Skończyłam terapie po raz trzeci i mam nadzieję że już niedługo nasze drogi znów się spotkają. Bardzo dziękuję za pomoc. Za życzliwość, zrozumienie, cierpliwość i akceptację. Mogłam zrzucić z siebie ten ciężar, który ciągle gdzieś tkwi i nie może zniknąć. To jest gdzieś głęboko, gdzie nie dociera światło, gdzie nie ma światełka w tunelu ze może być lepiej. Mogłam być szczera, mogłam wyć, mogłam pozwolić sobie w końcu na morze łez, zdjąć maskę uśmiechu która powoli i tak zaczynała się sypac.
Dzięki terapii nauczyłam się pokonywać strach w wielu sytuacjach. Nie boję się już odpowiadać i mówić przed grupą osób. Umiem już spytać się o coś kogoś - mimo że jeszcze niedawno był to dla mnie wielki problem. Staram się odbierać telefony ! - wcześniej nawet o tym bym nie pomyślała... O bardzo dużo stopni wyprostowaliscie moją psychikę. Bardzo dużo dzięki Wam się nauczyłam. Jednak są takie rany których czas nie pokona. Są takie rany których, których nigdy nie zaleczy się do końca,bo ciągle gdzieś pachnie przeszłością... `Niektóre rany nigdy się nie zagoja. Możemy je przemywac jodyna ze słów, amortyzowac na chwilę,zaklejac plastrem. Prędzej czy później odezwa się i będą szczypac.`
Pamiętam siebie jeszcze sprzed kilku miesięcy kiedy byłam małą szarą myszką bojąca się wszystkiego i wszystkich, ciągle uciekając. Byłam niewidoczna, tyle lat siedziałam w zamknięciu, nie umiałam najprostszych rzeczy, nie umiałam rozmawiać, umiałam tylko się bać... nie znałam dnia bez strachu i paniki. Bałam się wyjść na zakupy, odezwać się do kogoś nie wspominając o życiu towarzyskim, studiach i podobnych rzeczach z innego świata.
Wyobcowana, zalekniona, uśmiechając się przez tlumione łzy.
Chciałabym mieć siłę żyć. Chciałabym przestać się bać. Chciałabym żyć a nie tylko istnieć. A to jest chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy...
Czym jest życie? przemijaniem? istnieniem? udawaniem? snem? cierpieniem...bólem... skrywana gdzieś w środku łza, która boisz się uronic bo ktoś zauważy, oceni, odwróci się od Ciebie, splunie, skrzyczy... Jak to? nie masz siły żyć!? A czym jest życie...
Jeszcze wiele muszę w sobie zmienić by przestać się bać... Ale widzę już że z szarej myszki stałam się już pewniejszym motylem, lekkim, delikatnym, ale to wciąż jednak motyl... któremu w każdej chwili można wyrwać skrzydła i pozbawić tego co dla niego najważniejsze -nadziei.