"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."

niedziela, 29 września 2013

Strach przed nieznanym przeraża i paraliżuje...

Boję się. Tak bardzo się boję... Czuję, że każdy dzień bez tych wszystkich rzeczy, które kiedyś dawały mi ulgę nie ma sensu. Nie ma sensu cokolwiek. Nie wiem co robić i  jak mam żyć. Boję się, że podejmę złą decyzję, za którą będę musiała drogo płacić..
Bożena powiedziała, że nie będzie mi płacić za bilet. że mam sobie zarobić sama. że mam dopłacać się do rachunków, płacić sobie za studia, kupować i robić jedzenie..
To niech mi znajdzie pracę na pół etatu, która będzie mi w miarę odpowiadać.
Najgorsze jest to, że się boję... Boję się ludzi. Boję się nowych znajomości, a kolejny raz będę musiała stawić temu czoła... i nie wiem czy będę potrafiła. Coraz bardziej ze strachu nie potrafię zasnąć. a co dopiero pójść tam samej, znaleźć klasę, wejść, spojrzeć się tym ludziom w oczy, usiąść obok nich. I siedzieć tam cały dzień... Nienawidzę zmieniać otoczenia.
Nie palę już szesnasty dzień. Szesnasty dzień bez tego gówna to jakiś cud... Owszem chce mi się czasem, bucha czy dwa sobie wezmę, ale żeby palić 5-6 papierosów dziennie to nie. I jestem z siebie dumna. Nie sądziłam, że się uda... Tak bardzo długo musiało trwać to, żebym zrozumiała, że bez chyba też da się żyć...

Wątroba znów mnie pobolewa. Ostatnio tak bardzo, że ruszyć się nie mogłam. ale oczywiście wyszłam do ludzi, spotkałam się z nimi, uśmiechałam swój ryj i udawałam, że jest wszystko w porządku. Bolą mnie kości. z dupy tak.. Przez minutę, może dwie tak nagle i równie nagle przestają.. ale najbardziej się boję, czegoś innego. I codziennie sprawdzam, czy jeszcze jestem zdrowa...
Bo gdybym zachorowała zabiłabym się. Nie walczyłabym z wiatrakami, bo po co. Przecież się nie da. Może to moja kolejna schiza... Po prostu muszę przeczekać. ale ile to potrwa to nie wiem...

Wkurwia mnie. Bardzo. a teraz jest taka cisza... chyba jednak za cicho. Nie wiem co robić... chyba zaczynam mieć znów wyrzuty sumienia, bo krzywdzę kogoś komu na mnie zależy..


a teraz coś, co rozjebało mnie na małe kawałki.. coś, co tak bardzo mi kogoś przypomina.. Ryczałam kolejny dzień. że Jego już tu nie ma...
"Jeśli pewnego dnia zobaczysz, że jestem stara, że się brudzę przy jedzeniu, że nie potrafię się ubrać, miej cierpliwość….
Przypomnij sobie czas, który przeznaczyłam na nauczenie Cie tego wszystkiego, jak byłas mała.
Jeśli ciągle powtarzam te same rzeczy, nie przerywaj mi, posłuchaj…..Kiedy byłas mała, musiałam wysłuchiwać w kółko tej samej historii dopóki nie zasnęłaś.
Jeśli czasem nie mam ochoty się umyć, nie potępiaj mnie I nie zawstydzaj.…
Przypomnij sobie ile razy musiałam biegać za Tobą, wymyślając różne argumenty, bo nie chciałaś się kąpać....

Jesli widzisz, ze nie nadążam za nowinkami technicznymi, daj mi czas na poznanie ich I nie patrz na mnie z tym ironicznym uśmiechem.…
Ja miałam dużo cierpliwości, kiedy uczyłam Cie alfabetu I pomagałam w odrabianiu lekcji.
Jeśli czegoś nie pamiętam, albo gubię wątek w rozmowie, daj mi czas na przypomnienie sobie, a jeśli nie jestem w stanie sobie przypomnieć, nie denerwuj się, najważniejsze dla mnie nie jest to, co mówię, ale potrzeba Twojej bliskości, potrzeba pewności, że jesteś obok i mnie słuchasz…
Jeśli moje stare nogi nie dotrzymują Ci kroku, nie traktuj mnie jak ciężar…Podejdż do mnie wyciągając swoje ręce w moją stronę w taki sam sposób jak robiłam to ja, kiedy stawiałaś swoje pierwsze kroki…
Jeśli mówię, ze chciałabym umrzeć, nie irytuj się…
Pewnego dnia zrozumiesz, co mnie zmusza do tego, zeby tak mówić I spróbuj zrozumieć, ze w moim wieku już się nie żyje a egzystuje..
Pewnego dnia zrozumiesz, że mimo błędów, które popełniłam, zawsze chciałam dla Ciebie jak najlepiej, że próbowałam przetrzeć Ci drogę..
Poświęć mi troszkę swojego czasu, odrobinę swojej cierpliwości, daj mi swoje ramię, na którym mogę się wesprzeć tak, jak ja dawałam Ci zawsze swoje..
Kocham Cię córeńko I modlę się za Ciebie nawet wtedy jak mnie nie dostrzegasz."
 
Rozjebało mnie. Kurwa. Tak dawno nie rozjebał mnie już żaden tekst.. Ryczę. Kocham Cię. Przyjdz do mnie i przytul.. Powiedz tak jak to zrobiłeś kiedyś... że wszystko będzie dobrze...
Naślij na mnie ludzi wyrozumiałych, dobrych, uczynnych... Proszę. Bo jeśli to będzie wyglądać tak jak wtedy kiedy byłam mała.. nie wytrzymam... tak cholernie się boję... Kocham Cię. Was.

środa, 25 września 2013

spójrz mi w oczy... i zobacz to, czego nigdy nie usłyszysz....

Nie wiem co robić. Wkurwia mnie strasznie. Tym, że dzwoni, że pisze, że nie daje mi chwili spokoju.... Nigdy nikt chyba mnie tak nie wkurwiał, jak to co on robi. Codziennie chce się spotykać.. czy ja naprawdę muszę się na to zgadzać? Już mam tego dosyć... nie wytrzymuje. Czuje się osaczona.. nie odbieram już nawet bo po prostu zwyczajnie mi się nie chce. Powoli przestaje też odpisywać, albo odpisuje z wielkim opóźnieniem..
Jeszcze się nie rozstaniemy a on już pisze mi smsa. Faktycznie schlebia mi to, że jest miły, czuły, opiekuńczy.. aż zanadto. że odprowadzi bezpiecznie do domu... ale przecież kiedyś bardzo chciałam mieć takiego kogoś. Właśnie o takich cechach charakteru... więc co się stało? co się zmieniło? Czy już tego nie chcę? Wkurwia mnie ta monotonność. Wszystko mnie wkurwia. Już chyba nie umiem być z facetem... po co ja się w to kurwa pakowałam...
Przecież wiem, że kocham i kochać będę tylko jednego... i nikt inny nigdy mi Go nie zastąpi, nigdy nikt nie będzie ważniejszy, bo On jest najważniejszy.. zrobiłabym dla niego wszystko... więc po co ja tak kłamie... po co ja okłamuje jego i siebie? co chcę przez to udowodnić? Czy to musi być naprawdę kolejny, którego zostawię z niczym? nie chciałam tego.... naprawdę wydawało mi się, że tego nie uczynię...
wytrzymałam aż 4 miesiące... ale tamte 3 razy co wtedy odpierdolił chyba zmieniły całe moje podejście... nie wiem czy chcę. Już chyba nie.. strasznie mnie męczy. Już chyba nawet rozumiem darlicę kiedy mówiła, że ma dość M. tak bardzo ją rozumiem.... ale z drugiej strony Boża mi mówi "trzymaj się go, on jest taki porządny nigdy takiego kogoś nie znajdziesz!" a czy ktokolwiek pomyślał kogo ja kocham? kogo pragnę? kogo JA potrzebuję? Kogo chcę mieć obok? Czy ktokolwiek pomyślał, że żaden inny facet nie będzie 'tym jedynym? że mój jedyny, najdroższy... jest kilka przystanków dalej? że czasem tam chodzę, by tylko go zobaczyć? że pragnę zobaczyć go chociaż przez moment? bo przecież ten moment wystarczy mi na kilka następnych lat... bo tak naprawdę nigdy nie przestanę na niego czekać... obiecałam mu to.. i sobie... i nie mogę złamać tej obietnicy. Po prostu nie mogę przestać czekać. Bo czekanie to wszystko co mam.. bez tego czekania bym po prostu umarła....

Tyle lat bez oddechu.. jak ja w ogóle żyję? Czy da się żyć bez oddechu ? Kiedyś mi powiedział, że nie mógłby być z kimś bez matury, bez studiów... - teraz już maturę mam. Studia też. Już mogłabym Go mieć... tylko niech cokolwiek się stanie, by On zrozumiał jak cholernie Go kocham. Jak codziennie na Niego czekam.... jak nic innego nigdy się nie liczyło... jak bardzo oddałabym wszystko by wrócił.... chociaż na ten jeden pierdolony moment.....
Dziś piłam. Upiłam się. Prawdopodobnie na trzeźwo wcale nie byłoby tej notki. I oczywiście gdzie? Obok jego klatki! Widziałam jego czerwony motor... wiem, że to był Jego... Jego... I zobaczyłam jego brata z Azą.... kurwa. zobaczył mnie. pewno kurwa powiedział mu, że tam byłam.... nie wiem.... tak bardzo chciałabym by był obok... tak bardzo bardzo tego pragnę... jak nigdy niczego przedtem...
Ile można lat czekać, marnować... by szmata z nim zerwała....

"A jeśli Go nie ma to serce nigdy nie pęknie mi z miłości." Już pękło... bo zostało u niego...



Mógłbym nie spać tylko po to by słuchać jak oddychasz,
Patrzeć jak uśmiechasz się, gdy śpisz,
Gdy jesteś daleko i śnisz...

 Mógłbym spędzić moje życie w tym słodkim poddaniu,
Mógłbym zatracić się w tej chwili na zawsze.
Cóż, każda chwila spędzona z Tobą
Jest chwilą, którą cenię.

Nie chcę zamknąć moich oczu,
Nie chcę zasnąć,
Bo będę tęsknić, kochanie,
I nie chcę nic stracić.

Bo nawet kiedy śnię o Tobie,
Najsłodszy sen nigdy nie wystarczy,
Wciąż będę tęsknić, kochanie,
I nie chcę nic stracić.

Leżąc blisko Ciebie
Słyszę jak bije Twoje serce
I zastanawiam się o czym śnisz,
Zastanawiam się czy to mnie widzisz.
Wtedy całuje Twoje oczy i dziękuję Bogu, że jesteśmy razem
I po prostu chcę być z Tobą
W tym momencie na zawsze, na zawsze i na wieczność.

Nie chcę zamknąć moich oczu,
Nie chcę zasnąć,
Bo będę tęsknić, kochanie,
I nie chcę nic stracić.

Bo nawet kiedy śnię o Tobie,
Najsłodszy sen nigdy nie wystarczy,
Wciąż będę tęsknić, kochanie,
I nie chcę nic stracić.

Nie chcę pominąć żadnego uśmiechu,
Nie chcę pominąć żadnego pocałunku,
Cóż, tylko chcę być z Tobą,
Właśnie tu z Tobą, tak jak teraz.

Po prostu chcę mieć Cię blisko,
Czuć Twoje serce tak blisko mojego
I zostać tak w tej chwili
Na całą resztę czasu.

Nie chcę zamknąć moich oczu,
Nie chcę zasnąć,
Bo wciąż będę tęsknić, kochanie,
I nie chcę nic stracić.
Bo nawet kiedy śnię o Tobie,
Najsłodszy sen nigdy nie wystarczy,
Wciąż będę tęsknić, kochanie,
I nie chcę nic stracić.

Nie chcę zamknąć moich oczu,
Nie chcę zasnąć,
Bo będę tęsknić, kochanie,
I nie chcę nic stracić.

Bo nawet kiedy śnię o Tobie,
Najsłodszy sen nigdy nie wystarczy,
Wciąż będę tęsknić, kochanie..                       

piątek, 20 września 2013

Jestem cholernie szczęśliwa.

Zdałam maturę. Wszystko zaczyna się powoli układać... w końcu mam to za sobą. Jestem cholernie szczęśliwa, że w końcu mi się udało.... Jednak Śliczna przesyłała mi telepatycznie poprawne odpowiedzi. :-) i nie kłamała. Jednak oni mieli rację.. Tylko jak zwykle ja w siebie nie wierzyłam..
Nie palę już tydzień... Tydzień bez tego jebanego gówna, co mnie niszczyło... Nie mogę o tym myśleć, nie mogę przebywać z ludźmi palącymi, przynajmniej na razie.. bo mi się zachce.. Kiedy się od tego uwolnię już nigdy nie wrócę.. Będę czysta, tak jak kiedyś.... Skoro udało mi się rzucić acodin, uda mi się też to. Wiara czyni cuda... Już nieraz się o tym przekonałam.... Skoro Boży się udało mnie też się uda... Wystarczy chcieć...
Kolejny dzień. Już siódmy. Już cały tydzień.... zaczynam powoli wierzyć, że się uda... żeby tylko się nie złamać... żeby tylko mieć siłę...
I każdego kolejnego dnia będę mówić sobie "udało się, kolejny dzień.. jestem z siebie dumna."

poniedziałek, 16 września 2013

Cudownie spędzone chwile, kiedy Ona przeżywała ostatnie dni swojego życia..

Bożena znów, dzień po Jej pogrzebie, jak rok temu po śmierci Krysi zostawiła mnie samą na 2 dni w domu, bo musiała kurwa Donateczke odwieźć do Krakowa. Jakby sobie tamta sama nie umiała poradzić..
W Gdyni było cudownie, choć cholernie zimno i noga znów zaczeła mnie strasznie boleć.
 W Krakowie raz gorąco, raz zimno jak nie wiem co. Z Bożą już się nie dało... w międzyczasie doszła mnie wiadomość, że Babcia umarła, więc już nawet nie chciało mi się tam siedzieć.. Straszne uczucie.


















Zdjęcia z Gdyni i Krakowa.  Pierwsze to nasz cudowny hotelik. Jak widać, strasznie blisko morza...
Cudowne chwile. :)
Od kilku dni nie palę fajków wraz z moim nieodstąpionym pomocnikiem - desmoxanem. :) Nie sądziłam nawet, że tak dobrze będzie mi szło.. obym wytrzymała jeszcze te 3 tygodnie..
Tak cholernie żałuję, że nie było mnie wtedy przy niej. że Ona tam umierała, a ja się doskonale bawiłam. Nigdy sobie tego nie wybaczę....
Dziś miałabyś 89 lat. Wszystkiego Najlepszego Babciu... [*] Przynajmniej jesteś już z Nimi... Ucałuj ich mocno. Powiedz, że niedługo już tam będę z Wami... Kocham Was. Tak bardzo mi Was tu brakuje... [*] [*] [*][*]

piątek, 13 września 2013

Pustka i strach.

Babcia nie żyje. Umarła, kiedy ja doskonale bawiłam się w Gdyni, później w Krakowie. Nie myślałam nawet o tym, że kiedy wrócę już jej tu nie będzie... Choć wiedziałam, że kiedy przyjadę jej już nie będzie... to dziwne uczucie. ale wolałam wmawiać sobie, że jeszcze zdążę się z nią zobaczyć, pożegnać, powiedzieć jej jak bardzo była dobrym i uczciwym człowiekiem. jak bardzo ją kocham i szanuję. ale nie zdążyłam.... Odeszła 9 dni po tym, kiedy przyśniły mi się wypadające zęby.. Mówiłam im o tym, ale nikt jak zwykle mnie nie słuchał. "To był tylko sen" - mówili. A ja wiedziałam... i kolejny raz nie zdążyłam...
Wierzę w sny. Wierzę, bo jak można nie wierzyć, kiedy przez dwa tygodnie śni Ci się coś a póżniej Ci się to sprawdza, zupełnie tak samo... jak w tym śnie? Tak umarł mój Tata..
Boję się takich snów. Boję się, że coś się wtedy stanie. Mówię im wtedy, żeby na siebie uważali. Nie mówię dokładnie... bo przecież wcale nie musi się nic stać, ale wolę ich ostrzec...
Zupełnie tak samo było rok temu tuż przed moją maturą. Wtedy po raz pierwszy wypadające zęby zawitały w moim śnie. Wtedy już wiedziałam, że albo nie zdam, albo.. ona odejdzie. Nie zdałam. Ale Ona żyła, było cudownie, że żyje, że jest, że oddycha... a dziś jej nie ma.... a moja dusza wyje z bólu i z bezsilności. dlaczego? za co? dlaczego nie ja? wciąż nie ja?! Przecież tak cholernie pragnę śmierci... bycia z nimi, bycia obok nich! a tu zabrał mi kolejną, najważniejszą i już ostatnią.. osobę którą kochałam bezgranicznie, która miała mój szacunek w całości, moją dobroć i miłość..
Cholernie boli. Że za bezgraniczną dobroć zabiera Ci wszystkich których tak bardzo kochasz. I jak tu wierzyć w Boga? tak bardzo błagałam Go, żeby żyła, żeby była... żeby jeszcze trochę wytrzymała, żebym zdążyła...naiwne.... a on nawet nie pomyślał, jak cholernie boli to, że tracisz ostatnią osobę, której na Tobie zależało....
Jak bardzo zazdroszczę Jej, że jest już w innym, lepszym świecie, z Tatą, Krysią i Synkiem. Jak bardzo zazdroszczę Jej, że nie musi męczyć się tu każdego bezsensownego dnia i każdej ciemnej nocy. Jak bardzo zazdroszczę Jej nie czuć tego bólu....

Staram się nie myśleć... ale mało wychodzi. Jestem wkurwiająca, ale cóż. Nie wiem co robić, jak żyć, jak oddychać. Nie wiem czy jest sens otwierać oczy, kiedy lepiej je zamknąć i nie otwierać. Nie wiem jakim cudem jeszcze potrafię tak perfekcyjnie udawać, że jest dobrze....
Coraz częściej chodzą mi po głowie tabletki, i litr wódki. Światło i ciemność. I Oni. Bo przecież nigdy nie byłam nikomu potrzebna, zawsze traktowali mnie jak ścierwo. Jestem ciekawa czy wtedy by zatęsknili, czy by żałowali słów, kierowanych w moją stronę, czy żałowaliby tego, jak cholerny ból sprawiali mi przez całe moje życie... Jestem ciekawa czy zapłakaliby nad moim grobem. Jestem ciekawa czy wtedy chcieliby cofnąć czas..
Nie umiem wyrazić w słowach tego co czuję. Była złość, rozpacz, bezsilność... a teraz? Teraz czuję pustkę i chęć skoku w otchłań. Bo jak można stracić wszystkich których się kochało całą duszą!?
Tak, zaliczam do Was Jego. Niby jest wśród żywych. Ale Jego też straciłam. Może nie tak jak Was, ale w pewien sposób On też się do Was zalicza. Kocham. I nawet nie wiesz jak cholernie bardzo... tęsknota wyrywa logiczne myślenie każdego dnia. Gdybym mogła zrobiłabym wszystko, byście chociaż na chwilę wrócili wszyscy razem... Bym jeszcze raz poczuła jak to jest mieć rodzinę.. Taką prawdziwą, bez udawania i oszustw. Taką, bez pogardy i krzyków. Bez fałszywych słów...

Na dzień dzisiejszy pragnę się upić, tak by nie wstać, nie ogarniać kompletnie nic. Być w innym wymiarze. Nie myśleć jak to jest nie mieć nikogo.. a potem kolejna myśl... ale to potem...

"Bóg stworzył mnie, po to aby zobaczyć ile cierpienia  zniosę do śmierci."

Rzygam tym jebanym życiem. ale już niedługo.. Oby....
Jutro wyniki, które oblałam po raz czwarty..