"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."

czwartek, 25 sierpnia 2011

Nie myślcie powierzchownie, wejdźcie choć raz do mojego umysłu..

"Pusta Bombonierka" już mnie oceniła. Ona myśli jak matka, że robię to wszystko przez Ry bo mnie zostawił- znów rozerwał mi serce na małe kawałki, albo dla przyjemności, a to jest zupełnie gdzie indziej problem... Ale one nie rozumieją. I nigdy nie zrozumieją, bo nigdy nie zdejmą maski z mojej twarzy, nie dotrą o czym ja tak naprawdę wtedy myślę.. Myślą, że potrafię znieść tego ból, który jest w środku mnie. Myślą, że umiem się powstrzymać... Może potrafię, ale czasem jest zbyt ciężko, by nie odejść od tej reguły i nie zapomnieć. Bez sensu... To jest zbyt trudne.
Czasami widać we mnie zagubione dziecko, przerażone światem, ludźmi, którzy mnie otaczają. Budzę się w nocy z wielkim lękiem i strachem - zmora wszystkich nieprzespanych nocy.
Wciąż jadę na tabletkach nasennych i na herbacie, ale to już nic nie pomaga, nie daje znów zasnąć..

"Czekać, bo czekanie na kogoś, kogo się kocha, za kim się tęskni, to wielka przyjemność. Już w samym czekaniu i pielęgnowaniu uczucia jest sens. Przecież mi jest dobrze z tym czekaniem. Z tym uczuciem. Z nadzieją. Z marzeniami. Z tym, że w ogóle jest ktoś taki, na kogo warto czekać. Nawet jeśli nie przyjdzie. Nawet jeśli to czekanie będzie długie i skończy się niczym."

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Może warto czasem zadać mi pytanie co czuję kiedy jestem całkowicie trzeźwa? Chyba zbyt dobrze pamiętam... Nie potrafię wciąż sobie wybaczyć.. Drugą noc z rzędu nie spałam. W kurwia mnie to, że znów nie umiem zasnąć... Wziełam tabletkę nasenną, wypiłam specjalną herbatę na sen i gówno.. Znów się staczam i spadam w otchłań.. Boję się nocy, boję się ciemności. Okropnie boję się koszmarów sennych, które coraz częściej znów zatruwają mi życie. Są zbyt realne... Otacza mnie ciemność i strach... Słyszę szybkie bicie swojego serca... Tak właśnie, któregoś dnia umarł mój świat, stracił barwy i sens.. Został tylko żal i nienawiść... Do siebie? Do nich? Do niej? Do niego? Nie umiem wybaczyć tych straconych lat, tych nieprzespanych nocy, tego co stało się z moimi myślami. I tego, że wciąż się boję...

On pojechał z Nią nad morze....[...]  i poleciał do niej! Ale cóż, można się było po nim tego spodziewać... Od trzech tygodni nie mam z nim kontaktu i chyba już nie będę mieć. Ale może to lepiej? Kto by z nim wytrzymał? :) Jakoś mam dziwnie wyjebane. Dobrze mi idzie, myślałam, że będzie gorzej. Ona też z nim nie wytrzyma. Spierdoli prędzej czy później. I dobrze. Zostanie sam.... Egoista, cham i skurwiel.

"Nic prawdziwe.."

sobota, 20 sierpnia 2011

Jest dobrze. :-)

Byłam u kardiologa. Nie mam nic z tych rzeczy, uff.. odetchnęłam z ulgą i czuję jak wielki kamień spadł mi z serca. Mam tylko nerwicę serca i jeszcze lękową.. Tylko... bo miałam podejrzenie o wypadanie płatka zastawki mitralnej. (MVP) Przepisała mi jakieś lekarstwo. Mam nadzieję, że przestanie mnie w końcu boleć... Cieszę sie, że mam to już za sobą..
W ostatni dzień sierpnia mam wizytę u neurologa... Obym też się myliła.

Matka znów szaleje z jakiś powierzchownych powodów, których ja nie umiem pojąć. Po co mi mówi swoje zdanie, skoro ono mnie w ogóle nie interesuje? Nie da się z nią wytrzymać. Wyjebała mi kabel do internetu i nie mam jak pisać notek, wygadywać się.. Dobrze, że Krystyna już pojechała do siebie. Ale z matką to jest tragedia.. Ciągle ma jakieś wąty, wciąż drze swój ryj... Nie wiem jak można z nią w ogóle wytrzymać? Powinna się leczyć.
Ona chyba pojechała z Nim nad morze... Jeśli to prawda ja chyba się zajebie.
Gdyby to wszystko było takie oczywiste i proste... Ale z każdym dniem, przyzwyczajam się do łez. Nie potrafię być silna... I gdyby ktoś był, kto podałby swą dłoń, która mogłaby uratować mnie od ciemności.. To Oni wszyscy jeszcze bardziej wpierdalają mnie w to bagno. Ale spokojnie.. Tyle lat sobie radzę więc i tym razem też dam radę. Zastanawia mnie tylko, po co ON znów odblokował mnie na gadu? Bo chyba nie myśli, że się do Niego odezwie.. Ma Ją czyli mnie znów stracił. I niech sobie wbije to do swojego małego skorpioniego łebka. Bo ja już nie zamierzam się do Niego odzywać. :-) A jeśli On to zrobi, własnoręcznie Go uduszę, bo nie zamierzam, żeby znów zjebał mi życie. :-)
Moja Naj:-* wraca w poniedziałek! W końcu ją zobacze.. Okropnie się cieszę.

"Trzeba wierzyć, że jest swiat całkiem pozbawiony zła..
(...) I jest dzień, w którym wszystko zmieni się...
(...) Niech nadzieja wejdzie w Twoje sny."

piątek, 19 sierpnia 2011

Nie wiem, które lepsze..

Mam wyniki, które sama tak jakby ogarnełam sobie w necie, ale na szczęście chyba się myliłam. :) albo na nie szczęście... Mogę mieć wypadanie zastawki mitralnej.. Dzisiaj się dowiem, bo idę do kardiologa. Napisze, jak wróce...

środa, 17 sierpnia 2011

Czego się boję.

Najbardziej boję się facetów. Ich spojrzenia, siły, dotyku, ich rąk.. Boję się, że któryś znów mnie uderzy, albo znów rzuci się na mnie. Nienawidzę ich podniesionego tonu i tej ręki, która zaraz może sprawić ból... Tej siły, którą może zrobić wszystko i tej świadomości, że ja tak naprawdę wtedy nie zrobiłabym znów nic... Mimo to pragnę miłości i zaakceptowania. Czułości i przytulenia. Cierpliwości i zrozumienia. Po prostu bycia obok... Jednak jestem zbyt ufna. Wciąż jestem tą małą naiwną dziewczynką, która myśli, że każdy jest w porządku, ponieważ ja jestem. Ale niestety wciąż się rozczarowuje.. Każdy dba o swoją dupę, a innych ma gdzieś. Jestem tak bardzo naiwna i tak bardzo chcę wierzyć ludziom.... A potem tak bardzo boli, że znów ktoś wykorzysta.... A potem śmieje się w twarz.
Tylko Ty mój drogi blogu znasz moje myśli, uczucia.. Wiesz czego najbardziej jeszcze się boję? Patrzeć ludziom w oczy. Nie dlatego, że ich okłamuję, bo raczej tego nie robię, tylko dlatego, żeby nie zobaczyli tego co tak bardzo chcę ukryć... Ale Ty wiesz. Ty wiesz wszystko... I dziękuję, że Cię mam. Bez Ciebie świat byłby jeszcze bardziej czarniejszy. Mam Ciebie - czyli mam odskocznię. Mam odskocznię - czyli jest mi lżej.... Przynajmniej tu mogę zrzucić ten ciężar pieprzonego udawania i ciągłego uśmiechu na twarzy..
Czasem mam swój świat, świat, którego nie chcę , którego nie potrafię zmienić, nie umiem oderwać się od przeszłości, wspomnień, które wciąż czasem tu gdzieś są i nie dają się zapomnieć.. One bolą, dlatego czasem wolę od nich uciec, robiąc to czego nie powinnam.. Dlaczego to robię? Bo pragnę zapomnieć.. Dlaczego chcę zapomnieć? Bo boli... Dlaczego boli? Bo od przeszłości nie da się uciec...

Mam wyniki badań. Wiedziałam, że coś jest spieprzone... "Układ komorowy poszerzony głównie w zakresie rogów potylicznych komór bocznych." - czyli odchylenie od normy wielkości komór...Zajebiście kurwa..
No i zajebiście, że mam arytmie serca.. Super. Kurwa..

"Zaburzenie rytmu serca, arytmia, dysrytmia, niemiarowość serca – stan, w którym skurcze mięśnia sercowego są nieregularne, a ich częstotliwość wychodzi poza bezpieczny zakres 60-100 uderzeń na minutę. Stan taki często stanowić może zagrożenie dla życia, chociaż nie jest to regułą.
Jedną z poważnych form arytmii jest migotanie, które występuje, gdy bezładny skurcz poszczególnych części mięśniówki serca nie daje efektywnego skurczu. Migotanie może dotyczyć przedsionków (migotanie przedsionków)  lub komór (migotanie komów) przy czym dotyczące komór skutkuje zatrzymaniem krążenia."
A to co oznacza to drugie, to wole nie mówić...
Jutro mam echo serca. Zajebiście, jeśli tam też mi coś źle wyjdzie. I muszę pójść do kardiologa spytać się co teraz..? Nie chce myśleć... Ja pierdole.. :(

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Strach ma wielkie oczy, nietrzeźwość też ma wielkie oczy, a tęsknota jest tak wielka, że nie potrafię wytrzymać.

Przeglądając wczoraj Jego facebooka, zobaczyłam zdjęcie, które wstawił z Nią w czwartek. Myślałam, że zejde... No, ale skoro On jest szczęśliwy to mu życzę szczęścia, nawet jeśli wczoraj pisałam co innego... (A w głębi duszy kurwa żeby tylko nie byli razem bo zajebie.) Ale muszę przyzwyczaić się do myśli, że Ona do niego wróci... I chuj. Za tydzień będzie lepiej, a za dwa lata już będę mogła powiedzieć "jest dobrze". I tym się pocieszam. Nie chcę tylko znów się złamać i się do niego odezwać... Bo to by wyglądało, że znów nie mogę bez niego wytrzymać - niestety to prawda, ale muszę udawać, że mam wyjebane. On się i tak nie odezwie... a jeśli odezwie się za pół roku to rozerwę go na strzępy.
Jutro idę po wyniki... i chuj. I mam wyjebane, nawet jak jest źle, będę udawać, że jest dobrze, a matce powiem, że mi sie nie chciało iść po te wyniki czy coś innego się zmyśli..
Mam coś z sercem, a mimo to znów wypiłam wino, bo nie chciałam myśleć, ani o nim, o niej, ani o wtorku.. I co? Nic. Najwyżej serce mi stanie i już mnie tu nie będzie...Dobrze, że nie wziełam aco. A przez pewien długi czas dzisiaj myślałam, żeby pójść do apteki. Przez myśl przeszło mi też, by wziąć całe opakowanie hydroksyzyny, którą lekarz przepisał mi na sen. A najbardziej się boję tych rzeczy, których bym nie zdążyła zrobić.  - Powiedzieć mu jak mocno go kocham.... a zresztą po co? znów by mnie wyśmiał... Mam nadzieję, że kiedyś ktoś mu zjebie psychikę tak jak On znów mi ją zjebał wpierdalając w moje życie, otwierając drzwi i odchodząc..

Przepraszam, że piszę znów o Nim.. Po prostu wciąż o tym myślę i nie umiem jak co narazie przestać. Ale obiecuje, że postaram się tak dużo już o nim nie pisać.. Napiszę jak wyszły wyniki. A wy narazie jak coś, trzymajcie kciuki...

Mam kilka niefajnych uzależnień. Kiedy jest mi źle, nie mogę wytrzymać w trzeźwości... Chcę wtedy nawpierdalać się acodinu, zapalić zioło, upić się winem, albo czasem jak nie mam kasy wyciągam ostrze.. Muszę nauczyć się żyć bez tego, albo serce któregoś dnia stanie mi z bólu.. Czy wiesz jak to jest walczyć pragnieniem? Czy potrafię wybrać życie bez bólu niż tak zapominać? Czy ja potrafię w ogóle żyć? Czy życie jest dla mnie czymś wyjątkowym, czy tylko przemijającą wciąż teraźniejszością? Dlaczego czas nie może się zatrzymać chociaż na chwilę? Dlaczego chociaż przez chwilę nie mogę być szczęśliwa, bo zaraz ktoś wpadnie i rozjebie wszystko to na co tak długo czekałam i starałam się tak bardzo? Dlaczego straciłam znów jedyną miłość mojego życia? Dlaczego to znów tak bardzo boli, jakby ktoś wyrwał mi serce bez znieczulenia? Dlaczego wciąż nie umiem pogodzić się z jego stratą, choć doskonale wiedziałam, że jak Ona znów zjawi sie w jego życiu On z mojego natychmiast zniknie?! Więc dlaczego to tak bardzo znów boli? Dlaczego znów czuję się tak, jakby ktoś wyrwał mi serce i zabrał powietrze...?

Jak szmata, jak dziwka.. Jestem nic nie warta. Każdy codziennie pokazuje mi jak bardzo. I za co? Za dobroć..? Nienawidzę siebie za ten czas, po którym pozostały blizny na moim ręku.

Najpierw człowieka osacza...z dala przygladając się beznadziejnej walce z losem, karmi się złudnymi  nadziejami podnoszących sie z ziemi..Ogrzewa marzeniami podjętych kroków...Dodaje do tego...smaki powietrza,watru.wody.. i słońca.. czeka czai się...aż urodzi się w nas ponownie to co umarło.. Nagle nie wiesz  dlaczego i po co...znów jesteś martwy..W jednej malutkiej chwili spada na jeden malutki łeb całe bagno  ludzkiej nienawiści..Betony głupoty..podłości....i  całego gówna....Chciałabym wiedzieć dlaczego.. i ile jeszcze...


A dla Ry mogłabym zrobić nawet to.. Ale ON nigdy by tego nie docenił. :(

niedziela, 14 sierpnia 2011

Usłysz mój krzyk, gdy milczę, zobacz moje łzy gdy się uśmiecham...

Niczego w życiu tak się nie bałam, jak tego, że mogę Cię stracić.

Padło za dużo słów, które przebiły moje serce na wylot. zbyt wiele się wydarzyło, bym mogła tak po prostu o nim zapomnieć.. Zbyt mocno zabolały słowa skierowane do Niej przy mnie... - "chce z Tobą spędzić życie"... usłyszałam z Jego ust poraz ostatni, kiedy Go widziałam... Nie chciałabym nigdy więcej poczuć tego bólu w sercu... Nie wiedziałam, nie przypuszczałam, że wtedy widzę Go poraz ostatni... Myślałam, że tym razem będzie inny, że będzie pamiętał mimo wszystko to co zrobiłam dla Niego, że byłam przy Nim  jak chciał się wygadać, myślałam, że doceni, że byłam zawsze obok jak chciał się wypłakać... tak bardzo się pomyliłam... Jestem taka głupia i naiwna...  KOCHAM GO całym sercem, tak jak w tym całym życiu nikt nie byłby w stanie Go pokochać, tak mocno.. tak bardzo.. by Go nie zostawić.. Bo jak On to stwierdził dawno temu: "Dlaczego każda mnie zostawia?" a On tak po prostu się mną bawił. Tak po prostu, by zapomnieć o Niej... Zapewne spotykając się ze mną myślał o Niej... Przecież nawet kilka razy powiedział do mnie Jej imieniem! spotykał się ze mną z nudów, z bólu serca bo go Ona zostawiła... Bo nie chciał być sam.. Pamiętam jak powiedział mi, że nie chce żebym odeszła.. bo nie chce być właśnie sam.. a ja nie umiałam Mu odmówić, po prostu kurwa nie potrafiłam... I zostałam z Nim... Na tej jebanej górce za Jego blokiem. Mimo wszystko miał swoje życie, do którego ja byłam jedynie dodatkiem. Znów ma Ją... a mnie i moje uczucia znów może wyrzucić na śmietnik. A ja kurwa wciąż jestem w stanie zrobić dla Niego wszystko... Bo.. Bo tylko On nauczył mnie perfekcyjnie tęsknić, nauczył mnie kochać, ale zapomniał, że nie nauczył mnie żyć samej, bo jak odszedł rozpadłam się na kawałki. Wszystko jest okej, a potem przyplącze się ktoś trzeci i wszystko zjebie. Wszystko już było na dobrej drodze.... Albo ja to sobie wmówiłam. Co powinnam powiedzieć, co zrobić, jak spojrzeć i jak bardzo udawać, że jest wszystko dobrze...? Najgorsze jest to, że chyba już nie potrafię.
Jeszcze mnie zauważysz. Obiecuję. Tylko napraw moje serce, napraw to co znów zepsułeś kretynie! Czy kiedykolwiek kochałeś tak bardzo, że nie potrafiłeś oddychać?
Dlaczego Boże znów mi Go zabrałeś...? Dałeś kurwa i zabrałeś tak bezczelnie?! Co ja Ci kurwa takiego robię?! W czym Ci znów zawiniałam? W czym kurwa...? Kiedy już myślisz, że to koniec pojawia się nadzieja. Kaiedy nadzieję już masz, pojawia się koniec. Samotność to cena, którą płacę za szczerość i dobroć... Wszystko się zjebało przez drobnostkę.

Kurwa.... Jak go zobacze to zajebie skurwiela. Skurwysyn jebany. Zaczął sie z Nią spotykać i na fb wstawił fote z Nią! Zajebie go. W ryj mu dam. Niech go ja tylko dorwe...

sobota, 13 sierpnia 2011

Boże otwórz im oczy.

Byłam wczoraj na EKG... Dostałam wstępne wyniki: "Zapis EKG nieprawidłowy" prawogram, blok tylnej wiazki lewej odnogi Phisa. Nie wiem co to do cholery znaczy, we wtorek mają być szczegółowe wyniki. Cholernie się boję....jeśli coś jest nietak, a to, że zapis jest nieprawidłowy jeszcze bardziej mnie przeraża...
Dziś mam tomografię komputerową o 14:30.. Heh... boję się... Idę oczywiście z koleżanką, bo jeśli coś będzie źle, skłamię Jej, że jest dobrze. Albo znów gadka, że wyników jeszcze nie ma...
Matce nie pokaże wyników, powiem, że są dobre.. albo, że jeszcze ich w ogóle nie ma. I mam nadzieję, że się nabierze.. Oby, do cholery.
We wtorek są wyniki  tego i tego, więc kurwa jakoś muszę dosiedzieć do tego czasu na dupie i udawać, że jest dobrze - przecież to umiem perfekcyjnie. Tylko to potrafię perfecyjnie odpierdalać. Jebana szopka z maską szczęścia na twarzy.
Muszę odstawić....to i owo... żeby było dobrze... Bo nawet po wypiciu pół butelki piwa zaczyna mnie boleć... Czyli piwo też będę musiała odstawić.. To jak będę kurwa zapominać? Na trzeźwo się nie da..

Wciąż patrzę na fb na Nią i na Niego... W obawie, że jest z Nim. Mam nadzieję, że Ona do Niego nie wróci... Bo wtedy strace całą nadzieję w ludzi. Boże pomóż mi...

piątek, 12 sierpnia 2011

Szkoda, że nie da się cofnąć czasu...

Nie chcę już więcej obwiniać się za czyjąś śmierć... Wciąż kurwa myślę, że to, że każdy teraz umiera to moja wina. Że On się na mnie mści...
Chyba za dużo było "tych razów", chyba to już się nie liczy... Chyba przesadziłam... Ale nikt nie może wiedzieć ile jest w tym prawdy... Muszę improwizować... Muszę przecież wciąż udawać uśmiech i szczęście, bo inaczej zaczną się pytania co się znowu dzieje... a nie chce tego. Bo znów boję się, że nie wytrzymam i znów po policzkach spadnie morze łez..
Wróciłam, a szkoda. Tam z nią było tak fajnie... Mogłabym zostać tam na całe życie. Ona i Ja. Nowe życie bez przeszłości... Bez bolących okropnie wspomnień..
Dzisiaj mam tomografię. Cholernie się boję... Gdyby tak matka wiedziała, że mnie boli... A jeśli coś mi wyjdzie źle? Jeśli operacja będzie jedynym wyjściem? Jeśli będzie jedynym "ratunkiem" od śmierci? I jeśli się na nią nie zgodzę i nie zdążę załatwić najważniejszych dla mnie spraw?
A jeśli matka będzie wciąż chciała zgłosić to do prokuratury? A jeśli nic z tego nie wyjdzie? Chuj...

"Wspomnienia to nie jest to co się przeżyło, tylko to co się pamięta."

A ja pamiętam. Oh... zbyt dobrze... szkoda tylko, że nie ma lekarstwa, by zapomnieć na zawsze... Jak bardzo chciałabym wiedzieć jakby moje życie wyglądałoby, gdyby ktoś inaczej postąpił...  Wszystko byłoby inaczej. Wszystko. - Tego jestem pewna.

sobota, 6 sierpnia 2011

Czasem ból jest nie do wytrzymania...

Boli mnie serce. Nie mogę już wytrzymać.. Wszystko bez sensu. Ja beznadziejna, a wspomnienia zabijają każdą nową chwilę. A Jej nie ma.. Ich nie ma, jestem sama. Na dziś tyle, bo nie mogę sklecić normalnie żadnego zdania.
Co warte jest życie? Nigdy nie zrozumiem DLACZEGO powinnam żyć. Dlaczego nie mogę tego wszystkiego skończyć..
Dlaczego nie ma lekarstwa na mój ból?

piątek, 5 sierpnia 2011

Boże opiekuj się Jego duszą...

Jest mi ciężko. Okropnie ciężko.. Mój dalszy kuzyn się zabił. Wskoczył pod pociąg... Od wtorku wszyscy go szukali, wczoraj była sekcja i już na sto procent jest to On... Kurwa. Jakieś jebane fatum jest nade mną... I co, że niby to przypadek, że kolejna osoba nie żyje? Gówno. Bóg się na mnie mści, mści się, że jestem tak słaba... że nie umiem żyć i że chciałam się zabić przed Tatą.
Koniec z życiem które było i którego już nie ma, z przeszłością, z Nim... z tą jebaną tęsknotą za Nim. Będę czekać, ale nie będę się do Niego odzywać.. - niech spierdala. W niedzielę w końcu jadę do Kielc.

"Nigdy nie wiadomo, co kogo zżera. nawet zwykla błahostka może urosnąć do niebywałych rozmiarów, kiedy wpadasz w pewien stan umysłu. a najgorszy rodzaj strapienia,lęku,udręki to taki, którego sam nie potrafisz wyjaśnić ani zrozumieć,ani nawet ogarnąć myślą. Przygniata Cie niczym płyta z ołowiu, spod której nie sposób sie wydostać(...) samobójstwo? samobójstwo wydaje się czymś niepojętym, póki samemu nie zacznie sie o tym myśleć."


"Przyjacielu... czy Ty...?
-Tak najdroższy, kocham Cię!
-A czy Ty...?
-Tak, zawsze będę przy Tobie!
-A czy ja...?
-Tak, Ty zawsze możesz na mnie liczyć!
-A czy będziesz...?
-Tak, będę z Tobą płakać!
-A...?
-Tak, tak, śmiać się z Tobą też będę!
-A czy kiedy...?
-Tak, kiedy będziesz potrzebował pomocy- pomogę Ci!
-A czy wiesz, że...?
-Oczywiście, że wiem, że mogę na Tobie polegać!
-I, że ja...?
-I, że Ty zawsze mi pomożesz!
-Wiesz napewno też, że gotowy jestem...?
- Tak, wiem, że gotowy jesteś zginąć za mnie!Ja też dla Ciebie zrobię wszystko!
-Przyjacielu...wiesz...
-Wiem, wiem, ja również dziękuję Ci za to, że jesteś!
 -Najdroższy... jeszcze tylko jedno pytanie...Czy Ty...?
-Nie, nie czytam w Twoich myślach...
-To skąd...?
-Ja to poprostu czuję! Czy nie wiesz, że przyjaciele rozumieją się... Tak, tak...bez słów..."

Dla Żony. Kocham Cię Najdroższa...

środa, 3 sierpnia 2011

Dajcie mi kurwa czas.

Wczoraj znów nie byłam trzeźwa...  Dała Mu adres mojego bloga kurwa.... I On oznajmił, że nie zamierza mnie znać. Nie spałam do piątej rano bo tak bardzo mi się jebało. Leżałam na łóżku, nie ogarniałam, zamknełam oczy.. Gdyby jeszcze nie było słychać tego przyspieszonego bicia serca.. ale słychać słychać słychać... Do tej pory mi się kręci... Mam już dość. Już Go straciłam... Straciłam Go przez Nią.... Ale Ona do Niego wróci. Będzie w końcu szczęśliwy... Ale to nie zmienia faktu, że będę na Niego czekać. Kurwa myślałam, że chociaż doceni to, że byłam przy Nim kiedy było Mu tak trudno. Kiedy bolało Go strasznie serce... Kiedy nie mógł oddychać z rozpaczy i kiedy nie mógł spać w nocy. A teraz na moje słowa "Kocham Cie" odpowiada "Mam to w dupie"... Masz? Okej. Ja też będę mieć, tylko muszę poczekać kilka lat... Tylko jeśli mi spierdolisz wszystko kolejny raz kiedy będę już jakoś tam bez Ciebie funkcjonować, pożałujesz.
Spierdole Ci wszystko wtedy tak bardzo, że już się nie pozbierasz.

Ah.. zapomniałam napisać... Kiedy rozmawiałam z moim Aniołkiem i pojebaną matką... Chcą napisać do prokuratury... ja sie boje, co powiem? Chyba kurwa nic... zesram sie tylko. Boli mnie teraz.. nie ogarniam ..

Ja pierdole... Dlaczego zawsze jest tak, że ktoś się dojebie nawet jak nie chcę? Niech wszyscy faceci ode mnie spierdalają, bo kurwa zajebie wszystkich w całej Warszawie albo i lepiej. I to będzie tylko ich wina. Tylko tych co się do mnie dopierdalają...

Ja idę stąd gdzieś daleko...
Ja znowu odlecę...
Ja znowu przestanę myśleć....

Już nie boję się śmierci... 



wtorek, 2 sierpnia 2011

Brama między niebem a piekłem otworzy się dla mnie...

Znów nie potrafię wytrzymać... Znowu chcę nie myśleć... Miałam jechać jutro do Kielc, ale chyba nie pojadę.... Ja przepraszam... Ja nie chciałam żeby tak wyszło... Ja nie chciałam....


Ja idę stąd gdzieś daleko...
Ja znowu wezmę...
Ja znowu przestanę myśleć....

Nie potrzebnie tu jeszcze jestem.... Mam dość......

JUTRO... wszystko być może ulegnie zmianie.. Jutro Go zobaczę. Jutro... jeśli się odważę....

Boję się...

Cholernie boli mnie znów Jego nieobecność w moim życiu.... Kurwa.
Gdybym wtedy wiedziała, że widzę Go ostatni raz... Przyjrzałabym mu się dokładniej... Gdybym wtedy wiedziała, że ostatni raz Go słyszę... Wsłuchałabym się w dźwięk Jego glosu...
Gdybym wtedy wiedziała, powiedziałabym Mu więcej..
Powiedziałabym Mu, że Go kocham i że będzie mi bardzo smutno gdy już się nie odezwie...
I że nigdy o Nim nie zapomnę.
Tęsknię za Nim. Za tymi wszystkimi małymi rzeczami... Nigdy bym nie pomyślała, że mogłyby znaczyć dla mnie wszystko. A teraz wiem..tylko Ty jesteś życiem pośród śmierci.

                                                                    * * *

Boję się jeszcze bardziej gorszego dnia niż ten dzisiejszy.
Łzy spływającej bezwładnie...
Samotności.
Udawanego wciąż uśmiechu...
Tak bardzo boję się wspomnień...
Proszę, nie udawaj, że mnie rozumiesz...

Bo nigdy nie dowiesz się co tak naprawdę chcą powiedzieć moje usta kiedy zakrywam oczy... I co tak naprawdę skrywa moja dusza, kiedy usta kolejny raz mówią Ci nieprawdę...
Tylko najbardziej boję się, że sama to odkryjesz. I że ja już nie będę miała sił przed Tobą udawać... I boję się, że nie zrozumiesz dlaczego wciąż się ukrywam... Nie chcę - nie umiem być sobą. Nie umiem pozbyć się tego co wciąż tu gdzieś jest.... I za każdym niechcianym wspomnieniem niszczy to co już osiągnęłam.. Nie zauważyłaś?


Wyjeżdżam. Wracam jakoś w połowie sierpnia...

Kurwa... Nie potrafię dopasować tch puzzli do siebie, nie umiem znaleść kilku... bo chyba nie istnieją.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Znów zgubiłam drogę...

Znów zgubiłam drogę. Jestem tam gdzie byłam na początku. Lekkie nieogarnianie przeszło, jest tylko złość, że znów nie wytrzymałam. A przysięgałam sobie, że już się nie złamię. Jestem tak słaba w swoich postanowieniach, nie umiem postawić sobie celu i do niego dążyć... Nie umiem znaleść sobie tego celu, bo On był moim celem. Moim marzeniem, jedynym pieprzonym sensem....
Każde pieprzone nieporozumienie sprawia, że pragnę znów nie myśleć...Boli mnie złe każde słowo skierowane w moją stronę, każde słowo kiedy ktoś powie, że mi nie ufa... ktoś, kto bardzo dobrze mnie zna, albo nie uwierzy. Wtedy wszystko co wydawało mi się odpowiednieumiera... Są tylko pieprzone wyrzuty sumienia i to pytanie dlaczego.. a myślałam, że już się uodporniłam. Myślałam że to, że już umiem powiedzieć co mi nie pasuje, czy czego chce lub nie chce.. było czymś ważnym. Cieszyłam się gdy w końcu przestałam się tego bać. Ale jednak wciąż boli, kiedy ktoś nie uwierzy, czy krzyknie... I to jebane spojrzenie, które wydaje się znać całe moje życie...
Zabijesz mnie kiedy się dowiesz.. Ja chyba wczorajszym zabiłam ostatnią swoją nadzieję.Kiedy jest źle nie umiem bez tego wytrzymać...Znów zapaliłam. Nie umiem wytrzymać.. albo by upić się, pociąć...To daje mi wolność...- przestaję się obwiniać i myśleć. A jeszcze to serce... chyba umrze.
         BO...
Znowu boli......
Znowu bezsenność...
Znowu wszystko jest beznadziejne....