"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."

piątek, 28 września 2012

Nie mam pomysłu na życie.

Nie wiem co robić. Dziś ostatni dzień, by zapisać się do szkoły, a ja wciąż nie wiem do jakiej... Nie mam w ogóle pomysłu co bym chciała robić w życiu.. Nie mam pojęcia. Nie mam celu. Żyję, bo żyję, ale to wcale nie wygląda na życie... może do niczego się nie nadaję? Może powinnam po prostu zniknąć, jak zawsze pragnełam, a nie tak się męczyć?
Nie wiem co robić... nie ma kierunku, na który chciałabym pójść. Zawsze chciałam być weterynarzem, albo robić coś związanego z psychologią... ale nie ma tego kierunku. Nie ma bezpłatnej psychologii w szkołach policealnych dziennych. Ani weterynarii... Czy w ogóle jest sens na cokolwiek? Czy jest szansa żeby się nie poddać? Nie chcę siedzieć w chacie z matką, która ma na mnie wyjebane. Chcę ją widywać najmniej jak to jest możliwe. Nie chcę słyszeć jej krzyków, jej pretensji. Nie chcę widzieć jej wzroku i słyszeć tych wszystkich pretensji, że jestem taka i owaka, że nic nie robię.
Boję się. Boję się pójść sama gdziekolwiek, boję się ludzi. Zosia mnie wystawiła, a ja nie wiem czy zdołam zrobić ten mały krok sama i pójść gdziekolwiek... tak cholernie się boję.
"Ale przecież burzliwe związki są najpiękniejsze! Nie mógłbym wytrzymać w związku, w którym jest nudno. Siła wkurwienia jest najlepszą miarą miłości. Liczy się tylko, żeby nie rezygnować."
-Robert Więckiewicz

środa, 19 września 2012

Jestem złamana.

Znów piję. Tym razem przed ekranem komputera.. Sama ze sobą. Sama z własnymi myślami i własną beznadziejną przeszłością. Łzy zapierdalają jak pojebane. Po prostu znów musiałam zapomnieć. Pragnełam zapomnienia.. i powoli się to udaje. Jestem załamana. Jestem znów mała.. i znów nie potrafię się z tym pogodzić. Z przeszłością. z bólem. ze wspomnieniami. Dlatego znów uciekam.. Jestem słaba. Cholernie słaba. I muszę się z tym pogodzić. Już chyba na to pora.. Wspomnienia wróciły.. Wróciło wszystko to, co bolało...
Gdybyś był byłoby zupełnie inaczej. Ale Ciebie nie ma. Nie ma i już nie będzie..

 Wiesz jak to jest budzić się co noc czując łzy pod powiekami? słyszeć jak serce wygrywa marsz żałobny? jak podczas wysokiej temperatury odczuwać wewnętrzne zimno? Jak zaczyna znów napierdalać? Jak pragniesz zrobić wszystko, by tylko nie myśleć..? 

Nie pamiętam już swojego własnego szczerego uśmiechu. Zbyt długo udawałam, by teraz znaleść ten jedyny, swój własny, szczery i prawdziwy.. To boli. Boli kiedy czujesz, że na Twojej buzi znów gości uśmiech, który wydaje Ci się samej cholernie sztuczny, ale mimo pragnienia ściągnięcia tej maski - nie umiesz. Pamiętam kiedy zaczynałam - dziś powiem, że to był największy błąd w moim życiu.. bo nigdy nie wiem kiedy jestem prawdziwa. Od ponad czterech at toczę ciężką walkę ze sobą. Zatracam się w sobie. Po prostu nie chcę myśleć.
I cholerną prawdą jest, że jeśli odejdzie osoba, którą tak bardzo kochamy, nasza cząstka odchodzi wraz z Nią. Przez tyle lat szukałam zrozumienia dlaczego akurat Jego musiałeś mi odebrać. I do tej pory nie znalazłam żadnej sensownej odpowiedzi. Może dlatego, bo to ja chciałam się zabić, przed nim, byś go oszczędził? Bo kiedy widzisz cierpienie, która jest dla Ciebie najważniejsza w życiu pragniesz zamienić się z nią miejscami, zabrać jej cierpienie i chociaż trochę przenieść na swoje barki.
Byłeś wspaniałym Człowiekiem. Moim autorytetem, oparciem. Dla Ciebie chciałam się starać i być dobra. Robiłam wszystko. by tylko zobaczyć Twój uśmiech.. i Twoje dobre oczy.
Mam poczucie, że 20 grudnia 2007 roku, który pamiętam jak dziś.. skończyło się wszystko, co było we mnie dobre. Pamietam jak czułam tą psutkę, jak nic do mnie nie docierało.. Potem telefon do Boży, samochód, wujek, szpital.. i łzy, morze łez. Nie zdążyłam. Umarł beze mnie.. Umarł przeze mnie.. Umarł, bo ja nie miałam odwagi się zabić, żeby Bóg Go oszczędził..
Od tamtego dnia nic mnie nie interesuje.. Wszystko stało się tak cholernie obojętne.. Nie mam celu w życiu. Nie mam sensu. Stworzyłam w okół siebie mur, którego nie wiem jak zburzyć. Który jest jakby murem ochronnym, by nikt mnie nie skrzywdził.. I jedyna rzecz, która mnie trzyma tutaj, wśród żywych jest to, że już nie cierpisz. Że jesteś szczęśliwy. że spotkałeś się ze swoim Tatą, z Krysią, z Synem.. i wiem, że na mnie patrzysz. Ale to nie zmienia faktu, że pragnę iść do Ciebie.. do Was.. bo bez Was tu nie jest już tak samo..
Wszystko zawsze robiłam dla Ciebie, by widzieć dumę w Twoich oczach.. to mi dawało siłę, dawało moc, którą nic nie mogło zniszczyć. Tata pozwoli, Tata podwiezie, Tata kupi, Tata pomoże... a teraz? Teraz nic... Jedynie pustka... Przez tyle lat... w ramce mam Twoje zdjęcie, widzę Cię czasem w snach... ale to jest za mało.. Za mało.. Wiesz czego pragnę? Zobaczyć Cię, przytulić, usłyszeć Twojego głosu. Zobaczyć Twój uśmiech. Tak bardzo bym chciała poczuć Twój zapach...  Żaden facet nie zastąpi mi Ciebie. Nikt nie dorówna Twojemu dobru, nikt nie dorówna Twojemu uśmiechowi, Twojemu spojrzeniu... Bez Ciebie stałam się nikim. Bez Ciebie wszystko stało się bez sensu. I nie mam celu na przyszłość. Bo moja dusza odeszła wtedy z Tobą. Głos serca, którym się kierowałam.. Byłeś dla mnie wszystkim... a teraz Ciebie nie ma.. Powiesz mi jak żyć?


niedziela, 16 września 2012

z czym Ci się kojarzy słowo Nauczyciel...?

Najebałam się. Drugi dzień z rzędu.. I tak mnie naszło na notke po pijaku wlaśnie.
I tak mnie naszło na rozkminianie jednego pytania: Z czym mi się kojarzy słowo nauczyciel..? Nauczycielem przecież może zostać każdy jeśli tylko tego chce. Meżczyzna czy kobieta.. to nie istotne. Jednak ja od zawsze miałam poczucie, że kiedyś któryś zrobi coś, czego nie będę chciała.. Takie poczucie towarzyszyło mi już od podstawówki.  Nigdy nie chcialam zostać sama z nauczycielem facetem. Zawsze to wzbudzalo we mnie lęk...Zawsze się tego bałam i właściwie nie wiem dlaczego ów poczucie we mnie siedzialo...
Nauczyciel powinien uczyć. Nie powinien nigdy przekroczyć tej bariery między nim a uczniem. Nie powinien go bić, ani tym bardziej dotykać go.. ale nigdy tak naprawde nie zastanawiałam się nad tym co nauczycielom wolno a czego nie. Dopóki on nie zrobił czegoś czego nie powinien... I właściwie dlatego teraz siedze tutaj nietrzeźwa. I dlatego znów potrzebuję zapomnieć, odciąć się, nie myśleć.. Bo chyba go ostatnio widzialam. Bo znów uciekłam. Bo znów nie mogłam powstrzymać łez i nabrać oddechu. Znow krzyczałam w środku.. znów bolało. Właściwie nie wiem czy to był on.. ale patrzył sie na mnie. ale był taki sam.. i z postury.. i z mordy. i jeszcze te jego okulary. Dlatego uciekłam.
I chyba nigdy nie będzie dane mi zapomnieć tak dogłębnie jak tego pragnę i potrzebuję.. To gdzieś zawsze jest, zawsze wraca i zawsze wszystko zaczyna się od nowa..

Wszystko co oni powiedzieli krąży mi po głowie od dobrych kilku lat.. Zabija doszczętnie wszystko to co jeszcze we mnie pozostało. Wszystko w co wierzyłam znikneło kilka lat wcześniej... Chciałabym Ci spojrzeć w oczy i uwierzyć jeszcze raz... Wszystko co powiedzieli zniszczyło moje wnętrze. To co oni widzą teraz nie jest prawdziwe.. Probuje na ślepo ukryć to czego się boję i co pamiętam.  Próbuje zrozumieć wszystko to co się zdarzyło, ale to nie jest wystarczające.. Zgubiłąm siebie.. Czy kiedykolwiek będę wolna od wspomnień? Wszystko co wiem, zostanie tajemnicą.. Wszystko co wiem, by nie bolało.. Oni nie wiedzą, nie potrafią zobaczyć, ale Ty wiesz... Umiesz coś zrobić z tym gównem co we mnie siedzi? Umiesz poskładać mnie na nowo? Odzyskać moje pieprzone dobro, ktore mi zabrali? Cały mój strach jest schowany pod mocnym pancerzem... Ale Ty wiesz... wszystko o mnie... Wszystko o mnie wiesz.... jakim cudem?

środa, 12 września 2012

Brązowe oczy wzbudzają we mnie lęk..

Brązowe oczy wzbudzają we mnie lęk.. Teraz wiem dlaczego.
Przez kilkanaście lat nie wiedziałam, dlaczego brązowe oczy wzbudzają we mnie lęk taki wielki, paskudny.. Widząc osobę z brązowymi oczami uciekałam wzrokiem, nie potrafiłam spojrzeć się w nie jak w te innego koloru. Nie wiedziałam dlaczego.. Usilnie próbowałam sobie przypomnieć ale nie potrafiłam. Może lepiej by było, gdybym nie wiedziała.. ale któregoś wieczoru kiedy leżałam w łóżku nagle wspomnienia wróciły. Kiedy miałam 10, 11 lat pamiętam.. była Wigilia w szkole wyszłam na korytarz na przerwę. Stałam przy ścianie wtedy podszedł do mnie jakiś "chłopak" i złapał mnie obiema rękami za piersi. Miał tak strasznie brązowe oczy.. Prawie czarne.. Pamiętam ten lęk po tym wydarzeniu i do końca dnia już nie potrafiłam się uspokoić. Nie docierało do mnie to, co ktoś do mnie mówił. Jak to możliwe, że po tylu latach można sobie przypomnieć?
Nie ufam brązowym oczom. Nie patrzę się w nie do tej pory. Brązowe oczy wzbudzają we mnie strach.. Nie umiem przerwać tego łańcucha. I nie potrafię zrozumieć dlaczego ten fakt jest wciąż ze mną.. dlaczego przypomniałam sobie o tym po tylu latach..

wtorek, 11 września 2012

Wędrówka po Włoszech.

"Jestem wciąż tu... Czasem wydaje sie być wszystko w porządku, a nagle wszystko zaczyna sie sypać.. zaczynam znów myśleć.. znów sie winić.. znów czuć.. znów pamiętać.. znów chce nie mysleć, chce znów zabić ten ból... maska uśmiechu zlewa sie z rozpaczą.. myśle.. a nie chce myśleć... chciałabym zapomnieć... cokolwiek zrobić by nie czuć.. i jest mi tak cholernie smutno. Myślałam, że będzie inaczej, że sobie odpocznę. Że myślenie o przeszłości choć na chwilę da mi spokój. A tu wciąż myślę.. Wciąż boli... Sztuczny uśmiech nasuwa się na myśl. Zobacz jaka jest cisza wieczorem... za chmurami widzisz wspomnienia, których nie chce mieć.. Płaczę w ciszy, krzyczę do ścian a wszystko to w samotności.. Jestem zmęczona byciem tu. Jeszcze nigdy chyba tak cholernie nie pragnęłam powrotu. Ciszy i spokoju. Chciałabym oderwać się od udawania, chciałabym przestać wciąż być na skraju przepaści między istnieniem a śmiercią. Chciałam być dobra, a wyszło jak zwykle.. Jestem zła, jestem najgorsza.. Usłyszałam zbyt wiele słów, które sprawiły znów ból... który sprawił, że na mojej twarzy znów po cichu pojawiły się niewidzialne łzy.. I gdybym mogła cofnełabym czas.. nie byłabym w tym punkcie, w tym miejscu.. 
Spójrz mi w oczy, dlaczego wszystko jest takie dziwne? Inne? Dlaczego Cie przy mnie nie ma? Jak to nazwać, kiedy chce Ci się płakać, a nie możesz? Kiedy roznosi Cię gniew, ale jesteś spokojny? Kiedy smutek rozrywa Ci serce, a mimo to wciąż się uśmiechasz?"
Te słowa napisałam będąc we Włoszech.. Nie było mnie tu trochę.. bardzo się stęskniłam.. Nie sądziłam, że tak bardzo będę tęsknić za Warszawą, za Córką, za przyjaciółmi, znajomymi.. To może jednak zacznę od początku.. Dzień po mojej poprawce z darlicą i Kasią pojechałyśmy do Krakowa, żeby ona wzieła swoje rzeczy.. Spałyśmy w mieszkaniu Krysi i następnego dnia pojechałyśmy do Oświęcimia. 24 sierpnia pojechałyśmy z Tatą Kasi na lotnisko do Katowic gdzie leciałyśmy do Forli.. Pierwszy raz leciałam samolotem, więc automatycznie napisałam do wszystkich, żeby przyszli na mój pogrzeb w razie gdyby sie coś stało..Pierwszy lot w moim życiu miną w strachu. Miałam poczucie ciągłego zmieniania się ciśnienia, zupełnie takie jakie jest uczucie w windzie, tylko dwa razy bardziej. Siedziałam przy oknie, więc podziwiałam widoki.. to jest dopiero cudowne.. Spałam całą drogę prawie, bo jak tylko wzbiliśmy się bliżej Tusi i Krysi od razu moje oczy zaczeły być ciężkie.. Obudziłam się kiedy mówili, że lądujemy. Wychodzimy z tego samolotu a tu szok.. godzina 17 i 38 stopni na dworzu. Myślałam, że padnę. Wychodze i leże. Karolina przyjechała nas odebrać z Dzakomo nawet nie wiem jak to jego imie sie pisze :p więc jedziemy do Ceseny kolejną godzinę.. Niestety nie mogłam nawet z nią pogadać, bo puścił na fula muzykę no i niestety.. Poznałam Jej Ciocię. Takiej zajebistej Cioci to ja nie miałam nigdy i raczej już niegdy nie będę mieć.. Zazdroszczę Jej tego, że ma taką ciocię wyluzowaną, kochaną, miłą... dwulicową niestety też. Nauczyłam się nawet kilku słówek po włosku tylko nie wiem jak się je pisze: Filio - Syn! Filia - Córka! Niestety tak mówiłam do wszystkich zwierzaków, nawet tych co widziałam na ulicy, no niestety... ale cóż... Picione - gołąb, Cicione - gruby.... Pieciere - miło mi, la ciendina - zapalinicza, la ciendina por favore - poprosze zapalniczke :P ,miskurzi - wybacz :) Najlepsze to i tak było to kiedy poznaliśmy Tate Dzakomo i mówię "Sono Ada Picione" ... :) Każdy dom i mieszkanie ma tam okiennice, ale jest tak gorąco, że sie po prostu nawet nie da... Życie zaczyna się tam nocą. Jeszcze chyba nigdzie nie widziałam tylu ludzi w nocy.. Ludzie uprzejmi, uśmiechnięci, mili. Morze przecudowne, gorący piasek, baseny wielkie aż nie do opisania.. Nad morzem byłam niestety tylko dwa razy, na basenie trzy. Potem już się nie dało, było zimno i padało.. ale i tak było fajnie. Pomijając fakt, że wracając do Katowic wysiadłam z samolotu i myślałam, że zamarzne.. Okropnie jest tu zimno w porównaniu z tamtym ciepłym, upalnym wręcz słońcem. 
Poznałam Claudio, przyjaciela Cioci. Jest cudowny.. Jest bardzo sympatyczny. Co z tego, że nie mówi po polsku, czy angielsku. Ma Filio - Kria. Darłam się nad Nim i mówiłam Ti amo Filio :P ćwiczy joge, zrobił mi nawet rytuał... teraz wiem, teraz muszę tylko czekać.. 
Poznałam też pokala Piotrka, ale trochę chyba nie jest z nim wszystko w porządku. ale kupił nam pizze, picie.. więc trochę wykorzystałam faceta. No ale jeśli sam chciał to czemu by nie? Nie kupiłam ray banów, które w Pinarelli kosztowały tylko 10 Euro, oczywiście podróbki, bo zza póżno się dowiedziałam, że owe tam są a prawdziwe 180 Euro i niestety.. a tak bardzo pragne mieć ray bany..  Pojadę sobie w przyszłym roku i kupię. :)
Chciałabym nauczyć się włoskiego, wyjechać tam, zamieszkać.. Tam jest życie.. Ale zbyt bardzo tęskniłam z moimi, których mam tutaj, których kocham i nie mogłam już nez nich wytrzymać.. Kiedyś wyjedziemy razem, zostawimy bagaż wspomnień, spalimy most....