Ona wraca. Wraca już w środę... Boże.. nie mam ochoty na to żeby wracała. Będzie mi smrodzić fajkami, gadać do 5 rano na skypie i nie wiadomo co robić... Jezu nie. Nie chce. Czemu nie może zostać tam kolejny rok.. Dlaczego znów ją tu dajesz, żeby wszystko zniszczyła...
Potrzebuje roboty. Chce roboty. Mam dość siedzenia bezczynnie... nie wiem po co ostatnio tamta poleciała sobie ze mną w kulki. Po co mówiła, że mi dała, a nawet nie potwierdziła, że mam przyjść na umówioną godzinę... nienawidzę takiego czegoś. Jak można w ogóle tak postępować... ale ostatnie kilka dni i nocy spędziłam na wysyłaniu.. mam więc nadzieje, że już jutro telefon będzie urywał się od telefonów..
a w głowie ciągle..
