"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."

niedziela, 26 czerwca 2011

"Zachłanna i zła, wciąż więcej chce.."

Nie wiem właściwie co napisać.. Byłam wczoraj na wiankach. Było fajnie, oprócz dwóch małych incydentów z dwoma typkami.. Moja ukochana Wisła była pełna ludzi, jakaś głośna muzyka, fajerwerki... ale Wianków nie było, może się spóźniłam, bo przyszłam po 23 grubo.. Siedziałam tak z Magdą do czwartej, piłam piwo.. Miałam w końcu czas do przemyśleń.. Śmiałam się, ale nie byłam pijana. Nie wiem, co on sobie myślał wyciągając swój "mega" przyrząd.. To jest jakieś chore... Przecież ani Ona ani ja nie mogłabym tak nisko upaść...
Czekam cierpliwie na jeden telefon, ale nie nadchodzi.. Może dlatego, bo ostatnio coś powiedziałam, że zbyt często dzwoni... może to źle? Nie chcę się znów uzależnić. Nie mogę na to pozwolić...

To wszystko mimo tych wszystkich rzeczy, które teraz robię spotykając się z nimi, wydaje się puste... nierealne.. Ale robię to, by nic nie przeoczyć, staram się żyć pełnią dnia i pełnią nocy, bo znów nie potrafię spać... Padam z nóg dopiero nad ranem jak jest jasno, ale to niedobrze.. Spotykam się z nimi by potem nie zabrakło mi czasu na pożegnanie.. chcę, by zapamiętali mnie dobrą. Ale nie wiem czy taka jestem... Mam tak bardzo mieszane uczucia, obawy i lęki przed nadchodzącą przyszłością...
Nie byłam u lekarza wciąż i wciąż ten strach jest silniejszy, silniejszy przed tą diagnozą nieodwracalnej śmierci.. ale mimo wszystko staram się o tym nie myśleć.. Coraz częściej nie mogę oddychać. Chyba to wszystko to kara za to jaka jestem i jaka pragnę wciąż być."Zachłanna i zła, wciąż więcej chce.."
Chciałam wszystkich przeprosić. Zmienić się... Nie bać się ludzi i tego co mówią, ale próbować być taka jaka byłam zanim stwierdziłam, że ona nie będzie mnie więcej poniżać i rozkazywać mi. To było cztery lata temu.. Od tamtej pory zmieniłam się, ale nie wiem czy na lepsze czy gorsze.. Może wrócić..? Ale czy to dobre rozwiązanie? Nie wiem co robić...
Muszę ich odzyskać, odzyskać w jak najszybszym czasie. Chociaż na moment się spotkać, powiedzieć "przepraszam", by potem nie żałować żadnej, żadnej chwili, która właśnie mija... Może ona być moją ostatnią chwilą, jutro może mnie tu już nie być. Więc proszę wybacz mi... Wybaczcie mi wszyscy mój pieprzony egoizm przez ten czas, kiedy chciałam się zmienić i być kimś zupełnie innym niż w rzeczywistości jestem..

Byłam dobra. Więc dlaczego za wszelką cenę chciałam stać się zła? 

Nigdy sobie tego nie wybaczę, jeśli zabraknie mi czasu na naprawę krzywd, które wyrządziłam...

piątek, 24 czerwca 2011

Asiu...

Chcę to skończyć. Nie potrzebnie znów zaczęłam, znowu nie umiem wytrzymać, znów się chyba uzależniłam. Żałuję kurwa, że znów znalazłam ten sens, który już nie był mi przecież potrzebny.. To był tylko sen, krótki, wspaniały, ale tylko sen. Muszę zacząć układać sobie życie na nowo... Ale będę żyć tymi chwilami, których nigdy nie wyprę z pamięci, wspaniałymi wspomnieniami... do końca moich chwil.
Żałuję, że wybrałam źle. Bo wybrałam źle... Ona by nie odeszła. Tym razem ja "odchodzę". Proszę nie mieszaj mi już w głowie.. nie wytrzymam tego. Stoję w kropce z której muszę się znów wygrzebać. Ile jeszcze mi zostało? Ale to jest żałosne... Nawet jej nie powiem jak mocno ją kocham. Nie zdąże. Ale może to chociaż przeczytać.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Wszystko...

Czasem jest źle.. Czasem jest dobrze.. Zrobiłam coś, czego nie powinnam, ale tak bardzo mnie ciągnęło... Tak bardzo tego potrzebowałam.. Ale nie żałuję. Było wspaniale i to aż kilka razy... Może to była ostatnia rzecz jaka przydarzyła mi się tu dobra..
Boli mnie serce.. ale już się do tego przyzwyczaiłam, ale nie potrafię znieść bólu tego drugiego... Jest coraz gorzej a do tego nie mogę złapać oddechu.. Ciągle się duszę, kręci mi się wciąż w głowie.. - nie potrafię tego zatrzymać, a przecież nic nie biorę, tylko piję. Ciągle wino i wino... Boję się, że się uzależnię, ale trudno.
Zmieniam adres bloga.
Nowe życie. Inne, lepsze życie. Może..
Nie chcę, by niektórzy mieli ten adres.. Dlatego zmieniam wszystko.
Aniołku, dam Ci nowy adres.. :) ale obawiam się, że załamiesz się tym co tam napisze. I nikt już więcej nie zobaczy, co tak naprawdę we mnie siedzi.Oprócz Ciebie Aniele... Jesteś jedyną osobą, która będzie wszystko o mnie wiedzieć. Cieszysz się?

środa, 15 czerwca 2011

Wszystko źle. :(

Myliłam się kurwa. Tak bardzo się myliłam, że potrafię, że mogę i że wreszcie jest dobrze. Owszem.. było przez jakiś krótki okres wspaniale, ale wczoraj znów coś we mnie pękło, znów nie umiałam powstrzymać łez.. aż w końcu sięgnęłam po ostrze, które pokazało na co je stać. Moja ręka jest cała poraniona, a moja dusza jest w jeszcze większych ranach.. nie potrafię skończyć tamtego życia. Nie potrafię się odciąć od przeszłości, która zabija.. Nie umiem spać, nie umiem zabić wspomnień raniąć swoje ciało.. Wróciłam do cięcia. To znów jest wszystkim kiedy jest źle.. Dlaczego? Gówno. Nie mam już siły żyć, udawać, że jest wspaniale... Wszystko wciąż mnie boli. Włosy wypadają mi garściami, głowa okropnie boli... I TO. To jeszcze bardziej... Boję się, że niedługo już będzie za późno na cokolwiek.. A ja wciąż nie umiem sobie wybaczyć przeszłości. Potrzebuję kogoś kto by mnie w tej chwili przytulił, porozmawiał, był przy mnie. Co ja zrobiłam? Co robię? Dlaczego? Nie umiem tego pojąć, przecież już zapomniałam, a teraz wszystko jak bumerang wróciło i znów cholernie boli. Czy kiedyś minie to co teraz czuję? Czy kiedykolwiek będzie normalnie? Czy alkohol jest lepszy od acodinu czy żyletki? Jestem nikim. Nie zasługuję na nic. Jestem tylko niepotrzebnym śmieciem, który zawadza.. Dobrze, że któregoś dnia już mnie tu nie będzie. Tylko do tego czasu muszę wszystko naprawić, a nie wiem jak się do tego zabrać.. Boję się do Niej odezwać, boję się, że znów powie mi "spierdalaj". A tak bardzo jej potrzebuję. :(
Chciałabym wszystkich przeprosić, naprawić te wszystkie błędy jakie popełniłam przez te wszystkie lata, kiedy było jeszcze "dobrze"- kiedy nic nie bolało.. Matka wysłała wniosek o ubezpieczenie NFZ, muszę je dostać jak najszybciej.. Chce sprawdzić ile jeszcze zostało mi chwil, by naprawić wszystkie krzywdy, które zrobiłam im.

niedziela, 12 czerwca 2011

Sczęście w nieszczęściu.

Żyletka okazała się zbyt tępa, by zabić sączący się ból.. Pozostały tylko dwa małe zaczerwienienia. ale może to lepiej? Czy liczy si to z jak wielkim bólem przechodzę przez każdy kolejny trzeźwy dzień? Bo już na to, to nikt nie spojrzy, nie zobaczy ile sił i energii zużywam, by nie wziąć, jak ciężko jest żyć w trzeźwości, myśleć, a przede wszystkim udawać, że jest dobrze. Jak ciężko jest zapomnieć w trzeźwości i być tak uśmiechniętym, tak wolnym...
Jeśli to ma być jedyna szansa... ja mam tego pełną świadomość... Nie musisz mi o tym przypominać. Niedawno byłam szczęśliwa... trzeźwa? Nawet nie miałam ochoty na papierosa. Wszystko się zmienia.. tylko czy na długo? Gdybym miała szansę, tylko małą szansę by naprawić wszystko... Ale czy kiedykolwiek będę ją mieć?
Było (i chyba jest) dobrze. Nawet dopiszę, że bardzo. Nawet jeśli to ma być tylko chwila, to i tak jest dobrze. Nie żałuję niczego. No może tylko tego, że Ona nie chce mnie znać. Tęsknię za nią. Cholernie. Ale chyba powoli dociera do mnie fakt, że już ją straciłam na zawsze.
Złamałam się. Nie wytrzymałam. Bez sensu, dlaczego? Przecież było tak dobrze, tak długo już wytrzymałam... I to przez co? Było mi cholernie źle, zadzwoniłam do Niej, chciałam się spotkać, pogadać, chciałam by mi wybaczyła. A ona powiedziała mi "spierdalaj" Może to lepiej, może tak miało właśnie być.
Chcę zrezygnować z terapii, marnuję tylko czas. A było tak pięknie. Jestem zbyt głupia, by być po prostu trzeźwa. Jestem zbyt naiwna.. A już wszystko zaczęło się tak układać. Żałuję tej chwili, że znów zasmakowałam pieprzonej tabletki "szczęścia", bo i tak jest dobrze, więc po co mi to było? Mimo, że się złamałam jestem szczęśliwa.Szkoda tylko, że to wszystko było takie sztuczne, tak udawane? Tak kruche? Ale mimo wszystko jestem szczęśliwa, jest mi tak bosko... I do szczęścia jest mi potrzebna jeszcze tylko jedna osoba. - Ona. Ale Ona nie chce mnie znać. I chyba nie ma dnia, by moja głowa nie pękała mi z bólu... Ciągle mam zawroty głowy, bóle serca.. boli mnie brzuch i to ostatnie..
Nie wiem już jak mam patrzeć, co mam mówić, jak mam żyć. Lubię ludzi, ale wolałabym, żeby ich nie było. Lubię tłum, ale lepiej jak jest pusto. Lubię rozmawiać, ale wolałabym być cicho..
Chcę zmienić adres bloga, nie zniosę już żadnych krzyków i skarg w moją stronę. Już nie..