"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."

niedziela, 26 lutego 2012

Intensywna terapia i jak zwykle wyrzuty sumienia..

Nocą nie potrafiłam zasnąć, mimo że jak zwykle wziełam tabletkę nasenną jak zwykle błagałam o sen. Nad ranem słyszę jak ktoś dzwoni domofonem - dwa męskie głosy, w myślach.. co się stało? Kiedy wygramoliłam się z łóżka - nie było już mojej babci. Pojechała z nimi karetką do szpitala.. Bożena mówi mi, że nie jest przytomna - myśle: słucham? To nie prawda! Kiedy jednak przyjechałam do Niej około godziny 16 zobaczyłam Ją.. leżącą na łóżku, na intensywnej terapii z rurką w nosie - sądą, by mogli ją karmić.. ujrzałam też, że jej jedna ręka przywiązana jest do poręczy łóżka - pytam co to jest? Lekarka odpowiada, że to dla bezpieczeństwa bo chciała uciekać z łóżka.. Pytam jak się czuje, a ona patrzy pustym wzrokiem i nic nie mówi.. Dowiaduje się, że to wylew. Jej prawa ręka nie jest sprawna.. Lewą jednak ściska mnie mocno, kiedy trzymam ją za dłoń. Patrzy na mnie.. Mówię, że ją kocham i przepraszam ją za wczorajsze słowa, kiedy nie potrafiłam znieść jej zachowania i tego, że mimo mojej bezsenności wpada do pokoju o godzinie szóstej, siódmej czy ósmej i budzi mnie krzycząc "Aniołku!" czy ja jestem Aniołem? Ja Aniołem nie jestem. Zmienili mnie ludzie.. zmienił mnie czas, łzy i myśli. Nie wiem kim jestem, dlaczego nie potrafię być dobra.. dlaczego nie umiem czuć jak ktoś cierpi.. - kiedyś potrafiłam. więc co jest ze mną na dzień dzisiejszy? żadnych pozytywnych uczuć, beznadzieja w głosie i w sercu.. Pustka. Bolące wspomnienia, których nie potrafię wymazać, ani przestać o nich tak bardzo intensywnie myśleć..
Powiedziałam Jej, że Ją kocham.. i, że szczerze przepraszam za te słowa, które wypłyneły wczoraj z bezsilnosci...Czy mi wybaczy..?

środa, 22 lutego 2012

Upragniony sen, a tak naprawdę wciąż znienawidzona bezsenność...

Pierwszy poważniejszy powód i chęć, by znów się poddać - wziąć aco.. Znów dziś o nim pomyślałam, bo naprawdę już nie daję rady...


 Ile życia utraconego bezpowrotnie. Skąd we mnie wciąż tyle żalu… tyle nienawiści. Wciąż tyle wstydu... Strachu..
Pamiętam każde ujęcie, wszystkie słowa, które słyszałam jednak niezbyt wyraźnie... Jakby do mnie nie docierały, były do zupełnie kogoś innego, jakbym  stała obok i się wszystkiemu przyglądała.
Pamiętam emocje jakie mną targały. I raz po raz przeszywa mnie myśl „Jaka byłam głupia”... Z biegiem czasu naszła mnie myśl, że rozegrałabym to inaczej. Zupełnie inaczej… gdybym tylko wiedziała, była mniej naiwna… Gdyby strach nie zeżarł mnie od środka.. Jednak wciąż jeszcze nosiłam w sobie łudzącą myśl, że to tylko chwila... że za miesiąc zmyję z siebie wspmnienia..
Połykam krzyk, błagając by nie wydostał się z wnętrzna mojej duszy. Widzę w lustrze udawany uśmiech poprzez łzy, których nie widać.. Potrafię perfekcyjnie grać osobę bez wspomnień.
Nie mogę wybaczyć sobie własnego milczenia przez tak wiele czasu.. Nie mogę znieść tego, że nie zrobiłam nic, zupełnie nic.Nie znoszę ciszy, która nie potrafi odpowiedzieć na uczucia, które mną targają.. rozrywają moje wnętrze na drobne kawałki, myśląc, że jeszcze oddycham. Pozostały tylko zaschnięte uczucia, które nie pamiętają co znaczy czuć. Przecież jeszcze tak niedawno tak bardzo tego pragnełam. Nie czuć. Zapomnieć jak to jest odczuwać jakikolwiek ból. Nie pamiętać. Nie rozpaczać...  Krwawię po cichu. Jak najdłużej w trzeźwości.
 Powietrze jest zbyt ostre, by oddychać...  Znów błagam o jeden głęboki oddech.. Niezbyt rozumiem. Walczę, a mimo to wciąż napotykam przeszkody, których nie jestem w stanie przeskoczyć..
Czasami tylko wracam myślami do szaleństw, które nie powinny mieć nigdy miejsca. Szaleństw dających odstąpić od reguły rzeczywistości.. Od trzeźwości, której nienawidziłam, ponieważ wtedy zbyt mocno myślałam, zbyt dużo pamiętałam.
Ich kłamstwa, złamane  obietnice... zabiły moją jeszcze wierzącą w cokolwiek duszę. Już nie było wiary, nie było nadzieji.. została ciemność.
Już dawno zamknęłam drzwi do mojego prawdziwego Ja. Cała przestrzeń pachniała przeszłością, której nigdy nie umiałam zapomnieć..Mogłam płakać w ciszy, leżeć godzinami wpatrując się w sufit.. Cisza była zbyt doskonała. Nie musiałam udawać. Nie musiałam kłamać. Mogłam być sobą - jeśli w ogóle jeszcze pamiętam co znaczą te słowa...
Szukałam wyzwolenia od tych lęków, od tych wspomnień, od bólu i wstydu.. Znalazłam. W rzeczach, których nigdy nie miałam znaleść. Oglądając wczoraj film usłyszałam: "żeby wrócić do normalnego życia, musisz przebaczyć, to podsatwa..." Niektórych rzeczy się nie da.. Ani wybaczyć sobie, ani komuś innemu...
Cały strach miażdżył mnie rodząc wiele negatywnych myśli, emocji..
Gdybym potrafiła wybczyć sobie, byłoby zupełnie inaczej.

Chciałabym zasnąć. Dostałam tabletki nasenne, ale nie mogę ich brać. Po tabletce trittico i połowy nasenu po dwóch minutach czuję, jak okropnie kręci mi się w głowie tak jakbym była naćpana 30 acodinami, a serce bije mi chyba tysiąc razy na minutę. Co mam wybrać, ciągłe wirowanie i upragniony sen, czy może siedzenie bezczynnie całą noc? Jestem zmęczona. Nie daje rady, muszę odpocząć...

Nie poszłam na szkolenie przez Krystynę, więc nie dostałam pracy..

Brzydzisz się dziwką, bo sprzedaje się za pieniądze? Brzydź się też mną - bo sprzedałam się za miłość...
Albo jeszcze lepiej:
Brzydzisz się dziwką, bo sprzedaje się za pieniądze? Brzydź się też mną bo wciąż się tak czuję..
I nie dla tego, że przespałam się już dość dawno z Miłością mojego życia, ale dlatego bo zeżarł mnie strach, który nie pozwolił nic zrobić, żeby udupić jednego skurwysyna, który powinien siedzieć. ale nie siedzi, bo zeżarł mnie strach...

"Czasem nie zostaje nic innego, jak żyć z tym, co się stało..
Wiesz, że nie jesteś jedynym,
(...)Chcę powiedzieć Ci, że możesz iść dalej,
(...)Ciągle w Ciebie wierzę
I Bóg też
On jest tym, który ciągle wierzy w nas, którzy upadamy..."

sobota, 18 lutego 2012

By otrzeć Jej łzy.

Ona jest dla mnie Najdroższą osobą w życiu. Dla Niej zrobiłabym wszystko i wszystko bym oddała. Ona wie o mnie wszystko, ja o Niej też.. Razem bardzo dużo przeżyłyśmy. Razem latałyśmy i razem spadałyśmy. Razem się śmiałyśmy i płakałyśmy. Ona wie, że gdyby ktoś ją skrzywdził zabiłabym. I ja wiem, że jesli ktoś skrzywdzi mnie Ona zabije... Kocham Ją. Za to, że jest i mnie tak doskonale rozumie.
Mam wrażenie, że coś zgasło, po tym telefonie do Jej byłego.. że mimo to, że mówi, że znów mi ufa wcale do końca tak nie jest. Mam wyrzuty sumienia.. bo tak naprawdę przeze mnie Ona teraz cierpi, boli Ją, nie może oddychać.. Mogłam coś zrobić, by ją powstrzymać, mogłam ją ochronić przed konsekwencjami naszych chwilowych wzniesień.. Nie sądziłam jednak, że to co robiłyśmy może aż tak zniszczyć, wykończyć. Wszystko co robiłam ja, było spowodowane jednym, wciąż czuje konsekfencje tego jak bardzo zniszczył moje życie, moje zaufanie, mnie.. Wciąż o tym myślę. Gdybym wiedziała, że to co się wtedy działo zniszczy moje życie, dawną Ade...
Ona mnie wyciągała z bagna. Wciąż powtarzała, że nie jestem temu winna, że nie jestem szmatą. że on prędzej czy później odpowie za zniszczenie mojego życia. Dzięki Niej i dzięki Aniołkowi zrozumiałam bardzo niedawno, że nie jestem przez niego tym kim myślałam, że jestem.. Dzięki Niej jest mi dużo lżej i lepiej na duszy... Jestem bardzo wdzięczna za to, że tak cierpliwie znosiła moje łzy i błaganie, by przestało tak boleć... Mam dla niej wielki dług wdzięczności. Tak bardzo chciałabym Jej teraz ulżyć w cierpieniu.. Tylko czuje, że Paweł mi Ją zabrał... Jeśli Ją skrzwydzi wydłubie mu oczy. Nie pozwole, by płakała przez kogokolwiek...
Zawsze będzie Najważniejszą osobą w moim życiu. Gdybym tylko mogła Jej pomóc, otrzeć Jej łzy..

 Jedna z pułapek dzieciństwa polega na tym, że nie trzeba rozumieć, by czuć. Kiedy rozum zdolny jest pojąć, co się wydarzyło, rany w duszy są już zbyt głębokie.

czwartek, 16 lutego 2012

Dziś byłam u lekarza, po tabletki nasenne.. Weszłam tam i powiedziałam jej. Tak bez żadnego żalu, smutku.. choć czasem głos mi się łamał a z oczu wypłyneły gorzkie łzy... Przepisała mi tabletki nasenne w tym "nasen" i "trittico"... brałam kiedyś ten tritticco, ale nie pamiętam czy to było dobre... Nasen jest strasznie przymulający i jak zasnę to wstanę wieczorem następnego dnia... Bo po tym strasznie mi się chce spać. Krystyna dała mi go chyba rok temu w sierpniu, albo dwa lata temu...
Powiedziała też, że muszę zapisać się na psychoterapię, mam wizytę 20 lutego o 14:30.. Co powiem? Czy będę potrafiła? Czy mnie oceni? Czy pomoże? Czy uwierzy? Czy zrozumie..? Boję się. ale jest mi lżej...

środa, 15 lutego 2012

Jestem szmatą, ale już chyba tak na to nie patrzę...

Odstawiłam wszystko to, co niszczyło mnie od środka.. (aco, zioło, alkohol, a nawet piwo)... Już nie chcę pić, by nie myśleć, zatracać się w tym, widzieć jedyne wyjście, w którym zapomne.. Jednak zamiast tych rzeczy, zatracam się w czymś głupim... niemądrym.. w czymś, co kiedyś nie pomyślałabym, że akurat to da mi wolność w jakiś sposób.. O takich ludziach - jak teraz chyba ja.. myślałam"dziwka", "szmata", pytałam jak można tak postępować.. nie szanować swojego ciała.. nie szanować swoich uczuć... swojej niewinności.. tego co ja zawsze próbowałam w jakiś sposób chronić, by tej sfery nigdy nikomu nie dać przekroczyć... bo jak ja to myślałam, czułabym się szmatą... nie miałabym już nic do zaprezentowania temu, na kim być może by mi zależało... Zastanawiam się, dlaczego zaczełam to robić, od czego.. od czego się tak stoczyłam...
Jednak czekanie na tą jedną, jedyną osobę prawie trzy lata... dało mi wiele do myślenia.. Nie potrafiłam już dłużej tak myśleć jak myślałam, przestałam myśleć, że wróci... że dam Mu wszystko; miłość, cierpliwość, zrozumienie, nadzieje... Przestałam myśleć, że wróci, ale nie przestałam w to wierzyć.. Zastanawiam się co Mu powiem za te kilka lat, kiedy stwierdzi, że jednak chciałby się ze mną spotkać, zobaczyć mnie.. porozmawiać... Jednak dziwne, bo w ogóle nie mam wyrzutów sumienia, że przespałam się z nią.. Może to dlatego, że to była dziewczyna i do tego Skorpionica? Przez to, że to zrobiłam, mam znów ochotę przespać się z kimś, jakąś dziewczyną, lub w trójkącie... Boję się, że się od tego uzależnię, że zbyt mocno mi się to spodoba i będę to robić nałogowo.. z jakąś biseksualistką... Bo z facetem obawiam się wciąż, że bym nie potrafiła, zbyt bardzo bym się bała.. ale przyznam, że ten trójkąt z Nią i z Nim był tak bardzo miło i podniecający, że nie wiem czy już się od Nich nie uzależniłam w jakiś sposób..
W poniedziałek mam szkolenie w pracy... Boję się tego. Nie wiem co mówić, jak się zachowywać, nie wiem jak spostrzegną mnie inni ludzie..
Jutro mam lekarza, idę po tabletki na sen, bo jestem wykończona..

Najcięższych ran nie widać...

piątek, 10 lutego 2012

Co zostało z tamtych radosnych dni, kiedy byliśmy jeszcze rodziną... Matka, Tatuś, ja..? Nic nie jest poukładane w kupę. Nie jest zwyczajnie, miło, bez krzyków, nie obejdzie się już bez wyzwisk i łez.. Nie umiemy ze sobą rozmawiać.. czy kiedykolwiek umieliśmy? Nigdy ze mną nie rozmawiali, nie spytali co czuję... Kiedy jeszcze żył, było dobrze, nie było tego co jest teraz, zwyczajna pustka... Pustka i nic więcej. Matka wciąż zajmuje się Krystyną, krzyczy.. aż nie da się wytrzymać w ciągu dnia, nie wspominając już o nocy kiedy zaczyna gadać do siebie. Matka nie rozumie, że bezsenność zabija mnie od środka.. Słyszę tylko ciągle, że śpię do południa.. Gdyby tylko wiedziała, że nie umiem zrmużyć oczu w nocy... Kiedy już zasnę, Krystyna budzi mnie swoim donośnym głosem... Zaczynam opadać z sił, mimo, że tak naprawdę nic nie robię.. Zaczyna mnie to przerastać, a wspomnienia tamtych dni gdzieś wciąż się kręcą..
Nie potrafię ogarnąć nawału myśli. Chciałabym znów odskoczyć od rzeczywistości chociaż na moment być szczęśliwą... ale niestety, nie mogę. Nie mogę się złamać. Wytrzymałam już tyle czasu i nawet mnie nie ciągnie do acodinu, który kiedyś był dla mnie czymś, bez czego nie potrafiłam normalnie żyć.. Cieszę się, że to już za mną. że wszystko co było złe, co miałam tak naprawdę w zasięgu ręki... (aco, zioło, alkohol)... mineło.. Już mni do tego nie ciągnie, choć czasem chciałabym znów przestać myśleć. Wierzę jednak, że nie potrzebuję tego do "normalnego" funkcjonowania.. Jestem trzeźwa i muszę się tego trzymać bardzo kurczowo i nie puszczać... Dryfuję na powierzchni usiłując nie zatonąć... Usiłuję się nie poddać... Nie poddaję. Wierzę, że udało mi się zakończyć to co robiłam by nie myśleć.. Lecz, wciąż boję się, że z dnia na dzień się poddam, że wspomnienia przeciążą moje myśli i że znów zacznę o sobie myśleć źle... a to z kolei przyczyni się do zrobienia czegoś, czego będę potem żalować...
Jestem szczęśliwa ponieważ zdałam teorię z prawka:)
Jestem szczęśliwa ponieważ jestem trzeźwa:)
I muszę się tego trzymać...

środa, 8 lutego 2012

Gdybym miała pewność, że nie będę potępiona. Gdybym miała pewność, że to wszystko zmieni. Gdyby Bóg mi wybaczył. Gdybym potrafiła wybaczyć sobie.. Gdybym sobie wybaczyła. Wiem, czego już nie czuję. Nie czuję już bólu ani wstydu.. Nie czuję już wszystkiego tak bardzo jak kiedyś. Nie obwiniam się już. Już nie męczy mnie tak każdego dnia, każdej nocy.
Patrzę na słońce i tęsknię za nocą, która kiedyś dawała ukojenie, dawała zapomnieć.. Patrzę w lustro i widzę kogoś zupełnie innego, kogoś, kto już nigdy nie potrafiłby swobodnie oddychać. Wierzę. Jestem. Czy to zbyt wiele?

sobota, 4 lutego 2012

Zabawa całą noc:>

Dzisiejszej nocy długo nie zapomnę, nie wiem czy zapomnę kiedykolwiek..
Spotkałam się z M. i R. i troszkę było zabawy.. Pierwszy raz uprawiałam sex z dziewczyną.. Pierwszy raz od pół roku poczułam jak to jest zajebiście mieć w sobie paluszki... Drugiej dziewczynki... akurat dziewczynki to pierwszy raz w życiu.. :p ale nietylko.. z R. też było cudownie... oboje byli cudowni, może dlatego, bo to dwa Skorpiony?
Od początku kiedy ujrzałam M. chciałam ją pocałować, miałam na nią okropną chcicę i odrazu chciałam się na nią rzucić.. Ale pomyślałam, że nie.. że tak głupio.. Wtedy R. podszedł zaczeli się całować, przyciągną mnie do siebie i "podał" M, a Ona mnie tak bosko, zarazem leciutko i okropnie podniecająco pocałowała.. Potem długo rozmawiałyśmy, R. poszedł na pocztę.. Kiedy przyszedł M. zrobiła ze mną porządek i poszłyśmy się razem w dwójkę kąpać.. Przyszedł R. i pokazał mi jak "to" się robi z dziewczyną, gdzie ma punkty podniecenia, gdzie mam i jak mam zrobić jej dobrze.. Bałam się. Ale Oni byli tacy wyrozumiali, kochani.. mili.. Kiedy się już wykąpałyśmy M. zrobiła mi palcówkę... Mrr... myślałam, że nie wytrzymam z podniecenia.. do tego pocałunki R na szyi i nie tylko na szyi, bo on też zrobił mi dobrze.. (ale nie tym czego się boję:p) Powiedziałam,że się boję, że nie chcę "tego dotykać" zrozumiał, nie naciskał, nie naciskali oboje..Oboje chcieli bym się otworzyła, bym przestała się bać.. Udało im się. Przestałam.. :) O tak.. własnie takiego kogoś potrzebuję do szczęścia jak Oni. M. i R.. Musimy kiedyś to powtórzyć.. :>

czwartek, 2 lutego 2012

Jest lepiej z bólem serca. Już mnie nie boli.. Czasem tylko z "niewiadomych przyczyn". Gorzej jest jednak z oddechem. Nie mogę oddychać.. Jest coraz gorzej, coraz bardziej się duszę. I coraz bardziej boję się, że to zauważy, że wyśle mnie znów do lekarza, że kurwa coś wyjdzie nietak..
Matka chce mnie zapisać też do lekarza od snu. Po tabletki jakieś... bo z moim snem jest już bardzo źle.. Nie śpię wcale. Całą noc kurwa mać. Jeśli zasnę to na pół godziny - bo potem już wrzaski słyszę zza ściany, bo Krystynica zaczyna odwalać i gadać do siebie.. A jeszcze matka ma do mnie pretensje, że niby śpię cały dzień. Pff.. Gdyby tylko wiedziała jak bardzo błagam o sen..
Któryś raz z kolei wpieprzyłam nitrazepam o godzinie 6 rano, bo już mam dość tych nieprzespanych nocy i tych koszmarów.. ale oni nie rozumieją. Ona nie rozumie.. Ma to w dupie. Całe życie miała na mnie wyjebane i wtedy kiedy dała mnie skrzywdzić tamtemu bydlakowi też. Miała wyjebane.. Była głucha na moje krzyki, błagania by przestała mnie tam wysyłać.. Hah. Jeszcze mi mówi, że kurwa nie ogarniała, że przez osiem lat suka gadała na mnie takie rzeczy, których nie chcesz nawet wiedzieć... i że co ja gadam. Najgorsze jest to, że faceci tego nie rozumieją. Krzywdzą, chcą "się zaspokoić" a potem nie rozumieją czego się boję, dlaczego się boję, dlaczego znikam kiedy zaczyna się coś więcej... To moja wina? Kurwa nie moja. JA TO JUŻ ZROZUMIAŁAM. Tak wiele mnie to kosztowało, tyle miesięcy, lat.. Jeżeli tego nie zrozumie, niech znika. Mam wyjebane. Potrzebuję kogoś kto mnie zrozumie, przytuli... a nie kogoś kto powie mi "sorry, musisz sie przełamać" .... pierdoleni. Nienawidzę facetów.
Mój Aniołek dziś do mnie zadzwonił.. Ma zadzwonić do mojej matki, pogadać z nią, żeby tamta mnie zapisała na terapię, ale matka nie zrozumie, nie da mi pieniędzy, bo ma wyjebane. Pozwoliła mnie skrzywdzić, a ma wyjebane.. śmieszne. Ja pierdole. "Obca" osoba jest dla mnie bliższa niż moja matka. "Obca" osoba interesuje się moim losem, moimi uczuciami, moim stanem.. "Obca" a taka bliska. Jest moim wsparciem, otuchą, Aniołem. Jest osobą, która wyciągnęła mnie z bagna w którym tkwiłam przez tyle lat. Kocham Ją