. i znów ją pokochać.. ale tak się nie da. Przekroczyła już tą granicę. Przekroczyła i zniszczyła moje dotychczasowe życie.. i się nie da.. Nie da się już żyć jak kiedyś.. a to cholernie boli.. Ta świadomość, że kiedyś ktoś Cię skrzywdził.. i ta świadomość, że nigdy nie wymażesz tych wspomnień ze swojego umysłu.
Nawet kurwa pamiętam, jak w podstawówce jakiś podlazł i mnie zmacał.. Długo nie potrafiłam sobie przypomnieć, wytsłumaczyć sobie.. dlaczego wlaściwie boję się brązowych oczu. aż tu nagle przebłysk i wszystko wróciło.. Nienawiść do nich jest z każdym dniem coraz większa. a strach rozpierdala się po kościach z coraz większą prędkością. a kiedy dojdzie ten szyderczy śmiech zza pleców... przeraża mnie to. Nie potrafię tak żyć. Nie umiem. I nie wiem czy jeszcze chcę. A gdyby tak kurwa zniknąć? Pójść w końcu do Nich?
1 lipca minie j e d e n a ś c i e m i e s i ę c y bez acodinu. Z każdym kolejnym miesiącem czuję się silniejsza.. i jeszcze bardziej mocniejsza.. Każdy kolejny miesiąc udowadnia mi, że mogę, że potrafię istnieć i bez tego gówna.. I tak cholernie jestem z siebie dumna. Dziękuję Aniele za wiarę, za siłę i za to, że trwałaś i trwasz.. to dzięki Tobie Aniele jestem wciąż czysta.. To dzięki Tobie stoję tu teraz i mówię, że jestem czysta.. jestem trzeźwa...I obiecuję, że Cię nie zawiodę.
sobota, 16 czerwca 2012
Najsamotniejszy dzień mojego życia.
Tak samotny dzień
I jest mój
Najsamotniejszy dzień mojego życia...Tak samotny dzień
Powinien być zakazany
To dzień, którego nie mogę znieść..
Najsamotniejszy dzień mojego życia
Tak samotny dzień
Nie powinien istnieć
To dzień, za którym nigdy nie zatęsknię.
Taki samotny dzień
I jest mój
Najsamotniejszy dzień mojego życia
I jeśli odejdziesz,
Ja chcę odejść z Tobą..
I jeśli umrzesz,
Chcę umrzeć z Tobą..
Wziąć Twoją dłoń
i odejść.
Najsamotniejszy dzień mojego życia..
Tak samotny dzień
I jest mój.
To dzień, w którym cieszę się, że przetrwałem..
Kolejna nasza rocznica.. której już nie ma w Twoim życiu. Jednak w moim wciąż istnieje, wciąż jest ważna, wciąż przypomina mi Ciebie.. bo jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu.. Właśnie piję wino oglądając już zbyt nieogarniętym wzrokiem mecz. Tego właśnie mi trzeba.. Przestać dziś ogarniać, wyłączyć myślenie, pozwolić unieść się wysoko.. ponad wspomnienia, które dziś rozbijają mi serce na kawałki.. Miałeś być mój, miałam Cię kochać i opiekować się Tobą.. a teraz nie zostało już nic. Wiesz, ten dzień był najpiękniejszym dniem mojego życia. Ten dzień dał mi szczęście, którego nie zapomnę, nie wymażę.. chcę Cię pamiętać. Chcę wciąż na Ciebie czekać. Chcę wciaż pielęgnować tą miłość do Ciebie, a nocą mówić Ci w myślach "dobranoc.." Nie straciłam nadzieji, nie straciłam wiary, bo wciąż żyjesz we mnie , żyjesz w moim sercu.. Zastanawiam się jednak, dlaczego mi się śnisz.. tak po prostu, jak udaję że o Tobie nie myślę.. Przecież jesteś dla mnie wszystkim i Ty o tym dobrze wiesz.
Jesteś światłem, które mnie prowadzi do miejsca
Gdzie znajdę znów ukojenie..
Jesteś siłą, która sprawia że wciąż idę..
Jesteś nadzieją, która sprawia, że wciąż ufam..
Jesteś życiem dla mojej duszy
Jesteś moim celem
Jesteś dla mnie wszystkim.
Uciszałeś burze i dawałeś mi wytchnienie
Trzymałeś mnie w swoich dłoniach
Nie pozwoliłeś mi upaść..
Kradniesz moje serce i zapierasz mi dech w piersiach
Czy pociągniesz mnie za sobą głębiej?
Więc jak mógłbym stać obok Ciebie
I nie być poruszonym
Powiedz mi, czy istnieje coś lepszego niż to..
Ponieważ jesteś wszystkim, czego pragnę..
Wszystkim, czego potrzebuję..
Jesteś wszystkim, wszystkim..
Jesteś wszystkim, czego pragnę..
Wszystkim, czego potrzebuję..
Jesteś wszystkim, wszystkim..
Jesteś wszystkim, czego pragnę..
Wszystkim, czego potrzebuję..
Jesteś wszystkim, wszystkim..
Jesteś wszystkim, czego pragnę..
Wszystkim, czego potrzebuję..
Jesteś wszystkim, wszystkim..
Dałeś mi nadzieję na lepsze jutro. Dałeś mi sens, którego nie miałam. Nauczyłeś mnie żyć i kochać. Nigdy nie zapomnę jak patrzyłes na mnie tymi swoimi cudownie niebieskimi oczami. Nigdy nie zapomnę kiedy powiedziałeś mi, że nikt nigdy nie kochał Cię tak bardzo i tak mocno jak ja..
Czekam na Ciebie. I czekać na Ciebie będę.. bo jeśli się kocha, to się czeka.. nawet jeśli to miałoby trwać całą wieczność, całe moje życie...
Zadałeś mi cios prosto w serce zmieniając życia sens.. Jeszcze zdziwisz się jak szybko to właśnie TOBIE zabraknie mnie.. Od teraz ja tak jak i Ty z kamienia serce mam. Walczyłam o to tyle dni, miesięcy, lat.. w końcu od teraz ja mam zamiast serca zimny głaz..
Przez tyle lat wciąż płakałam po kryjomu, zasłaniając twarz.. błagałam byś wrócił, byś był obok.. bo tylko przy Tobie czułam się szczęśliwa.
Coś pękło we mnie i już nigdy więcej nie pozwolę, by ktoś mnie zranił tak jak Ty zraniłeś mnie.
wiedz, że kocham.
czwartek, 14 czerwca 2012
Nigdy więcej kurwa takich błędów.
I zawsze, kiedy czuję się szczęśliwa przez moment.. Ona musi mi to odebrać.. Poznałam kogoś, właściwie to on mnie. Gadaliśmy całą noc, bo oboje mamy problem i nie możemy zasnąć.. Dałam jej numer, żeby kurwa napisała do niego czy chciałby może iść na imprezę do koleżanki, a ona co? Oczywiście mi go zajebała.. Teraz on ciągle do niej dzwoni, pisze.. a do mnie nic. Jakby traktował mnie jak powietrze. Nigdy więcej takich błędów. a ona? nie wiem, narazie nie mam zamiaru się do niej odzywać.
Dzwonił do niej kiedy z nią byłam. dziś. i mówi mu, żeby zadzwonił potem. dzwoni znów, a ta że nie jest kurwa sama.
Niech spierdala. a ja miałam ją jako przyjaciółkę, za którą oddałabym życie.. chyba jej tego nie wybaczę. Boję się, że tak jak z S. już nie będzie tak samo. że znów zacznę udawać.. że znów będę czuć taką niezręczność, nie będę umiała być już sobą.. bo mnie tym rani. tak jak tamta, która odbiła mi kogoś na kim zaczeło mi zależeć.. kiedyś. i już z nią nigdy nie było tak jak kiedyś. czuję, że jestem przy niej kimś zupełnie innym, kimś kto nie jest sobą.. tak jak udaje przez całe życie tak udaje przed nią..nie mam z nią tematów do rozmowy. wciąż mam żal, że mi go zajebała, albo może to co innego.. może wybaczyłam, ale nie zapomniałam. i może dlatego tak już jest.
Boję się, że ona mi go weźmie, jak już nie wzieła, jak tamta tamtego.. i że już nigdy nie będzie jak kiedyś..
Jutro miałam iść na maraton filmowy, ale chyba nie pójdę. Miałam iść też na całonocne chlanie nad Wisłę.. ale to już chyba nieaktualne. Chyba wybiorę to kino, nie chcę myśleć.
Zawsze mi "zapierdala" wszystkich, których poznam, którzy mogliby być moimi potencjalnymi partnerami. aż kurwa mam chęć zajebać jej wszystkich aktualnych. Może kurwa tak zrobie? Niech poczuje jak to jest.
Chuj mnie obchodzą uczucia innych ludzi! Ja pierdole! To MNIE MA NIE BOLEĆ! niech to inni kurwa cierpią! Całe życie cierpiałam ja przez tych skurwysynów. na to całe moje dotychczasowe życie to niech wystarczy.. Od dziś ja zapierdalam wszystkich wszystkim i niech to chuj mnie obchodzi że ich to będzie boleć! O tak. chcieli kurwa suke, kształtowali mnie taką przez całe życie swoim jebanym chorym zachowaniem, więc od dziś.. ja będę ranić. zapierdalać wszystkim wszystko i mieć ich w dupie, mieć w dupie ich uczucia!
Dzwonił do niej kiedy z nią byłam. dziś. i mówi mu, żeby zadzwonił potem. dzwoni znów, a ta że nie jest kurwa sama.
Niech spierdala. a ja miałam ją jako przyjaciółkę, za którą oddałabym życie.. chyba jej tego nie wybaczę. Boję się, że tak jak z S. już nie będzie tak samo. że znów zacznę udawać.. że znów będę czuć taką niezręczność, nie będę umiała być już sobą.. bo mnie tym rani. tak jak tamta, która odbiła mi kogoś na kim zaczeło mi zależeć.. kiedyś. i już z nią nigdy nie było tak jak kiedyś. czuję, że jestem przy niej kimś zupełnie innym, kimś kto nie jest sobą.. tak jak udaje przez całe życie tak udaje przed nią..nie mam z nią tematów do rozmowy. wciąż mam żal, że mi go zajebała, albo może to co innego.. może wybaczyłam, ale nie zapomniałam. i może dlatego tak już jest.
Boję się, że ona mi go weźmie, jak już nie wzieła, jak tamta tamtego.. i że już nigdy nie będzie jak kiedyś..
Jutro miałam iść na maraton filmowy, ale chyba nie pójdę. Miałam iść też na całonocne chlanie nad Wisłę.. ale to już chyba nieaktualne. Chyba wybiorę to kino, nie chcę myśleć.
Zawsze mi "zapierdala" wszystkich, których poznam, którzy mogliby być moimi potencjalnymi partnerami. aż kurwa mam chęć zajebać jej wszystkich aktualnych. Może kurwa tak zrobie? Niech poczuje jak to jest.
Chuj mnie obchodzą uczucia innych ludzi! Ja pierdole! To MNIE MA NIE BOLEĆ! niech to inni kurwa cierpią! Całe życie cierpiałam ja przez tych skurwysynów. na to całe moje dotychczasowe życie to niech wystarczy.. Od dziś ja zapierdalam wszystkich wszystkim i niech to chuj mnie obchodzi że ich to będzie boleć! O tak. chcieli kurwa suke, kształtowali mnie taką przez całe życie swoim jebanym chorym zachowaniem, więc od dziś.. ja będę ranić. zapierdalać wszystkim wszystko i mieć ich w dupie, mieć w dupie ich uczucia!
środa, 13 czerwca 2012
Widzę Cię, słyszę, czuję.. Czy to dar?
Zawsze jak zamykam oczy żeby już usnąć.. w końcu jak mi tabletki zaczną dzialać to zawsze mi się pojawia.. Ona. Krysia.. Widzę Ją taką samą, taką jaka była, tak jakby żyła, była obok.. była tak blisko.. Widzę sceny z mojego życia, z jej życia.. Jak byłam mała, jak Ona coś robi, jak się uśmiecha i jak mnie przytula.. Najczęściej jednak widzę jak leży w tym jebanym szpitalu i błagam, by mi wybaczyła.. a łzy zapierdalają policzkach, a Ona kiwa główką, że mi wybacza..
Doskonale pamiętam jak poprosiłam Ją, by dała mi jakiś znak, kiedy będzie już tam - z Tusią. I daje, codziennie..
To jest niesamowite. Nie potrafię wyrazić w słowach tego co czuję..
To nie jest jeszcze faza głębokiego snu, ale już snu.. Widzę Ją, czuję, słyszę..
Powiedz mi Krysiu, czy spotkałaś się z Tusią? Czy jesteście tam szczęśliwi? Jak tam jest..? Lepiej niż tu? Tak bardzo chciałabym tam z Wami być.. Pomóżcie mi być już z Wami, bo czasem ten ból jest tak okropny, że rozrywa moje wnętrze na kawałki, a każda część duszy błaga o śmierć..
Kiedyś spytałam się Boży, czy nie lepiej iść tam do Was.. Być już z Wami. Teraz! Natychmiast! Powiedziała, że nie. że mamy tu być, trwać, męczyć się.. ale ja pytam ile można?! ile TAK można? Stwierdziła, że musiMY czekać na swoją kolej, że Oni czekają na nas, ale chcą, żebyśmy poszli do Nich w swoim czasie.. a może ja chce żeby teraz już był ten czas? Nikt o tym nie pomyślał?
Krysiu, proszę. Przyjdź do mnie z Tusią. Pragnę Was zobaczyć tak bardzo jak nikogo innego.. Chcę Was przytulić, powiedzieć, że Was kocham. Proszę.. tak bardzo tego potrzebuję..
Doskonale pamiętam jak poprosiłam Ją, by dała mi jakiś znak, kiedy będzie już tam - z Tusią. I daje, codziennie..
To jest niesamowite. Nie potrafię wyrazić w słowach tego co czuję..
To nie jest jeszcze faza głębokiego snu, ale już snu.. Widzę Ją, czuję, słyszę..
Powiedz mi Krysiu, czy spotkałaś się z Tusią? Czy jesteście tam szczęśliwi? Jak tam jest..? Lepiej niż tu? Tak bardzo chciałabym tam z Wami być.. Pomóżcie mi być już z Wami, bo czasem ten ból jest tak okropny, że rozrywa moje wnętrze na kawałki, a każda część duszy błaga o śmierć..
Kiedyś spytałam się Boży, czy nie lepiej iść tam do Was.. Być już z Wami. Teraz! Natychmiast! Powiedziała, że nie. że mamy tu być, trwać, męczyć się.. ale ja pytam ile można?! ile TAK można? Stwierdziła, że musiMY czekać na swoją kolej, że Oni czekają na nas, ale chcą, żebyśmy poszli do Nich w swoim czasie.. a może ja chce żeby teraz już był ten czas? Nikt o tym nie pomyślał?
Krysiu, proszę. Przyjdź do mnie z Tusią. Pragnę Was zobaczyć tak bardzo jak nikogo innego.. Chcę Was przytulić, powiedzieć, że Was kocham. Proszę.. tak bardzo tego potrzebuję..
wtorek, 12 czerwca 2012
Czy widzisz mnie jeszcze tą prawdziwą?
Znów umieram by złapać oddech...Czemu nie potrafię się powstrzymać od zła, które sobie wyrządzam? Nigdy nie przypuszczałam, że upadnę tak nisko z moją wartością.. ale teraz już straciłam cały szacunek do siebie.. Straciłam całe swoje zaufanie..choć tak bardzo próbowałam je zachować.
Uczyń moje serce lepszym miejscem, zwróć to co straciłam..
Nie niszcz tego, co we mnie zostało... cząstka dobra, albo udawanej szczerości, udawanej rzeczywistości, choć rzeczywistość trwa wciąż... Uczyń moje serce lepszym miejscem, pomóż odzyskać siebie...Ocal mnie od lęku. Chciałabym żyć tak prawdziwie, tak doskonale, nieść znów dobro, którego już nie posiadam.
Dlaczego się tak zmieniłam? Żyję z dnia na dzień, błagając o przywrócenie mnie do prawdziwego życia. Nic nie jest prawdziwe, choć wydaje się być.. nic nie jest rzeczywiste, choć wydaje się być.. nie jestem szczęśliwa, choć widzisz mnie uśmiechniętą.. nie jestem Aniołem choć tak mnie nazywasz.. nie jestem sobą, choć myślisz, że jestem.. Pomóż mi się uwolnić od tego fałszu, którym siebie obarczam..
Nie mów mi, że jestem zła, bo za każdym razem łamiesz mi tym serce.. Nie mów mi, że jestem taka jaka jestem, choć tak naprawdę jestem zupełnie inna... Czy widzisz mnie jeszcze tą prawdziwą?
Uczyń moje serce lepszym miejscem, zwróć to co straciłam..
Nie niszcz tego, co we mnie zostało... cząstka dobra, albo udawanej szczerości, udawanej rzeczywistości, choć rzeczywistość trwa wciąż... Uczyń moje serce lepszym miejscem, pomóż odzyskać siebie...Ocal mnie od lęku. Chciałabym żyć tak prawdziwie, tak doskonale, nieść znów dobro, którego już nie posiadam.
Dlaczego się tak zmieniłam? Żyję z dnia na dzień, błagając o przywrócenie mnie do prawdziwego życia. Nic nie jest prawdziwe, choć wydaje się być.. nic nie jest rzeczywiste, choć wydaje się być.. nie jestem szczęśliwa, choć widzisz mnie uśmiechniętą.. nie jestem Aniołem choć tak mnie nazywasz.. nie jestem sobą, choć myślisz, że jestem.. Pomóż mi się uwolnić od tego fałszu, którym siebie obarczam..
Nie mów mi, że jestem zła, bo za każdym razem łamiesz mi tym serce.. Nie mów mi, że jestem taka jaka jestem, choć tak naprawdę jestem zupełnie inna... Czy widzisz mnie jeszcze tą prawdziwą?
sobota, 9 czerwca 2012
Ból zabiera mi wszystko.
Nienawidzę jej. Tak strasznie jej nienawidzę, że cała we łzach życzę Ci wszystkiego, co najgorsze. Aby spotkało Cie to co mnie. Aby skrzywdził Cię ktoś rownie mocno...
Boża pierdoli, że nie śpi przeze mnie do późna, że ma na 6 do pracy.. Kurwa doprawdy? a ja nie śpię od ponad 3 lat, od lipca nie było dnia bym nie wzieła tabletki nasennej. Obwinia mnie. Za to, że skurwysyn mnie skrzywdził. Kpi z tego co jej powiedziałam, śmieje mi się w twarz. Drwiącym tonem przypomina mi treść tego co jej powiedziałam. Ból rozkurwia mnie od środka. Mam ochotę ją zapierdolić. Nie potrafię już nawet mówić, że sama mnie wysyłała do tego bydlaka tyle razy, tylko żebym zdała, tylko żebym kurwa zdała.. nie obchodziło ją to, że mówiłam "nie" nie obchodziło ją to, że nie chciałam, że błagałam ją, żeby mnie tam nie wysyłała.. i pierdoli, że jestem zła, że jak mogę ją traktować jak powietrze.. tak, właśnie kurwa jak powietrze.. a wiesz dlaczego? bo robiłaś wszystko, by zniszczyć moją godność, mój szacunek do Ciebie i moje jebane dobro.. Chciałabym, żebyś choć po części zobaczyła ten ból który noszę w sobie już od tylu lat...
Łzy leją się w nieskończoność, kiedy zaczynają się wyrzuty o to, że jestem winna.. jakby los nie pokarał mnie wystarczająco odbierając mi Tatę, odbierając Babcię, odbierając mi siebie samą... te łzy to niemy krzyk... bólu i rozpaczy, która zabija mnie każdego dnia od lat.
Bo nie jestem tak idealna jak Ona. Ona jest dla niej tak idealna, że nawet nie pamięta, jak wyzywała ją, że jest śmieciem, jak jej rozkazywała, jak robiła wszystko by zniszczyć ją, tak jak niszczyła mnie przez osiem lat życia. Ci ludzie stali się mi całkiem obcy. "Matka" i "siostra".. te słowa nie istnieją w moim życiu. One stały się najgorszymi wrogami obwiniając mnie za to, czemu sami są winni.
Boża pierdoli, że nie śpi przeze mnie do późna, że ma na 6 do pracy.. Kurwa doprawdy? a ja nie śpię od ponad 3 lat, od lipca nie było dnia bym nie wzieła tabletki nasennej. Obwinia mnie. Za to, że skurwysyn mnie skrzywdził. Kpi z tego co jej powiedziałam, śmieje mi się w twarz. Drwiącym tonem przypomina mi treść tego co jej powiedziałam. Ból rozkurwia mnie od środka. Mam ochotę ją zapierdolić. Nie potrafię już nawet mówić, że sama mnie wysyłała do tego bydlaka tyle razy, tylko żebym zdała, tylko żebym kurwa zdała.. nie obchodziło ją to, że mówiłam "nie" nie obchodziło ją to, że nie chciałam, że błagałam ją, żeby mnie tam nie wysyłała.. i pierdoli, że jestem zła, że jak mogę ją traktować jak powietrze.. tak, właśnie kurwa jak powietrze.. a wiesz dlaczego? bo robiłaś wszystko, by zniszczyć moją godność, mój szacunek do Ciebie i moje jebane dobro.. Chciałabym, żebyś choć po części zobaczyła ten ból który noszę w sobie już od tylu lat...
Łzy leją się w nieskończoność, kiedy zaczynają się wyrzuty o to, że jestem winna.. jakby los nie pokarał mnie wystarczająco odbierając mi Tatę, odbierając Babcię, odbierając mi siebie samą... te łzy to niemy krzyk... bólu i rozpaczy, która zabija mnie każdego dnia od lat.
Bo nie jestem tak idealna jak Ona. Ona jest dla niej tak idealna, że nawet nie pamięta, jak wyzywała ją, że jest śmieciem, jak jej rozkazywała, jak robiła wszystko by zniszczyć ją, tak jak niszczyła mnie przez osiem lat życia. Ci ludzie stali się mi całkiem obcy. "Matka" i "siostra".. te słowa nie istnieją w moim życiu. One stały się najgorszymi wrogami obwiniając mnie za to, czemu sami są winni.
Nie ma lekarza od złamanych dusz.... Boża ma czelność srać się nawet do tego, że śpię do 15. Gdyby chociaż wiedziała o której zasypiam. Gdyby tylko wiedziała, że noc jest dla mnie najgorszą rzeczą, jaka mogła mi się przytrafić.. bo cóż to za sen wywołany tabletkami nasennymi.. a jeśli ich nie weźmiesz, nie uśniesz wcale..
A ja bardzo dobrze umiem grać, że chce mi się żyć, i wszystko jest zajebiste... Łzy płyną, lecz ich nie widzi nikt. Nikt się nigdy nawet nie zastanowił, jak to wszystko co się stało musiało zajebiście boleć... Bo tacy są "ludzie". Pierdoleni egoiści, niezdolni by dostrzec czyjąś krzywdę. Jeszcze nie tak dawno żyłam złudzeniem, że jest choć jedna osoba która stoi za mną murem. która mi wierzy, tak po prostu.. i jak bardzo zabolało to, że tą osobą nie jest moja matka.. jak bardzo zabolało, że ci co wiedzą śmiali się w twarz myśląc, że zmyślam..Ile goryczy jest w tych słowach, ile rozczarowania i bólu - to wiem tylko ja... Kim trzeba być, jakim bezdusznym potworem, by za bezgraniczną miłość odpłacić się takim cierpieniem, którego nie ukoi już nigdy nic...
Cóż ja mogę? Tonę we łzach, których mam w sobie chyba więcej, niż samej krwi... niey krzyk nasuwa się na myśl.. bo przecież nie wykrzyczę jej w twarz, że zniszczyła mnie od środka, tą małą, dobrą, miłą dziewczynkę, która kiedyś wierzyła, że wszyscy są dobrzy..
Cóż ja mogę? Tonę we łzach, których mam w sobie chyba więcej, niż samej krwi... niey krzyk nasuwa się na myśl.. bo przecież nie wykrzyczę jej w twarz, że zniszczyła mnie od środka, tą małą, dobrą, miłą dziewczynkę, która kiedyś wierzyła, że wszyscy są dobrzy..
Już nie ma tej, która potrafiła dać wszystko innym. Już nie ma tej, która nie potrafi powiedzieć słowa kiedy ktoś znów próbuje odebrać jej resztki obroci. Ja tylko chciałam być kochana. Tylko chciałam doświadczyć choć raz tego ciepła, tej szczerości, przytulenia.. choć raz usłyszeć szczerze, że jestem najważniejsza, że już nikt nigdy nie odbierze mi niewinności..
Chciałam tylko zrozumienia.. chciałam, by choć raz wysłuchała mnie, pomogła mi zagluszyć ten ból rozrywający moją duszę na kawałki. Chciałam zapomnieć.. choć raz tak naprawdę, tak by już nie pamiętać.. ona wciąż nie wie, dlaczego zeszłam na tą złą drogę. może to dobrze. Umieram ze wstydu każdego dnia, kiedy ona cokolwiek ode mnie chce z tamtej chorej przeszłości... chyba nigdy nie pozbędę się tego co szasta mną od tamtego dnia, który zniszczył wszystko co posiadałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)