"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."

poniedziałek, 28 lutego 2011

do tych, których kocham.

Tęsknię za moim poprzednim blogiem. ale nie mogę tam wrócić, nie mogę bo teraz Ty jesteś tym, któremu powierzam siebie i swoje największe tajemnice, obawy i lęki...
Piszę już listy do najważniejszych osób w moim życiu.. On i tak go wyrzuci - jestem w stu procentach pewna, nie obchodzę Go ja, nigdy nie obchodziłam. Ale źle bym się czuła, gdyby nawet nie wiedział że to już niedługo... tak bardzo niedługo.
Dam też go komuś, kto pokazał mi jak może wyglądać życie bez udawania... Komuś, przy kim czułam, że żyję, że naprawdę jestem sobą. Ale głupia nie skorzystałam z okazji by z nim być, bo tylko ten pierwszy ciągle się wciąż liczył. Był na wyciągnięcie ręki,a mimo to niedostępny niczym wytwór mojej wyobraźni.. Ale to już ostatni raz, już nigdy nie będę go męczyć, dręczyć, mówić jak mocno jest dla mnie wszystkim. Zbyt mocno Go kocham, by wciąż płakać... czekać...♥ Bo już nie mam na co czekać, nie chce czekać i czekać nie będę... Na nic. Nawet na "lepszy" dzień, który nigdy nie nadejdzie.
Dam go też trzeciej najważnieszejszej osobie w moim życiu. - Tobie Asiu.. Kocham Cię mimo, że ranisz mnie tak bardzo, mówiąc, że to już koniec, że już dla Ciebie nie istnieje.
Matce nie pisze nic, bo po co. I tak ma mnie gdzieś. Pozwoliła, bym obwiniała się tyle czasu... Spójrz na mnie, CO zrobiło to ze mną? Jestem nikim. Kimś zupełnie innym, boję się nawet wyjść z domu, przytulić się zwyczajnie do jakiegoś faceta... Zgubiłam sens, teraz widzę go tylko w jednym... Czy kiedykolwiek będę wolna? Wiem, że tak. Już niedługo..

Dzień jakoś minął. Zaliczyłam kolejny punkt z biologi choć nic nie umiałam. Dostałam 3 z hitorii, choć zrobiłam z siebie znów przed nią głąba. Nie mam już siły. Kilka dni dzieli mnie od wiecznego szczęścia, muszę tylko iść załatwić jeszcze kilka rzeczy, dokończyć listy, pożegnać się z Nimi.

niedziela, 27 lutego 2011

Wszystko na ich temat.

Najpierw traktują mnie jak szmate, bawią się moimi uczuciami , a potem mają pretensje, że wpieprzam ich do jednego worka. Bo każdy mówi, że jest inny... no jasne. Nie dam się już nabrać . i przepraszam, że Cie w tym momemcie uraziłam, ale nie zmienisz mojego poglądu na wasz temat... zbyt wiele razy się przejechałam. zawiodłam. teraz więc macie to, do czego sami doprowadziliście. I nie miejcie do mnie o to żadnych wątów. To wasza wina, że każde słowo odbieram jako żart, lub coś w tym stylu.

Bo nie mam zamiaru już się angażować.

Bo ja wiem, że chcecie tylko jednego. bo wy myślicie "tym" a nie głową. a ja nie zamierzam nic wam dać. Bo nikt z was na to nie zasługuje.

Czuję się jak dziwka, która tylko zaspokaja ich popęd seksualny, nie znacząc nic...

Jutro szkoła. Znów udaję. Jestem głupia.

sobota, 26 lutego 2011

"Możesz spytać jak się mam, ale to co wtedy powiem nie przyniesie żadnych słów, które chcesz znać.."

Mimo tego, że wiem, że muszę przestać kocham się w tym zatracać. Kocham się karać, za to kim się stałam i kim tak naprawdę jestem. Za to jak mocno nienawidzę siebie i swojego ciała. Nie widzę nic, ponieważ płonę w środku. Potrzebuję znaleść sens, którego wciąż nie widzę...

Znienawidziłam siebie również gdy Ciebie zabrakło.. może jednak jestem warta więcej niż same porażki i mękę ze sobą..? Myślałam, że jestem doskonała w udawaniu, że wszystko jest w porządku... ale widać znów się pomyliłam.

Znów chce zapalić. Chyba jestem na dnie... Czuję, że jestem.

piątek, 25 lutego 2011

Ważne, by się ogarnąć.

Koniec ferii. Czuję znów ten strach przed szkołą, nauką... Boję się, że nie będę miała sił znów wstać, że znów łzy będą same spływać po policzku, a ja nie będę w stanie ich powstrzymać. Będę musiała odstawić wszystko to, co mnie uszczęśliwiało do tej pory, by przetrwać w trzeźwości w szkole.. znów ten fałszywy uśmiech będę musiała nakładać na usta... kiedy będzie zbierać mi się do płaczu. Ukrywać swoje prawdziwe uczucia, chęć śmierci, zapomnienia... Dwa miesiące. To tak wiele... nie wyobrażam sobie tego. znów będę robić z siebie największego głąba przed tymi nauczycielami, wiedząc że nie mam sił nawet wziąć książki do ręki... Czasem nie mam siły już udawać. Chciałabym rozpłakać się przy tych ludziach, powiedzieć, że mam dość... ale myśl, że pomyślą, że jestem jakaś głupia każe znów udawać.
Ale ważne, by przestać palić zielone. Nie mogę już dłużej upadać na dno... Muszę powstać, wytrzeć brudy przeszłości i wyrzucić do kosza. żyć? Cóż to jest za życie, kiedy wciąż i wciąż udaje się kogoś innego? Muszę być egoistką, by przetrwać. Bawić się uczuciami facetów. Nie angażować się w nic, co potem by sprawiło znów ten okropny ból... Czy dam radę? Już wiem,że nie. Niedobrze mi na myśl, że znów zaczyna się szkoła... Tęsknie za tymi ludzmi, ale jak pokonać strach wyjścia z domu? Jak pokonać tą niechęć do życia? Jak zacząć żyć pełnią życia? Chyba już nigdy nie będę sobą. Nie wiem nawet czy chcę być. Napewno nie taką, jaka byłam przed 4-ma laty. Nie chcę więcej się bać... Ktoś mi powiedział, że nie można bać się facetów. Ale co poradzić, jak strach wlewa się w każdą komórkę mojego ciała? Myśl, że ktoś znów pokaże swoją siłe zabija. A ja znów czuję się zbyt mała, by to odeprzeć.

Jeśli przetrwam te dwa długie miesiące, wyjadę gdzieś daleko. Sama lub z kimś, to nieważne. Ważne, żeby nic mi już nikogo i niczego nie przypominało. Bym w końcu zapomniała. Od dziś nie palę. Nie chcę znów spać całymi dniami. Wiem, że muszę być silna. I wiem, że w głębi duszy mam siłę skończyć ze wszystkimi złymi nawykami; z paleniem trawy, ćpaniem, piciem. Piwo? Ok. Ale nie wódka... Nie chcę tak żyć. Żałuję, że w ogóle zasmakowałam 'takiego' życia. Gdybym nie zobaczyła jak to jest, nie tęskniłabym tak za tym stanem...Muszę się ogarnąć. Mam swoje cele i zasady. A kiedyś On i On zrozumieją, kogo stracili... ale czy ja wtedy będę chciała ich jeszcze znać? Mówię sobie dość. Po raz kolejny... ale może tym razem się uda? Udało się z A. wierzę więc, że i z tym wszystkim też uda mi siękończyć i żyć w końcu... tak jak to sobie wymarzyłam.
W przyszłym roku zrobię maturę, potem pójdę na studia, w wakacje do pracy. Wyprowadzę się. Bo z matką już nie potrafię wytrzymać. Teraz liczy się tylko to, by skończyć szkołę. Nic innego.
Wczoraj, był ten ostatni raz. Już tego nie tknę. Mam zbyt wiele do stracenia.

'Nie , nie. On już nie jest mój... właściwie nigdy nie był. Może go sobie pani zabrać. Mogę pani też powiedzieć jaki będzie wobec pani.. Będzie szaleńczo niby - kochał , potem zacznie kłamać , a na końcu zdradzi. Sama to pani odkryje.. Miłej zabawy..' - O. cała prawda o R. zrozum i zostaw Go. Chyba, że chcesz potem płakać jak ja wciąż płaczę, bo zostawiłam w nim część siebie...
                                                    Twoja decyzja.

czwartek, 24 lutego 2011

Inny, lepszy wymiar.

Ale ja jestem głupia. Znowu czuję się tak bardzo bosko. Lecz czy to wszystko jest aż tyle warte?
Nie mogę tak, muszę się opanować. To miał być ostatni raz... a już wiem, że będzie kolejny.
Już cholernie zaczyna chcieć mi się spać. A znów się śmiałam. Znów było tak bosko, i znów mnie zaczyna boleć... Czy to przez to? Pewnie tak, bo chyba nie przez aco... skoro przestałam brać... Boję się, że już niedługo skończy się wszystko.. Będzie tylko nicość i ja. nic nie poradzę jednak, że wtedy przestaję się obwiniać.
Właśnie jestem w innym, lepszym wymiarze. Muszę powiedzieć, że kocham ten stan...

Coraz mocniej doskwiera mi znów tęsknota za tym, który wciąż ma moje serce.. Mimo,że to już prawie półtora roku, ja wciąż wierzę, że wróci Ależ ja jestem naiwna... Musiałam, by przestać za Tobą tak tęsknić... Ale Ty nigdy tego nie zrozumiesz. Nie zrozumiesz, jak mocno boli to, że jesteś z inną, dotykasz ją, całujesz ją.. To po co mówiłeś mi, że nigdy nikt nie tknie Twych słodkawych ust?! Twych dłoni, których tak bardzo się bałam, jednocześnie kochałam...
Kochałam Cię. Tak bardzo Cię kochałam, nie rozumiesz ?!
   Kocham wciąż... Tak mocno wciąż czekając na Twój ruch, jakiś gest, który dałby sens mojemu życiu. Bo odkąd Ciebie nie ma, nie mam nic..

"You're all I want,You're all I need,You're everything.. everything...."  ♥

 "Jeśli wystarczająco wycierpiałaś
Jeśli cierpiałaś tak wiele
Potrafię odgadnąć, o czym myślisz
Potrafię dostrzec ból, którego się boisz..."

środa, 23 lutego 2011

Chcę nietrzeźwość..

Miałam przestać ćpać, a tymczasem wciąż to robię. Niby inaczej... ale jednak. Wiem, że nigdy się od tego nie uwolnię, bo wciąż pragnę zapomnieć... I naprawdę nie obchodzi mnie to, że to tylko na chwile, ale jest wtedy dobrze i to właśnie się najbardziej liczy. Nie udaję kogoś innego, tego uśmiechu który boli, kiedy nie jest prawdziwy... Oddałabym wszystko by wciąż było tak jak jest wtedy gdy zapale.

"Nadzieja jest sama w sobie rodzajem szczęścia,
i być może głównym rodzajem szczęścia
na jaki zezwala nam ten świat.
Ale tak jak w przypadku pozostałych przyjemności,
z których korzysta się bez umiaru,
nadmiar nadzieji musi być odkupiony bólem,
a niespełnione oczekiwania muszą przynieść rozczarowanie"

Dlaczego nie da sie zmienić przeszłości?
Zabić złych ludzi?
Ukarać tych co na to zasługują a wynagradzać tych, którzy są dobrzy? Minie jeszcze długich pare lat, gdy zacznę jakoś w miare normalnie funkcjonować. Bo mimo tego, że to wszystko już jest tak odległe wciąż jest gdzieś blisko..

wtorek, 22 lutego 2011

I need some drugs...

jak wiele można znieść?
Można znieść jakiś ten niechciany dotyk, te słowa wtedy.. które niby mają mnie uspokoić, a tak naprawde sprawiają, że jeszcze bardziej się boje. Jeśli któryś znów zrobi mi coś, coś gorszego niż sam dotyk... To ja nie wytrzymam, nie zniose już tego, poddam się i znikne. Umrę. Bo już nie umiem walczyć ze swoim strachem i z uczuciami jakie są w takich sytuacjach.. Oni uważają się za panów świata, myślą że mogą wszystko. Wiem, że mogą... ale niech pomyślą, czy mnie to nie boli? Chcą tylko zaspokoić swój pojebany popęd. Tak bardzo się boje, bo przecież wiem, że gdyby chciał, gdyby tylko chciał, zrobiłby wszystko.. Za każdym razem tracę część siebie. Resztkę prawdziwego uśmiechu i ufności. Szczerości...
Myślę, że nigdy nie przestanę się bać. Od zawsze miałam złe przeczucia.. ale nie sądziłam, że kiedyś to stanie się rzeczywistością..
Jutro znów sobie zapalę. Znów będę ponad tym wszystkim... Kocham ten stan. kocham wszystko co pozwala zapomnieć jak bardzo ludzie potrafią być źli..

niedziela, 20 lutego 2011

Nie jestem taka, jak wszystkie! Nie rozumiecie tego?!

Wczoraj, kiedy poznałam tych wszystkich ludzi, zrozumiałam,że oni chcą jednego. Nie obchodzą ich uczucia, miłość... chcą tylko zaspokoić swoje potrzeby, a nas - dziewczyny po wszystkim wyzywają od kurw i dziwek. ah.. skurwiele.. Dlatego ja na przekór wszystkim nigdy nie stracę tego co mam najcenniejszego dla kogoś nic dla mnie nie znaczącego..

Ona robiła to nie wiem z iloma. Ale robiła, bo miała chcice. Ja też mam, ale czy to coś znaczy? Czy odrazu muszę wskakiwać komuś do łóżka? Myśleli,że jestem taka sama jak Ona, że pójdę z pierwszym lepszym. Oh... chyba im mina jednak zrzedła nieźle kiedy powiedziałam im "Chcesz żebym Ci obciągneła?! To idź sobie do burdelu, zapłać sobie kase, zrobią Ci perfekcyjnie laskę i co teraz odpowiesz? Może, że jesteś ZA FAJNY żeby płacić za sex!?" - zamknął swój parszywy ryj odrazu.
To, że spałam z facetem w jednym łóżku, nie znaczy, że się puściłam...  Nigdy bym tego nie zrobiła, nigdy, przenigdy! Bo Oni myślą, że mogą mnie mieć? O w życiu! Na mnie zasługuje tylko TEN jeden, WYJĄTKOWY. :)
Ale mimo wszystko w klubie było cudownie... Poznałam dwie wspaniałe dziewczyny, trochę starsze, ale broniły mnie przed tymi napalonymi chujami, które chciały tylko jednego. Ogółem, bardzo się cieszę z tego wypadu  do klubu. Trzeba to powtórzyć... :))

sobota, 19 lutego 2011

Pomiędzy miłością, a nienawiścią.

Nie umiem. No po prostu nie potrafię być z kimś... kogo nie kocham. Jest zajebisty, ale nie umiem wejść w coś co jemu może dać nadzieję, a ja wiem, że nie zdołam go pokochać... Nie potrafię już kochać. Nie umiem wmówić sobie, że go kocham... Chyba właśnie tak było z M, wmówiłam to sobie, a tak naprawdę to była tylko kwestia gestów i słów nic dla niego nie znaczących i dla mnie chyba też. On chciał zapomnieć o Klaudii, ja o R.. Dlatego kiedy ja nie chciałam się zgodzić, szybko na moje miejsce znalazł sobie inną, naiwną.. choć mówił, że będzie czekać.. Tyle są właśnie warte słowa faceta, czyli gówno warte. Nie chcę, żeby było tak i tym razem. że będę z nim tylko po to, żeby zagłuszyć tęsknotę za R.. a ja wiem, że tak by było. Mimo wszystko... Choć był nic nie warty, dla mnie jest wciąż wszystkim. A ja nie mogę skrzywdzić D.. nie zasługuje na to.
Jeśli się kogoś naprawdę kocha, to się czeka. Nieważne ile... ale wciąż nie rozumiem, co ja ciągle w nim widze.. Przecież był draniem.. Ale to już niedługo...
                                          Kocham Cię. ♥




O. (13-01-2011 23:32)
dlatego to rozumiem.. myślę, że każdy taką miłość przeżywa i przeważnie nieszczęśliwie.. a potem przychodzi uczucie dojrzałe i na nie warto czekać. życzę Ci go choć mam nadzieję, że znajdziesz je wcześniej niż ja..
Ja. (13-01-2011 23:33)
Ale chyba Ty juz znalazłaś...
i ja też.. ale Ty go masz.. a ja nie...:(
O. (13-01-2011 23:34)
chodzi mi o kogoś, kto będzie po nim...
O. (13-01-2011 23:34)
bo ktoś taki kiedyś przyjdzie.

piątek, 18 lutego 2011

Już niedługo...

Zobaczyłam go znów. Udawał, że mnie nie zna, ale ja doskonale pamiętam jego obleśny ryj. Nie mam już siły. Jak można być takim chujem..
Już niedługo.. Jeszcze tylko kilka dni i będzie już po wszystkim...

"Nie ma prawa pośród wszystkich praw które by kazało wątpić, że Jeśli całe życie siałeś strach Zbierzesz coś innego ponad gniew Zdaje się, że przyszła pora by rozliczyć cię ze wszystkich draństw Oto przyszedł
czas Władza smakowała słodko Ale nie umiałeś o nią dbać, Nie umiałeś dbać Wielu chciałoby cię znaleźć Wielu chciałoby ci obić twarz Skurwysynu Tak składa się, że padło na mnie... Teraz ujrzysz własny strach Ujrzysz własny strach Smutek, żal i wszystko na nic Gdy mistrzowie dosięgają dna Pożegnanie z prorokami W dalszą drogę pójdę sam Teza, którą trzeba przyjąć Prawda, z którą trzeba będzie żyć, z którą trzeba
 będzie żyć.. Świnia pozostanie świnią I nie zmieni tego nic. O szacunek trzeba umieć dbać, reputację pielęgnować. Chwytaj szansę Dopóki szansa trwa Aby jutro nie żałować Nie ma prawa pośród wszystkich praw Które by kazało wątpić, że Jeśli całe życie siałeś strach Zbierzesz coś innego ponad gniew."




Hmm... piosenka zbyt mocno mi się kojarzy z jednym skurwysynem.

Zbyt mocno tęsknię za jedyną miłością mojego życia.. Zbyt mocno Go kocham, by móc potrafić wyrzucić Go z serca..
Kocham. I Ty o tym doskonale wiesz.. Obiecałam Ci, że póki śmierć mnie nie zabierze tak będzie.. Już niedługo. Już tak niedługo... Zaraz się uwolnisz..

środa, 16 lutego 2011

Boli mnie samotność.

Mam już dość samotności.. Chciałabym mieć w końcu kogoś do kogo mogłabym się przytulić, powiedzieć co mnie boli i co cieszy. Wtulić się mocno... i poczuć się bezpiecznie. Powiedzieć "kocham" i usłyszeć to samo.. Oddać wszystko tylko po to by być znów szczęśliwą...
Mam gdzieś tych dwóch, nie wiedzą co tracą.

I muszę skończyć z tym życiem. Z takim życiem... Ciągłe jaranie, chlanie do nieprzytomności... hmmm... No cóż. To daje szczęście, muszę się przyznać sama przed sobą... ale cóż to za szczęście? Udawane szczęście? Źle sie czuje.. Chyba po tym wczorajszym whisky. Trzeba w końcu zmienić myślenie, życie... Nie biorę aco, tak? Bo miałam coś zastępczego... Zielone, wódka... a jeśli i to odstawie, co ze mną się stanie? Co będę robić by nie myśleć? Jak będę żyć? Nienawidzę tego. Muszę wybierać, by przetrwać...
Ale dlaczego właściwie to robię? Dlaczego ciągle chce zapominać? Dlaczego brnę w tą pieprzoną nietrzeźwość? Dlatego bo boli przeszłość, rzeczywistość i trzeźwość? Oh.. gdybym mogła cofnąć czas, nigdy bym nie zrobiła tego co zrobiłam, by teraz wyglądało tak moje życie jak właśnie wygląda... Czy naprawdę pragnęłam zapomnieć o tej całej szarej przeszłości i dlatego zaczełam ćpać? Czy może dlatego, by zagłuszyć chęć popełnienia samobójstwa? Odkąd pamiętam nie pasowałam do tych wszystkich ludzi, do tego świata, do tych fałszywych twarzy... Pierwszy raz o popełnieniu samobóstwa pomyślałam jeszcze w podstawówce, kiedy moja siostra, matka, babcia... wciąż i wciąż dawali mi powody by ze sobą skończyć, lecz wtedy jeszcze nie umiałam myśleć, nie wiedziałam jak to zrobić, czym... W gimnazjum było gorzej, bo zaczęło się to wszystko nasilać, to już nie były tylko "zwyczajne myśli o śmierci" to już było coś więcej... Wciąż tylko siedziałam i myślałam jak zrobić to bezboleśnie i by się udało... ale i tak wciąż nie miałam odwagi, chciałam przed Nim, myślałam, że wtedy Go oszczędzi.. Ale czy tak się stało? Tym bardziej zaczełam myśleć, że to, że Jego nie ma to moja wina. Tylko moja wina.. Nie potrafiłam się z tym wszystkim pogodzić, ale udawałam, że wszystko jest w porządku, że czuję się dobrze. Opanowałam wtedy to już do perfekcji. Gdziekolwiek wyszłam zakładałam na siebie maski, kiedy byłam w domu nikt nie wie co ze sobą robiłam... kiedy pierwszy raz sięgnęłam po ostrze.. myślałam "to tylko raz, jeden jedyny raz, by mi ulżyło" ale były też kolejne, niestety.. Najpierw raz na tydzień, potem raz na kilka dni, aż w końcu kilka razy dziennie... Czułam się odlutkiem, nie chciałam zawadzać, dla nich byłam nikim. Potem marzec 2009, za to również nienawidze swojej matki, siebie i wszystkich skurwieli. Zaczełam palić fajki, potem brać acodin, pić wódke... pamiętam jak dziś - luty 2010 - pierwszy buch zielonego... I cudowny błogi stan, nieważne że było mi strasznie źle, przymulasto... ważne, że w końcu usnełam, pierwszy raz.. I nic mi się nie śniło... myślałam, że to jest dobre, że w końcu zacznę być sobą.. że ktoś, może pomyśli, że jestem czegoś warta. Ale teraz, po tylu miesiącach uważam, że to ja jestem głupia... ale czym mogłam zagłuszyć tą krwawiącą duszę?!

poniedziałek, 14 lutego 2011

..

Powiedzcie mi, bo czegoś tu nie rozumiem. Jak można przespać się z kimś kogo się nie kocha? Nawet się go nie zna? Załóżmy, że znam kogoś godzinę, czy może i mniej.. Jak mogłabym oddać komuś to co jest dla mnie najważniejsze, komuś kogo tak naprawde nie kocham, w ogóle nic nie czuję, bo go wcale nie znam? Jak można myśleć w jakiś kategoriach, takich jakby to nic dla Ciebie nie znaczyło.. "bo masz chcice" ja też mam, ale co z tego? Czy to coś znaczy? Chyba tylko to, że On, i Oni spostrzegą Cię jako dziwkę, szmatę i nic nie wartą dziewczynę... Nie, nie uważam Cię za taką! Spójrz na mnie, ja nią jestem. Czuję się wciąż tak.. Nie wiesz jak mocno nienawidzę siebie i tego co zniszczył moją ufność, tego co zabrał mi część prawdziwej mnie. Ale to nie znaczy, że muszę stać się taka ze swojej winy.. to On mnie taką stworzył, pokazał mi ten brudny świat. Świat pełen nienawiści, strachu niemocy.. Ale co z tego? To, że ja się tak czuje, nie znaczy, że jestem, że się puszczam. Nie rób tego. Nie rób, bo potem będziesz żałować.. Oni wszyscy są tacy sami, Oni nie zasługują na nic, chcą tylko niszczyć. Wmawiają jakieś gówna, w które my wierzymy.. Ale nie może nas już to zwieść, nie może.

niedziela, 13 lutego 2011

To co czuję kiedy jestem ponad tym światem...

Trzeci dzień na zielonym...  Czyli trzeci dzień w nietrzeźwości umysłu, niesamowitego szczęścia i ciągłego uśmiechu na ustach... Nie myślałam, nie srałam, nie chciałam zniknąć. Żyłam chwilą, zajebistą chwilą... i tylko to się liczyło. I nieważne, że potem chce się spać jak cholera.. ważne, że było mi dobrze... Kocham ten stan, kocham oszukiwać siebie i mój umysł. Wmawiać sobie, że będzie dobrze.

Byłam wstawiona, więc trochę a raczej nic nie pamiętam, bo nic wtedy nie ogarniałam. ten strach jest silniejszy od jakiejkolwiek innej rzeczy... Bo chyba mu nie powiem o tym co jest największą moją tajemnicą.. Dwa dni temu nawaliłam się do nieprzytomności, a wczoraj znów zapaliłam. Mam jakieś przewidzenia, lęki...  uczucie paniki, opór w głowie... Ale ten uśmiech daje mi szczęście. Znów zaczełam, poczułam to. Jestem ćpunem i znów jestem na dnie. A ja głupia myslałam, że wygram, że jestem silna, że dam radę... I nie chodzi tu o Aco, bo narazie nie biorę. Choć to gówno, narazie nie biorę.. Kiedy pisałam tą notę w telefonie, byłam zjarana. To wszystko co napisałam, właśnie czułam kiedy pisałam to w telefonie... Równocześnie czuję w głowie pustkę. W rękach i po całym ciele przeszywa mnie coś typu dreszcza, ale też drętwienie... Mimo to, że jestem na siebie wściekła, że lece znów naw na gramie jestem szczęśliwa, że umiem się śmiać. Że potrafie jednak żyć... żyć nie w trzeźwości ale jednak.. Oczy domagają się snu. Powieki są zbyt ciężkie by patrzeć na ten okrutny świat.. Ostatnio też coś coraz częściej dzieje mi się ze wzrokiem. W sensie, że obraz mi się na chwile zamazuje, za chwilę wraca do normy..

Ząb mi wyleciał. Ten co miałam miazge na wierzchu, kurwa.

Dobrze, że w końcu są ferie...

A matka dalej wierzy, że nie palę.. Choć już nawet nie odpowiadam nic..

środa, 9 lutego 2011

Nie potrafię się śmiać prawdziwym uśmiechem...

Wczoraj było cudownie.. Tak bardzo chciałabym, żeby to wszystko trwało wiecznie, ten cudny stan... Znów się zjarałam. śmiałam się ze wszystkiego i z niczego, nie umiałam powstrzymać się od tego śmiechu.. :) Nie myślałam, nie obwiniałam się za nic, po prostu żyłam chwilą jak zawsze kiedy jestem w innym wymiarze, tak jakby w innej przestrzeni... Tak poza zasięgiem ludzi.. Bez problemów, bez zmartwień, bez wspomnień... I nawet to, że wczoraj usłyszałam znów tą metallice, przestało mnie to jakoś boleć... Po prostu zapomniałam. Tak jakby to wszystko, ta przeszłość, teraźniejszość nie istniały... Tak jakby nie dotyczyły mnie..
Ale ja wiem, że i tak się od tego nie uwolnię, że prędzej czy później wrócę do ćpania A, że wrócę do ostrza kiedy już naprawde nie będę miała innej ucieczki, innego wyjścia by sie nie obwiniać...

Ona wczoraj nie potrafiła wytrzymać...Chciała się poddać, jak ja... Chciała nie myśleć, zapomnieć, poczuć w końcu że jest szczęśliwa... Chciała znów wziąć, przestać myśleć, istnieć.. Po prostu zniknąć na chwilę, żeby wszystko zniknęło wraz z nią.Tak bardzo dobrze znam to uczucie, kiedy już nie umiesz wytrzymać, kiedy tylko to wydaje się być rozwiązaniem lepszym od śmierci, choć wciąż o tym myślisz nie masz odwagi... dlatego uciekasz biorąc itd.. Ale cieszę się, że się nie złamałaś. Że wytrwałaś jednak w swoim postanowieniu...
Ja znów uciekłam myśląc, że to wszystko rozwiąże..
Głupia dziwka. Szmata, która nie umie zmienić przeszłości. Ale czy da się przestać o tym myśleć?
W marcu minął dwa lata. A ja czuje, że żyje dalej w strachu i pieprzonej niemocy.

Jak łatwo stracić marzenia? Jak łatwo zgubić własną drogę i zaprzepaścić swoją przyszłość przez narkotyki..?
Chyba się zgubiłam... Chyba nie potrafię już żyć bez tego wszystkiego... Chyba już nie potrafię bez tego żyć.. A wszystko po to, by przestać myśleć i nie czuć się wciąż tak źle... Ciekawa jestem, co byś powiedział na to Tusiu, gdybyś wiedział co robię ze sobą... że jaram zielone, że biorę A. że chlam litrami co popadnie, że biorę w ręce ostrze... że palę papierosy.. Już dużo mniej, ale jednak.. Przepraszam Cię, że tak nisko upadłam. Że z każdym dniem upadam coraz bardziej... Wybaczysz mi? Nie myślę o Tobie zbyt często.. I za to bardzo Cię przepraszam. Nie chcę myśleć, bo wszystko mi się przypomni... znów będę czuć tą pustkę jak wtedy... Znów zacznę się obwiniać... Byłam u Ciebie ostatnio. Przepraszam, że chodzę tam tak bardzo żadko... Ale wciąż żyjesz w moim sercu. Przyśnij mi się... Przecież obiecałeś mi kiedyś, że to zrobisz. Czekam już tak długo.. Przyszedłeś tylko raz, w pierwszej klasie. Pamiętam, powiedziałeś mi wtedy "Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Zdasz. Nie martw się o mnie, bo mi jest tam dobrze... Kiedyś jeszcze przyjdę, ale teraz muszę już iść, bo mam coś do zrobienia. Kocham Cie" Przytuliłeś mnie wtedy i pocałowałeś.. Uśmiechnąłeś się z ulgą i zniknąłeś.. Tak bardzo za Tobą tęsknię, choć wcale o tym nie mówię...

poniedziałek, 7 lutego 2011

By przestać czuć, by przestać myśleć, by przestać żyć przeszłością...

Chciałabym się znów naćpać, wziąć paczkę, odlecieć... Przestać myśleć, żyć jak kiedyś, czuć się szczęśliwa... Z gównem czy bez, przeszłość wciąż siedzi we mnie. wspomnienia, które zabijają każdego dnia cząstkę mojej skrwawionej duszy. Wypić litr i poczuć jak to jest znów kiedy się tak kręci, zapalić i czuć ciągły uśmiech na twarzy i nie wiedzieć z czego.. Być po prostu pod wpływem czegokolwiek by nie czuć się dziwką.. By nie myśleć o niczym, nie martwić się niczym, żyć po prostu tu i teraz. Nienawidzę facetów. Nienawidzę ludzi i osób, które krzywdzą mnie doskonale o tym wiedząc. Uśmiech skierowany w moją stronę jest fałszywy.. a oni śmieją się za plecami, że ja w to wszystko wierzę. Głupia i naiwna. Bo myśli wciąż, że ludzie są dobrzy... Tyle lat już mam  i powinnam się przekonać, że ludzie są źli. Nieraz przecież tego doświadczyłam... a wciąż wierzę jak ta głupia, mała i naiwna dziewczynka.

Jadąc dziś do szkoły spotkałam zakonnicę. Dała mi kilka medalików i różaniec, bym się pomodliła za tych, na których mi mocno zależy... Ale ci na których mi zależy odeszli. Jest mi tak ciężko bez nich, tak mocno boli mnie życie.. Dlatego wciąż chce uciekać w nietrzeźwość. Czy to źle? Mówiła, że się za mnie pomodli. że wszystko będzie dobrze...
                 
                           Ale co z tego..

Wiem, że nie wytrwam. Wiem, że znów się złamię. Przegrałam... Już tylko wegetuję...

sobota, 5 lutego 2011

To tak jakby moje dawne życie..

"Nie powiem Ci, co to naprawdę jest
Mogę Ci jedynie powiedzieć, jak się czuję,
I teraz to stalowy nóż w mojej tchawicy
Nie mogę oddychać, ale walczę tak długo, jak tylko mogę
Tak długo, jak to czuję, tak jakbym leciał..
Naćpany miłością, pijany własną nienawiścią
Jakbym wąchał farbę i kocham to bardziej niż cierpię, duszę się
I już kiedy mam utonąć ona mnie ratuje
Cholernie mnie nienawidzi, a ja to kocham
Czekaj! Dokąd idziesz? Zostawiam Cię!
Nie, nigdzie nie idziesz, wracaj
I tak w kółko
To szalone, bo kiedy jest dobrze wszystko układa się wspaniale
Jestem jak superman ze sprzyjającym wiatrem
Ona to Louis Lane, ale kiedy jest źle jest okropnie, tak mi wstyd, pękam
Co to za koleś? Nawet nie wiem jak się nazywa
Położyłem na niej ręce, nigdy już tak nisko nie upadnę
Chyba sam nie znam mojej siły
Czy kochałeś kiedyś kogoś tak bardzo, że ledwo mogłeś oddychać?Kiedy jesteś z tą osobą
Spotykacie się i żadne z was nie wie, co was do siebie ciągnie
Czujesz to ciepło
Tak, dreszcze - kiedyś je dostawałaś
Teraz chce Ci się rzygać jak na niego patrzysz
Przysięgałaś, że nigdy go nie uderzysz, nigdy nie zrobisz nic by go zranić
Teraz stoicie twarzą w twarz, z każdego słowa spływa jad
Popychacie się, ciągniecie się za włosy, drapiesz, wczepiasz w niego paznokcie i bijesz go
Rzucasz na ziemie, trzymasz
Całkowicie zagubiliście się w tej chwili
To wściekłość, która kontroluje obie strony
Więc oni mówią, że lepiej iść własnymi ścieżkami
Przypuszczam, że nie znają was, dzisiaj jest już przeszłością
Wczoraj się skończyło, to inny dzień
Brzmi jak zacięta płyta – ciągle ta sama śpiewka, ale obiecałeś jej
Następnym razem pokażesz umiar
Nie dostaniesz kolejnej szansy
Życie to nie gra Nintendo
A Ty znów skłamałeś
A teraz przez okno patrzysz, jak odchodzi
Pewnie to dlatego nazywają to Window Pain,
Tak, wiem, że powiedzieliśmy czy zrobiliśmy różne rzeczy, ale nie chcieliśmy tego
I znów wracamy do tej samej struktury, do tej samej rutyny
Ale Twój temperament jest tak samo zły, jak mój
Jesteś taka sama jak ja
Ale Jeśli chodzi o miłość - jesteś po prostu zaślepiona
Kochanie, proszę, wróć
To nie przez Ciebie, kochanie, to wszystko przeze mnie
Może nasz związek wcale nie jest taki szalony, jak się wydaje
Może tak właśnie wygląda spotkanie tornada z wulkanem
Wiem tylko że za bardzo Cię kocham, by chociaż odejść
Wejdź do środka, zabierz swoje bagaże z chodnika
Czy nie słyszysz szczerości w moim głosie kiedy mówię?
Powiedziałem Ci - to moja wina
Popatrz mi w oczy
Następnym razem, kiedy będę wkurwiony walnę pięściami w ścianę
Następnym razem. Nie będzie następnego razu
Przepraszam, chociaż wiem, że to tylko kłamstwa

Mam dość gierek, chcę ją po prostu odzyskać
Wiem, jestem kłamcą
Kurwa, jeśli ona znów spróbuje odejść
Przywiążę ją do łóżka i podpalę dom...."

Cholera, przypomina mi to moje dawne życie. Życie z kimś, kogo kochałam tak mocno, że nie umiałam go świadomie krzywdzić, choć krzywdziłam, w ogóle... On mnie ranił... nie bolało na zawnątrz kiedy znów mnie uderzył, bolało w środku... ale zbyt mocno kochałam, by odejść bo przecież obiecałam Mu, że nikt inny...
Ale koniec tego, nie będę już czekać. Zwłaszcza po tym... nie będę już nigdy z nikim kto mnie choć raz uderzy, poniży... Zrozumiałam właśnie, że nie był mnie wart.

Żaden facet nie jest wart niczego, jeśli bije dziewczyne..
Bo jak może w ogóle facet uderzyć dziewczynę...

Koniec miłości do kogoś kto jest niczym, jest po prostu kłamcem, oszustem, chujem. nikt nie jest wart tego, co Ja robiłam dla Niego, żaden facet już nigdy nie zawładnie mną i moim sercem. Żaden facet nie będzie mnie bił... Żaden mnie nie będzie poniżać, obrażać, wyrzucać ani rozkazywać. Nigdy już nie dam traktować się jak jakaś... służąca, tylko dlatego bo zbyt mocno pokochałam kogoś kto na to nie zasługiwał...

piątek, 4 lutego 2011

Bla bla.... Przemyślenia Bla bla...

Wczoraj zobaczyłam tego co próbował się do mnie dobrać. Niczego nieświadoma podeszłam do jakiejś grupki facetów, którzy mieli szlugi, bo tak wielką ochotę miałam chociaż połowę wypalić.... Nie mam już takiej chcicy na to całe jaranie, ćpanie i chlastanie się, ale akurat zachciało mi się. No ale..wracając do tamtego momentu, kiedy zobaczyłam znów tą obleśną twarz, uciekłam. Dzisiaj chyba też go widziałam.. ale nie mam siły o tym znów myśleć, więc... cieszę się, że już jest w końcu weekend. Szczerze, to już nie mogłam wytrzymać w te dni, wstawać rano, zakładać na siebie tysiące sztucznych, męczących mnie masek.. Dobrze, że jeszcze tylko tydzień. Za tydzień odlecę... Będę pić. Dużo pić. Co z tego, że zaczną uważać mnie za alkoholiczkę. Nie jestem uzależniona od alkoholu, a nie moja wina, że jest fajnie, kiedy zacznie mi się znów tak kręcić...

A. się nie odzywa. Skoro się nie odzywa to trudno... - myślałam, że jest moją przyjaciółką. A nie powiedziała mi, że tamta głupia P. F. jest z M. Głupia z niej suka. W sensie z P.F. Oj, ale tak łatwo się mnie nie pozbędzie. I po chuj do mnie dzwonił? żeby powiedzieć mi, że mam się odjebać? Ph. Dobrze, że Go zablokowałam. I tak zacznie żałować, że zrezygnował ze mnie tak łatwo i tak szybko..

a A.M. nie zda. Rozmawiałam z p. W. i powiedziała, że jej nie przepuści.
Rozmawiałam dziś też z ludzmi z klasy. Prawie nikt jej nie lubi. I dobrze. Niech ma za swoje.
M sam nie potrafi sobie znaleść dziewczyny tylko A. wszystkie musi mu "podrzucać"? No, chyba musi być z nim coś nietak. Muszę przestać o nim myśleć.

Może spróbować być z D? Dziś mi powiedział, że chciałby ze mną być...

Cholera, jest mi źle. :(

Nie powinnam już więcej sobie ufać...

czwartek, 3 lutego 2011

"Towarzystwo wspierania biernego wypoczynku i Leżenia odłogiem."

Dziesięć Przykazań szczęśliwego Człowieka:


Człowiek rodzi się zmęczony i żyje, aby odpoczywać.


Kochaj swe łóżko jak siebie samego.


Odpoczywaj w dzień, abyś mógł spać w nocy.


Jeżeli widzisz kogoś odpoczywającego, pomóż mu.


Praca jest męcząca, więc należy jej unikać.


Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni wolnego.


Jeśli zrobienie czegoś sprawia Ci trudność, pozwól zrobić to innym.


Nadmiar odpoczynku nikogo nie doprowadził do śmierci.


Kiedy ogarnia Cię ochota do pracy, usiąć i poczekaj aż Ci przejdzie.


Praca uszlachetnia, lenistwo uszczęśliwia.


Suka jest z M.. zabije ją, nie ma opcji innej;) zniszczę jej szczęście. a ja myślałam, że żona jest moją przyjacióką... Kurwa. Może jednak lepiej, jeśli się przestała odzywać. :)

NASTĘPNYM RAZEM NIE BĘDE SIE ZASTANAWIAĆ CZY MOGĘ BYĆ Z FACETEM. PO PROSTU SE GO WEZMĘ. ALBO UKRADNE. W DUPIE MAM UCZUCIA INNYCH.

wtorek, 1 lutego 2011

:(

Jestem u kresu wytrzymałości. Tęsknię za A.. Co z tego, że znam prawde. Co z tego, że wiem, że to zabija. Ale chociaż na chwile jest fajnie... I ta chwila dla mnie jest bardziej cenna niż udawany, sztuczny uśmiech w trzeźwości. Po co stawiam sobie progi, których nie umiem przeskoczyć? Żeby wmówić sobie, że umiem się zmienić? Przestać się staczać? A jeśli tak naprawdę nie umiem, tylko gram przed samą sobą taką twardą? Wolę myśleć, że znów przegram tą walkę, niż uważać, że wygram i się znów rozczarować...

Dowiedziałam się ostatnio czegoś okropnego... Moja Babcia ma raka// Znów przeszywa mnie ten sam strach i niesamowity ból... Jak wtedy gdy dowiedziałam się że Bóg wydał na Niego wyrok śmierci, postawił kreske, mimo, że tak bardzo chciał żyć. Tak jak Ona chce..

Wczoram się upiłam, nie mogłam znieść myśli, że Ona też odejdzie...