Zbliża się nieubłaganie kolejna znienawidzona rocznica, dzień w którym coś umarło we mnie na zawsze, a ja już nigdy nie przestałam błagać o śmierć, by być z Tobą gdziekolwiek jesteś, byleby tu nie być, nie oddychać, nie otwierać oczu. Pragnienie śmierci przesiąknęło mnie całą. Jedyne o czym myślę i marzę od lat to zdechnąć, zamknąć oczy i już ich nie otwierać… dużo mocniej odkąd Ciebie tu nie ma..
Pamietam ten dzień i te dwa dni przed tym dniem, kiedy czułam już wtedy tą pustkę, tego że już Cię tu nie ma.. przez te wszystkie lata szukałam zrozumienia, dlaczego akurat Ciebie musiał mi odebrać, ale do tej pory nie znalazłam żadnej odpowiedzi.
Byłeś wspaniałym Człowiekiem. Moim autorytetem, moim oparciem, najlepszym co mnie w życiu spotkało bo wszędzie indziej z każdej strony czułam tylko kopniaki. Dlaczego akurat Ciebie musiało tu zabraknąć? Mojego najcudowniejszego Tatusia pod niebem? Cholernie za Tobą tęsknie. Wiesz czego pragnę? Zobaczyć Cię, przytulić, usłyszeć Twój głos. Zobaczyć Twój uśmiech. Tak bardzo bym chciała poczuć Twój zapach… nikt nie dorówna Twojemu uśmiechowi, Twojemu spojrzeniu.
Czasami przychodzi taki dzień, że nie potrafię wytrzymać. Tak bardzo chciałabym być tam z Tobą. Bez Ciebie wszystko stało się bez sensu. Moja dusza odeszła razem z Tobą. Głos serca, który, się kierowałam. Byłeś dla mnie wszystkim, a teraz Ciebie nie ma, powiesz mi jak żyć? Co ro ma znaczyć, że jestem zmuszona odwiedzać Cię na cmentarzu? Co, jeśli któregoś razu nie wytrzymam i pójdę w Twoja stronę ? Wybaczysz mi?