"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."

wtorek, 30 listopada 2010

Gdybyś tylko wiedział...

Nie wiem kto napisał mi pod notką słowa:
 "dlaczego próbujesz szukać sensu tam gdzie go nie ma?
dlaczego szukasz go w innym człowieku?
dlaczego chcesz odzyskiwać kogoś przez kogo teraz cierpisz?
dlaczego chcesz żyć dla niego a nie dla samej siebie?
dlaczego nie znajdziesz sensu w sobie?


Znajdź sens W SOBIE, żyj DLA SIEBIE, a nie dla kogoś, podnoś się DLA SIEBIE, nie poddawaj się DLA SIEBIE. przecież byłoby cudownie. zrób tak!"

Może one są prawdą... Ale jak znaleźć sens, kiedy życie tak mocno boli? Staram się nie myśleć o przeszłości, która nie daje zapomnieć, żyć jak inni i przestać. Ale to nie jest takie proste... nie sądziłam, że tak trudno zapomnieć. Ale wierzę, że któregoś dnia przestanę się obwiniać. Wierzę, że wygram z tym bólem, że to co było przestanie iść krok w krok w moją stronę. Któregoś dnia to zniszczę, spalę wspomnienia i wyjdę na prostą. Ale czy do tego potrzeba tylko wiary i nadzieji?
Ah.. jestem głupia. Za wiele mnie dręczy.. za wiele ludzi okazało się zbyt fałszywych.. Za dużo pragnę wymazać z pamięci...  Za dużo chcę zapomnieć. Zbyt długo czekałam na zmiany i wciąż nie widzę sensu w dalszym istnieniu.. Nic nie zmieniłam? Zmieniam siebie. Z każdym dniem coraz bardziej upadam, potrzebuję kogoś kto pomoże mi powstać, kto nie zniknie i będzie trwać..Kto nie okaże się kolejnym fałszywym draniem.. kto poda rękę, kiedy zacznę tonąć a nie pomoże spaść na samo dno.. Nie potrzebuję łaski, ani udawanych uśmiechów  i słów które nic nie zmienią. Ja nie rzucam słów na wiatr, po prostu to co mówię jest prawdą. A jeśli uważasz, że Twoje uczucia i myśli są inne niż myśle... Ale ja wiem, co czujesz. Pewnie w to nie wierzysz, ale wiem, że tęsknisz. Tak mocno jak ja. Tylko się boisz zaryzykować, bo co? Gdybym tylko mogła Ci to wszystko udowodnić, bo wiem, że słowa nic nie znaczą... Mogą to być przecież puste słowa, które są ubrane w kłamstwa.. Ale moje słowa są inne. Nie jestem z tych co kłamią i bawią się uczuciami innych. Nie jestem z tych co mówią kocham, jeśli tak nie jest...  A ja wciąż nie wiem co zrobić żeby Ci to udowodnić.. Może jestem zbyt naiwna wierząc, że się uda i że Ty nie jesteś z tych co obgadują za plecami. Może.. Ale to Ty mi to udowodnij. A ja Ci udowodnie jak mocno... Gdybyś tylko spróbował. Gdybyś tylko chciał dałabym Ci cały świat. Ale nie chcesz, albo udajesz, że nie chcesz. Przecież widziałam to w Twoich oczach, a słowa są tylko po to, by zagłuszyć to co jest w środku... Jeśli chcesz coś zmienić odezwij się. Ja już zrobiłam wszystko. Wiem, że mogę więcej, ale nie chce.  Teraz Twoja kolej. Ja wciąż czekam. Dlatego dałam Ci spokój. Wybór należy do Ciebie.  Wiesz, że potrafię być cierpliwa i czekać.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Łzy smutnego, białego śniegu.

Muszę jakoś zagłuszyć w sobie ten okropny żal i pustkę... tą pieprzoną tęsknotę za Nim. Nie mogę znów pozwolić sobie na tak wielkie załamanie, muszę jakoś to przeżyć... dlatego znów jestem na haju, żeby mnie myśleć... Choć znów tak mocno boli...Nie chce czuć już nigdy więcej tak wielkiego bólu... A postanowiłam sobie, że już nie będę zapominać, że nie będę zapominać chociaż w ten sposób.... Obiecałam sobie, ze to już był ostatni raz... ale jednak nie.. Znów musiałam wziąć.

Ale... muszę się podnieść... Pokazać, że potrafię, pokazać, że chcę, że mogę... Mój Boże! Próbuję zabić ten ból, ale czuję, że umieram powoli... Krwawię w środku, krzyczę... Ale czy kogoś to obchodzi?! Bardzo ciężko mi się pisze.. Litery stają się zamazane.. nie widzę... muszę poprawiać co drugie słowo...
Pamiętasz mnie przed? Zgubiona w środku szukam ukojenia i wyjścia, ale nie potrafię go znaleźć. Pomóż. Bo chyba zgubiłam się w tych kłamstwach, w tłumie tego fałszu i złowrogich spojrzeń... Z każdym kolejnym dniem umiera we mnie jakaś część.. Taka, która już nie powstanie, nigdy nie ożyje.Z każdym dniem zmieniam się na coraz gorszą.. Jestem zbyt tępa by podnieść się o własnych siłach.. by w ogóle powstać i żyć przyszłością.. Każdy dzień to dla mnie koszmar.. Z każdym dniem uświadamiam sobie jak bardzo nie pasuję do tych ludzi i do tego świata... Moje życie jest po prostu żałosne..Składa się z bycia. I tylko bycia.. Wszystko w okół zdaje się nie istnieć... Ja wydaję się żyć pomiędzy nimi wszystkimi, jestem tylko przykrywką, by nikt nie odgadł moich myśli i uczuć. Pamiętam tylko kilka tych szczęśliwych chwil... które wydawały się snem na jawie, myślałam: " w końcu jest ktoś kto doskonale mnie rozumie..." Ale to chyba był tylko mój wymysł, wytwór mojej chorej wyobraźni... Ale chyba jest już za późno.. On stał się wszystkim, stał się ukojeniem dla mojej duszy, ukojeniem dla mojego serca... A teraz? Jak zabić ból? Tęsknotę? Jak zabić uczucie?


Słucham Amaranth...

środa, 24 listopada 2010

.

Muszę przestać zapominać w ten sposób... Muszę przestać żyć ciągle w nietrzeźwości... Ale boję się, że nie zdołam. że znów nie wytrwam... ale spróbuje. Przecież nie mogę go zawieść... Jej też nie mogę zawieść... Obiecałam. I muszę dotrzymać słowa. Wyjdę z tego, odzyskam go i będę w końcu... żyć.  Żyć dla niego. Znów bym miała sens... Miałabym dla kogo żyć i się nie poddawać... Byłoby cudownie. Zrobię tak!
 Przestanę żyć przeszłością, zamknę w końcu ten rozdział, przez który zaczęłam się staczać... Przestanę myśleć, że to była moja wina... Wiem, że w głębi duszy  mam siłę to skończyć. Tylko muszę wydobyć ją jakoś ze swojego zranionego wnętrza.. Przestanę się zadręczać tamtą chorą sytuacją... Przestanę myśleć, że to była moja wina... Teraz, po tylu miesiącach obwiniania się za to, chyba dotarło do mnie, że to on jest chory i powinien się leczyć, a nie ja, ja przecież nic nie zrobiłam, nie prowokowałam go, nie patrzyłam się na niego jakoś inaczej... Zachowywałam się normalnie.. Nie mogę już więcej myśleć tak, jak myślałam dotychczas. A może nawet kiedyś odwarze się go oskarżyć... Przestaję ćpać, pić do nieprzytomności, wyrzucam wszystkie ostrza i żyletki. Nie kupię już acodinu, nie węzmę nic, bo muszę zacząć w końcu żyć.... a nie tylko istnieć, muszę pokazać, że dam radę, że jestem silna...

wtorek, 23 listopada 2010

Czujesz to co ja?

Nie jestem ćpunem... Przecież robię to żeby zapomnieć, przestać się obwiniać.. Nic nie rozumiesz. Nigdy nie byłeś w takich sytuacjach jak ja. Nigdy nie chciałeś wymazać przeszłości z Twojego życia. Twoje życie jest cudowne.. Masz normalną Mame, normalną siostrę. Nikt nigdy Ci nie ubliżał, nie czułeś się jak śmieć. Nigdy nie zobaczyłeś co tak naprawdę znaczy samotność wśród ludzi, którzy ponoć powinni Cie kochać. Nigdy nie widziałeś na ich twarzach szyderczych uśmiechów, triumfu zwycięstwa, że zwyciężyli niszcząc Cię. Nigdy nie zaznałeś krzywdy, która rani wnętrze duszy, której już nie zapomnisz. Nigdy nie było tak, że musiałeś ukrywać łzy żeby myśleli, że jest dobrze... bo bałeś się, że popatrzą tym swoim wzrokiem pełnym nienawiści i złości za to, że w ogóle jesteś. Nigdy nie bałeś się ludzi. Nigdy nie bałeś się odezwać myśląc, że znów zostaniesz wyśmiany i sponiewierany. Nigdy nie chciałeś być złym człowiekiem bo nigdy nikt nie pokazał Ci swojej wrogości w stosunku do Ciebie. Nigdy nie musiałeś ukrywać prawdy , która tak mocno rani Twoje wnętrze. Nigdy nie czułeś się odtrącony... Nigdy nie musiałeś ukrywać swoich uczuć i pragnień.Nigdy nie pragnąłeś tak bardzo kogoś kto by Cię ochronił przed złem... bo zawsze go miałeś. Nigdy nie pragnąłeś prawdziwej i szczerej miłości bo ją ciągle miałeś. Nigdy nie było tak, że czułeś się nikim. Nic niewartym wrakiem... Nigdy nie słyszałeś słów, które mogą zniszczyć wszystko co masz w sobie dobrego bo zawsze ktoś był kto mógłby Cie przed tym ochronić. Nigdy nie zobaczyłeś czym jest pragnienie śmierci... bo nigdy nie byłeś na krawędzi nienawiści do nich i do samego siebie.  Nigdy nie poczułeś ostrza wrzynającego się w skórę bo nigdy nie bolało Cię życie. Nigdy nie chciałeś upić się do nieprzytomności, żeby nie myśleć jaki jesteś beznadziejny i głupi, bo nigdy nikt nie dowiódł, że taki jesteś. Nigdy nie żałowałeś, że rankiem znów otwierasz oczy, bo zawsze miałeś obok kogoś bliskiego kto powie, że jest... Nigdy nie chciałeś zabić tęsknoty w środku poranionej duszy, za kimś, kto był i zniknął tak nagle i nieoczekiwanie, kiedy myślałeś, że chociaż zdążysz się pożegnać, powiedzieć tych pare ważnych słów...
Teraz wiesz dlaczego pragnę przestać myśleć? Dlaczego chcę przestać istnieć? Dlaczego biorę acodin? Dlaczego piję, czy wyciągam ostrze? Ty nigdy nie miałeś takiego życia... więc nigdy tego nie zrozumiesz.... Pomyśl, jak ja się czuję? Jak mogę się czuć? Z jakiej racji stwierdziłeś, że widzisz obłęd w moich oczach..? Co ja Ci zrobiłam? Za co mi to robisz? Jestem psychiczna? Być może. A dlaczego? Nie pomyślałeś dlaczego? A teraz wiedz, że nie potrafiłabym nikogo skrzywdzić... Nigdy nie umiałabym powiedzieć jaki ktoś jest, nawet jeśli nienawidziłabym go z całych sił... bo wiem jak mocno bolą słowa, które są złe. nigdy nie umiałabym skrzywdzić nikogo. Ale myśl jak chcesz.
Ale ja wiem, że potrafię przestać. Tylko potrzebuję kogoś, kto będzie wierzyć, że dam radę...

poniedziałek, 22 listopada 2010

Ta tęsknota jest nie do zniesienia... Gdybym mogła tylko cofnąć ten czas... Nie mogę już. Kurwa. Czy ja nie zasługuję na drugą szansę? Po co to wszystko? Chyba mój świat umarł... Kiedy mój mały, dotychczas beznadziejny świat zaczął nabierać kolorów, musiało się wszystko zjebać... Czy to ja zniszczyłam? ! Dlaczego nie mogę po prostu być szczęśliwa? Co ja robię źle? :( Dobre myśli już dawno przegnał wiatr.. Dlaczego ja nie umiem bawić się uczuciami innych? :( Już myślałam, że ten okropny czas w moim życiu jest tylko wspomnieniem... a tu nagle znów to wszystko wróciło... Nie mam siły kurwa. :( I chyba zrealizuje swoje wczorajsze marzenie... Kupię pięć paczek acodinu i wezmę wszystko naraz... Może mi ulży. Może serio nie powinno mnie już tu być?

czwartek, 18 listopada 2010

Udawanie uśmiechu jest zbyt żałosne, by go dalej przyklejać...

Po co otwierać oczy, po co śnić, po co marzyć, po co żyć? To nie ma sensu... Jutro wypisuje się ze szkoły ... Nie mam na to siły. :(  Jestem zbyt głupia i wiem, że będę tego żałować. Ale co mam zrobić kiedy brak mi sił? Chcę umrzeć. Zaćpać się na śmierć. Albo umrzeć bezbolesną śmiercią... Wciąż w mojej głowie, że tak będzie lepiej. Najpierw separacja od ludzi, potem pozory, że nie mam nic na koncie, że nie mam czasu zajrzeć do kompa... - Słowa topione w kłamstwach... ale oni są tempi i nic nie zauważą. Kiedy zniknę im z oczu zniknę także z ich skamieniałych serc. Pójdę tam, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Tylko muszę znaleść w sobie odwagę... Za późno, by zawrócić na tą właściwą drogę... Miałam nie robić głupot, a zrobiłam kolejne.

wtorek, 16 listopada 2010

W głębi serca, rozpaczliwie poszukuję kontaktu z Tobą..

Nie poszłam. Znów nie poszłam...

Skończyłam to. Raz na zawsze, tak mi się wydaje.. Ona skończyła z tamtym, a ja z Nim. Koniec z płaszczeniem się, płakaniem, błaganiem... Nie chce? To niech spierdala! Zrobię sobie suwaczek ile się do niego osobiście nie odzywam :) Mimo, że będzie ciężko. Cholernie ciężko... Ale dam rade. Muszę. Nie zniszczy mnie to kolejny raz. Już się nie dam. :)  "a jeśli Go nie ma, to serce nigdy nie pęknie mi z miłości." No właśnie nigdy.  Więc czym ja się przejmuję? Nie pęknie, bo go już nie ma. Jakie to uczucie żyć bez serca? Ja musze.. bo już go nie mam... Już nie skrzywdzą mnie żadne słowa, gesty... Mimo, że już dawno skończyłam tamten rozdział. Już napewno nie. Już nikt nigdy nie zawładnie moimi uczuciami.... Obiecuje... Ale ile musiałam sobie to obiecywać na darmo i znów się zawieść? Zawieść by zrozumieć? By zrozumieć, żeby nie dawać nic, nawet cząstki siebie tym chujom? Musiałam znów poczuć jak to boli.... Jak mocno może ranić uczucie do drugiej osoby? Jeśli sobie pozwoliłam na to uczucie, to teraz ile będę musiała poświęcić, by znów zapomnieć? Rok? dwa? Pięć lat?! Dlaczego Boże znów..?!
Dlaczego?! Dlaczego każesz mi zapomnieć?! Dlaczego odtrącasz to, co sam próbowałeś rozpalić?!  I rozpaliłeś?! Myślisz, że zapomnę z dnia na dzień? Myślisz, że ja umiem tak żyć? Dlaczego każesz mi znów czuć ten okropny ból w duszy..? Co Ci zrobiłam mówiąc, że Cie kocham..?

poniedziałek, 15 listopada 2010

Ja i On, Ona i tamten...

Dwulicowa?
Nie, po prostu chciałam dowiedzieć się co On tak naprawdę do Ciebie czuje, czy coś naprawde czuje czy tylko udaje.... No i się dowiedziałam. Zadzwoniłam do niego, udawałam, że byłam pod wpływem, spytałam... i wyszło szydło z długo ukrywanego worka. On chce Cię tylko zaliczyć.... TYLKO zaliczyć. Mówił mi, że traktuje Cię tylko jak małolatę, jak koleżankę, którą musi przelecieć i nic więcej, że tylko spotyka się z Tobą, żeby w końcu Cię dorwać, żeby namówić, żebyś zrobiła to z nim. A jeśli się z nim nie prześpisz? Znajdzie sobie inną, Ty jesteś tylko po to, żeby wyładował swoje jebane napięcie. Chcesz tego? Chcesz, żeby Cię wykorzystał? żebyś właśnie Jemu oddała tą ważnę część siebie? Ten jeden pierwszy najważniejszy raz? Chcesz potem tego żałować? Cierpieć? Jeśli tak, proszę bardzo. Jeśli nie, zerwij z nim jakikolwiek kontakt. On nie jest dla Ciebie. Bawi się Tobą i chce od Ciebie tylko jednego.. Ale jeśli nie chcesz mi uwierzyć, to nie. Sama się przekonasz, ja nie będę Ci wchodzić w tą bezpowrotną drogę. Będzie Cię to boleć, jeśli nie posłuchasz mnie, tylko jego pieprzone słowa.... Ale to już Twój wybór.. Twój wybór. I jeśli On mówi Ci, że Cie kocha, czy że mu zależy, kłamie. Sam się przyznał.... Ale komu uwierzysz? Mnie, tej która nigdy by Cię nie okłamała, czy Jemu, temu staremu trzydziestoletniemu prykowi, któremu tylko jedno w łbie? Sama wiesz, że mówię prawdę... Sama mówiłaś, że któregoś dnia chciał tylko przyjść do Ciebie jak to określiłaś powiedział "No to teraz będziemy się kochać" czy jakoś tak... ale ja tylko mówię. Co zrobisz Ty, to zrobisz. Nie namawiam, tylko nie mów potem, że nie ostrzegałam..

Napisałam do Niego.. cholera, znów... ale nie, nie poddam się. Jemu nie chodzi tylko o jedno. Będę walczyć do utraty sił... Dopóki starczy mi sił, by walczyć... Nie poddam się, chce być w końcu szczęśliwa. A wiem, że wybieram dobrze... I on też kiedyś zrozumie, albo kiedyś nadejdzie taki moment, że może jednak... Bo wiem, że Jemu nie zależy tylko na jednym, tak jak temu powyżej.... Nie mówi "kocham" bezpodstawnie, tak jak tamten. Ale ona przekona się prędzej czy później, jeśli mnie nie posłucha, jeśli nie uwierzy.... Ale nie będę Jej naciskać, mówić, że On jest zły, niedobry, że chce tylko zamoczyć. Ona się przekona w swoim czasie, że mówiłam prawdę, że to ja jednak miałam rację....
Bo przecież ten pierwszy raz jest wyjątkowy i musi być z kimś kogo naprawdę się kocha...
Bo jeśli nie, Ona stanie się jak moja siostra czy Di, że będzie chciała z każdym.... Nie zniosę tego, jeśli Ona go posłucha, zrobi to z nim, a ten ją skrzywdzi.. I przez niego Ona poczuje ten smak... ja wiem, że jest zajebiście przyjemnie (jeśli oczywiście coś się czuje) ale nie tak z pierwszym lepszym... On stwierdził, że z Nią nie jest. A ona nadal upiera się, że to jest jej facet... No, ale cóż. Sama przekona się w swoim czasie.

niedziela, 14 listopada 2010

Boję się.

Mówiłeś kocham. Dlaczego? Bo chciałeś mnie zaliczyć? Upiłeś mnie, nie pamiętam co robiłam. Dręczy mnie to... Pamiętam tylko przebłyski, że kupiłeś gumki... Boję się. że zrobiłam to z Tobą, a Ty sie nie chcesz przyznać.... Boję się że to wszystko nie wydaje się tylko moim snem. Boję się, że jednak... Boję się, że to wszystko było dla Ciebie zabawą.. Powiedz mi prawdę. Zrobiłam coś..?

piątek, 12 listopada 2010

:(

Nienawidzę swojej matki! Znów dowiodła, że ma mnie gdzieś, niech spierdala. Kasę na aco zdobędę w inny sposób. Nie potrzebuję od niej nic, nie obchodzi mnie ona. Nie potrzebuję jej łaska, pierdol się. Odpierdol się raz na zawsze... Jeśli to czytasz, to wiedz że mam Cie w dupie. Wisisz mi i powiewasz. Nienawidze Cię za przeszłość.  Gdyby Ci zależało nie pozwoliłabyś mi czuć się śmieciem. Ale mam już w dupie Ciebie i Twoje zdanie. I nie chce nic naprawiać. I nie rób nic w tym kierunku bo i tak nic nie naprawisz. Nic nie zdziałasz. I będę brać, ćpać, chlastać się, chlać a Tobie nic do tego. Znów mam ochotę.... Pierdolcie się wszyscy.
Kocham Cię A. :*
Zawsze chciałam się zmienić. Odkąd pamiętam, chciałam być zła.. Ale nie potrafiłam. I znów mnie wychujano, znów mnie zdradzono. Znów cholernie boli. Dlaczego ja tak nie umiem? Chciałabym to ja zadawać ból... Muszę się zmienić. Nie będą mnie więcej nazywać egoistką bezpodstawnie. Po prostu taka będę. Będę chociaż wiedzieć, że taka jestem, że zasługuję na miano tego słowa... Ale znów łzy. Znów czuję się podle... Jak potrzebuję z kimś pogadać to nikogo nie ma.... Znikają jak kamień w wodę...
Czuję, że pomimo tego, że ich znam, tak naprawdę nie znam wcale... Nie wiem już komu ufać, wierzyć, komu powierzyć wszystkie moje tajemnice... I kto mnie nie zawiedzie. Dni mijają, bo muszą minąć, ale ja tego nie czuje.. Nie czuje, że żyje... Monotonia życia, udawany uśmiech... Udawane szczęście.  Udawane życie... Już nie potrafię być sobą... Ciągły strach w duszy, ciągle słychać kłamstwa w ich słowach.... Ale ja ciągle myśle, że może tym razem się nie zawiode? Może warto? Ale i tym razem przekonałam się, że nie warto. Nie warto walczyć... Nie warto być dobrym. Bo skrzywdzą! Nie chciałam w to wierzyć, ale jednak... Muszę być zła, żeby przetrwać, żeby nie czuć tego bólu....Muszę udawać. Żeby być jak inni. Nie chce czuć strachu. Nie chce czuć wstydu.. Nie chce znów czuć się tak... cholernie podle. Nie potrafię już żyć i cieszyć sie życiem. Udaję, bo trzeba udawać, już się przyzwyczaiłam do tego.... Ale do cholery! Dlaczego muszę być zła? żeby nie bolało? Tak Ada, żeby nie bolało.... Niech poczują, że ja też umiem być zła...

Ta świadmość, że Ona ma Ciebie zawsze, a ja mogę nie mieć nigdy, jest najgorsza z możliwych.... Za bardzo mi Ciebie przypomina. Nawet tym, że jest Twoją siostrą...

środa, 10 listopada 2010

koniec z tym.

Kiedy powiedziałam Ci, że Cię nienawidzę... - kłamałam. kiedy powiedziałam Ci, że nie chcę Cię znać, też kłamałam... Już wolałabym żebyś był z nią i żeby już to tak nie bolało, niż ujrzeć prawdę, pomiędzy nietrzeźwością z mojej, a udawaniem i fałszem z Twojej strony. Nigdy nie spodziewałabym się po Nim tego, że cały czas kłamał.... Ale dobra, już Ada, przestań się zadręczać! Nie jest Ciebie wart...   Pamiętaj, nie jest. I kiedy się odezwie, a Twój ból już będzie trochę mniejszy, co zrobisz? Znów mu wybaczysz i uwierzysz?! O nie! Ada! Tyle razy Cię oszukał, wypaplał największą tajemnicę, powiedział psom, że chcesz zniknąć, wsadził Cię do szpitala, był z S kiedy wiedział, że cholernie Ci na Nim zależy, miał z Nią zerwać, a Ty znów mu uwierzyłaś, bo co? Bo myślałaś, że będziesz w końcu szczęśliwa? że On jednak jest normalny? że wszystko co mówił robił jest jednak prawdziwe? Dlaczego uwierzyłaś Mu, że naprawde Cię kocha? Po tym, jeśli po tak bardzo krótkim czasie oszukał Cię tyle razy? Dlaczego wciąż Mu wierzyłaś? A teraz? Co zrobisz teraz, jesli Go kochasz, a On przyznał, że się Tobą tylko bawił? Bawił od początku? Nie, nie mam zamiaru... nie mam zamiaru już Mu tego wybaczać! Będę silna, nie będę się do niego odzywać, sam zatęskni. Przecież zawsze tak jest... I wtedy to On będzie walczyć, ja już nie. Odpuszczam... za dużo wylałam łez za nim, za dużo o Nim myślałam, za bardzo tęskniłam, za mocno czułam znów ten ból...a miałam już nigdy nie czuć się tak mocno oszukana, miałam nie wierzyć. i już nie będę. Koniec z tym. Może kiedyś.... ale napewno nie teraz, nie teraz żeby Mu wybaczać..... za mocno boli. i pomyśleć, że jeszcze wczoraj myślałam, nad prezentem na jego urodziny....żeby co? żeby było Mu miło? Nie, nie, nie! Nawet życzeń Mu nie wyślę tego dwudziestego piątego listopada... Nie zrobię z siebie idiotki, kolejny raz. Już nie. nie będę srać za kimś, kto nie jest mnie wart. Bo stwarzał pozory. Od początku stwarzał jebane pozory, że Mu zależy...a tak naprawdę ściemniał, chciał zobaczyć moją reakcję, a ja głupia wierzyłam Mu w każde słowo, bo co? Bo myślałam, że jest normalny? Nie, nie jest. I musisz w końcu to zrozumieć.... Żaden facet nie jest normalny i tylko udaje. I musisz w końcu to zrozumieć.

A teraz smile... ;) Jeśli ma się wszystko odwrócić, to się odwróci samo. Nic na siłę. Nie pokazuj Mu więcej, jak mocno Ci na Nim zależy. Teraz jest mi lżej...

wtorek, 9 listopada 2010

Źle mi jest....

Czuję, że nie dam rady... Brakuje mi powietrza, sił do walki... Nawet sił do fałszywego uśmiechu... Poddaję się- znów chcę zapomnieć. Tak wiem, idę na łatwiznę... Jestem zbyt słaba, by jeszcze próbować walczyć o normalny dzień... Bo nie mam już pojęcia jak... Po co iść krętą drogą, kiedy ma się tą prostą, która i tak prowadzi do tego samego... do zatracenia się w beznadziejności...  Po co żyć w trzeźwości i się obwiniać jak można nie myśleć, nie czuć... Wtedy nikomu nie zawadzam... Nie tęsknię, nie płaczę, nie obwiniam się za wiele różnych trudnych spraw i wspomnień... Nie czuję wtedy, że to, że zniknął było moją winą...  Ostatkiem sił, próbowałam to zmienić... ale chyba to i tak nic nie dało. Straciłam Go... :( Kurwa ... Ta Jego nieobecność tak bardzo boli...  Nie potrafię się z tym pogodzić i głupia dalej wierzę, że można wszystko odwrócić, zrobić tak żeby było dobrze... Ja wiem, że obiecałam Mu, że się nie poddam, że nie wezmę więcej tego gówna... Ale już sobie nie radzę.. Ta tęsknota, te wspomnienia i ta przeszłość powoli, ale skutecznie zabijają resztki moich pozytywnych uczuć, tego że chce wyjść z tego bagna, zacząć robić wszystko, by było dobrze... ale jak jeśli Jego tu nie ma? Znów nie mam siły. Znów wszystko straciło sens. Kocham Go. A nie brałam od ponad tygodnia. Wybacz..

 Jak to szybko minęło... Żałuję, że cztery lata temu pozwoliłam sobie na to wszystko. Gdyby nie to, może moje życie byłoby lepsze, szczęśliwsze... Gdybym nie dopuściła do tego stanu w jakim ciągle jestem... Ale może dlatego On każe umierać mi każdego dnia.. Przez to, że wtedy się załamałam...

Dwudziestego grudnia minął trzy lata odkąd Go nie ma...
Trzydziestego pierwszego grudnia, cztery lata odkąd dowiedziałam się, że ma raka... Tak bardzo żałuję, że Cie nie uratowałam.. Gdybyś był. Gdybyś tylko był... byłoby zupełnie inaczej, kocham Cię, Aniele... Ciągle Cię pamiętam, choć czasem nie mówię...

poniedziałek, 8 listopada 2010

:(

Zrobiłam coś głupiego... Ale musiałam, żeby przestać zadręczać się znowu. Może to i lepiej? nie chciałam potem żałować, że nie zrobiłam nic, żeby go znów przyciągnąć do siebie... Najwyżej nic to nie da. Ale ja będę fair w stosunku do siebie, bo przecież trzeba walczyć....o coś czego się pragnie. I narazie jest dobrze, narazie nie sram... może wszystko się odkręci... może jednak... Boże pomóż mi....

Nie mogę przecież Go stracić. Boże, nie pozwól na to...
Tato, Ty też coś zrób... bo wiem, że potrafisz. Zawsze umiałeś wyjść z każdej sytuacji obronną ręką...

Myślę, że to nie było prawdziwe przez cały ten czas, tak bardzo się tego boję..
Jeżeli upadnę, to znów wszystko będzie stracone. Tam jest moje miejsce. Zawsze było, nie potrafię już normalnie żyć, potrzebuję kogoś by mnie uratował. Pozwól odejść tam, gdzie jest moje miejsce, gdzie zawsze pragnęłam pójść. Nie będzie już nigdy światełka, by wskazało mi drogę, którą mam iść... Bo to Ty byłeś tym światłem, które pokazało mi, jak dobrze jest żyć... Zawsze wiedziałam, że tak skończę, że zostawisz mnie, że znikniesz, jak niedokończony sen... Ocal moje życie, zmień moje myślenie, daj iskierke nadzieji, by znów było dobrze...

"Uwierzę we wszystkie twoje kłamstwa,
Tylko udawaj, że mnie kochasz...
Spraw bym uwierzyła, zamknij oczy
Będę dla Ciebie wszystkim!

Jesteś tylko Ty i każdego dnia chcę Cię więcej.."

Źle, źle źle mi.... :( :( :(

niedziela, 7 listopada 2010

Co robić mam, kiedy nie widać sensu...

Ja już nie widzę sensu.. Już nie widzę sensu w czymkolwiek. Nie mam siły wstawać, otwierać oczy, patrzeć na ten szary, beznadziejny świat... Nie chcę już nic, oprócz tego by zniknąć z oczu i z ich myśli... Czuję się tak podle.. tak źle... tak cholernie źle. Nie mam siły na nic, chcę po prostu przestać istnieć.... Kocham Go. Tak bardzo Go kocham.... Za wiele by mówić, dlaczego chcę znów zaznać wolności w zaświatach, po prostu nie mam siły już tu być.... Jego nie ma. Zniknął. Odszedł z mojego życia....zostawił mnie znów na pastwę losu, samą... z tym wszystkim.. :( A ja po prostu chciałam być szczęśliwa, chciałam by On był szczęśliwy. :( Dlaczego Boże każesz mi znów przez to wszystko przechodzić?! Myślałam, że chociaż raz dasz mi zaznać prawdziwego szczęścia, a nie udawania i fałszu.... Myślałam, że zsyłasz mi Go, by podnieść się i walczyć o każdy zajebisty dzień, jaki był kiedy On był obok.. Był?! Dlaczego Boże każesz mi znów płakać i się obwiniać, że zniknął ktoś kogo pokochałam?! Dlaczego teraz, nagle jak uświadomiłam sobie, że Go kocham.... Dlaczego nie wcześniej? :( Boże, powiedz mi co chcesz przez to mi pokazać? Za co znów odbierasz mi osobę, która stała się dla mnie naprawdę ważna? Dlaczego jesteś taki podły w stosunku do mnie? Pragnę zniknąć.... Bo wiem, że nie dam rady,, Nie dam rady bez Ciebie... :( Bo tylko Ty dawałeś mi to światełko, które zobaczyłam, dzięki Tobie.... A teraz co mam zrobić?! Jak żyć..? Nie potrafię przestać Cię kochać.... :( Kocham. Naprawdę Cię kocham.... ;(

piątek, 5 listopada 2010

Nie spałam znów całą noc... Łzy same spływały mi znów po policzkach, ale dlaczego? Przecież znów czuję się szczęśliwa... Jednak boję się, że On się bawi nie nią, a mną.. A jeśli się okaże, że On z nią nie zerwie? Nie zostawi jej? Znów zniknie ode mnie? Tak cholernie się tego boję.... Jeśli udaje, że mu zależy, a już będzie za późno by zawrócić..? Nie chce go stracić.... bo tylko On i Ty dajecie mi siłę do walki... Nie chcę czuć znów tej pustki, jaką czułam wtedy, gdy on zniknął.... Spróbuję się ogarnąć. nie brać aco, nie pić wódki, nie chlastać się kiedy będzie mi cholernie ciężko.... Tylko co ja wtedy zrobię? Dziś już nie mogłam wytrzymać, wstałam rano o szóstej po nieprzespanej, zapłakanej nocy i zapaliłam papierosa w kuchni.... nie miałam siły ogarnąć się, wyjść z domu... Chciałam się zaszyć i zniknąć. Ale dlaczego tak znów się dzieje? :(

czwartek, 4 listopada 2010

If I smile, and don't believe...

Czuję, że jestem nic nie warta... Myślę, że to spotkanie z nim i tak nic nie zmieni... Jestem głupia. Mój Boże.. co ja tu jeszcze robie pośród tych fałszywych twarzy? Chciałabym popatrzyć na nich wszystkich z góry... Być u Niego, być tam razem z Tatą. Przestać zawadzać, zarażać ich swoją beznadziejnością i tym jakim wrakiem jestem. Nie mam siły. To i tak nic nie zmieni... Już jest za późno....
Jeszcze nie mam żadnego papierosa... A tak bardzo chciałabym zapalić.

środa, 3 listopada 2010

Przemyślenia, myśli, moje życie i jego sens...?

Nowy miesiąc, nowa paczka acodinu, czy nowe życie? Boli mnie serce... Chyba powoli w środku zaczynam umierać... Żałuję, że to wszystko tak się potoczyło... że wzięłam ten jeden niewinny raz i poczułam smak nietrzeźwości i nie obwiniania się za wszystko. A teraz? Co ja z siebie robie i jak wyglądam? Tylko dlatego żeby nie czuć się dziwką i nie pamiętać tamtych chwil..? Dlaczego tak nisko upadłam?  Kto pomoże powstać i wziąć się w garść? Kto przyjdzie i nie ucieknie? Kto zrozumie to co ja czuje w środku? Kto tak naprawdę zrozumie dlaczego to robiłam? I pytanie do Was: Co wy robilibyście na moim miejscu?
Pomóż mi... To tak mocno uzależnia...Bądź przy mnie, nie odchodź, nie opuszczaj mnie. Nie chce być sama jeśli będę trzymać w ręku to gówno i błagać o to by nie wziąć...by mieć w sobie tyle siły by jednak się nie poddać i nie próbować już zapomnieć tamtej przeszłości. A jeśli będę pragnąć znów zapomnieć....i nie wytrzymam? Chcę byś był. I wtedy byś mnie powstrzymał...
Bo wczoraj wzięłam 40. Nic nie pamiętam, nie  ogarniam tego co działo się wczoraj.... jeśli nie ma Go, to jak ja wytrzymam? Obiecałam Mu, że nie będę brać....ale jeśli On będzie i mi w tym wszystkim pomoże....Ale zniknął...jak mógł? Boże?! Dlaczego Mu na to pozwoliłeś? Nie chcę myśleć o tym co zrobiłam źle, i czy cokolwiek to ja zrobiłam źle?
Mam już dosyć chodzenia do tej całej szkoły, patrzenia na te twarze pełne złości i nienawiści do mnie i do tego co robię. Patrzyć na nich i wiedzieć, że robią wszystko by się podlizać, a potem zrobią tak żeby znów mnie tak mocno zabolało.... Chce przestać myśleć, ale żyć. Zapomnieć o przeszłości, ale żyć w trzeźwości. Chcę poczuć się wolna, ale już się nie niszczyć.... Ale czy tak się da?

poniedziałek, 1 listopada 2010

Trupy na dnie rzeki.

Czujesz to?
Tą wielką pustkę i żal? Tą nienawiść do siebie i do niej? Pamiętasz.. ufałaś jej.. jak mogła? Dlaczego? Co zrobiłaś nie tak?
Serce pęka mi z bólu.. Boję się, że nie ucieknę, że nie zapomnę. Choć tak bardzo chcę.. Wszystko znów zrobiło się takie szare i bez sensu...
Dlaczego Boże mi to robisz? Dlaczego znów karzesz mi tak cierpieć? Płakać po nocach i ukrywać łzy, które nie chcą przestać spływać? Co zrobiłam złego w tym marnym życiu, że tak się mścisz? Myślałam, że odnalazłam sens.. a ty znów mi go zabierasz? Czy ty naprawdę chcesz żebym zniknęła? Ja naprawdę próbowałam, ale chyba nie potrafię przestań tęsknić.. Nie mam ochoty już obwiniać siebie. To wszystko jej wina. Przez nią nie chcę żyć..
Boże, uratuj mnie od popełnienia kolejnego błędu, bo nie potrafię.. nie mogę.. nie umiem już wytrzymać. Znów musiałam się ukarać.. Ostrze znów dało o sobie znać..