"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."

piątek, 17 sierpnia 2012

Może już całkiem zniknęłam?

"Może tak się starałam, by nie być jaka byłam, że może całkiem zniknęłam?"

Kiedyś było inaczej. łatwiej. lepiej. Wszystko przychodziło z lekkim oddechem, mimo, że było ciężko jakoś dawałam sobie radę. Jakoś zawsze wstawało słońce po ciężkim dniu pełnym łez. Od kiedy Jego zabrakło, zabrakło we mnie też czegoś, co miałam w sobie gdy On tu był. Chciałam być dobra, bo On był dobry. Chciałam pomagać, bo On pomagał. Chciałam być dokładnie taka jak On.. Chciałam, by uważał mnie za swoją Córkę, której może powiedzieć wszystko i do której może płakać w rękaw.. Byłam dobra bo On dawał mi swoje dobro. Byłam dobra, by wiedział, że jest dla mnie autorytetem, który niesie to dobro.. a ja miałam je tylko rozdawać.. Być dobra dla innych.
Po Jego śmierci coś we mnie pękło.. coś na zawsze umarło. Coś, co tak bardzo chciałam dawać innym znikneło, bo On odszedł.. Być może nie miał mi kto już pokazywać jak mam żyć w zgodzie z innymi i ze samą sobą. Po jego odejściu wszystko zaczeło się sypać. I nigdy już nie jest i nie było tak jak wcześniej. Z całych sił chciałam stać się zła.. bo wtedy mniej boli? Kiedy Jego zabrakło, poczułam się jakby ktoś odebrał mi powietrze, którym oddycham i którego już nie nabiore tyle by odetchnąć pełną piersią i uśmiechnąć się mimo bólu...
Od tamtej pory ne potrafię się śmiać. Takim szczerym, prawdziwym uśmiechem, bo zabrano mi jedyną osobę, która kochała mnie bezgranicznie, która pokazywała mi jak żyć. Jak oddychać. Jak się uśmiechać. Jak płakać.. Jak być dobrym.. i nie cierpieć.
Od tamtej chwili, która złamała moje wnętrze na pół mineło ponad cztery lata. Wydawać by się mogło, że już nie cierpię, już nie myślę i nie płaczę. Właśnie, wydawać by się mogło.. Bez Niego nie wiem gdzie iść i jak mam postępować. Jak żyć. Jak być. Czy nawet istnieć. Jak mam być dobra i nie cierpieć jak Go nie ma?
Odkąd Jego nie ma wszystko jest takie inne.. Beznadziejne i monotonne. Żyję bo żyję, ale nie tak jak kiedyś. Gdyby On był, byłoby zupełnie inaczej, zagłuszyłby ból, który we mnie siedzi, a przede wszystkim nie pozwoliłby mnie skrzywdzić. Zapobiegłby temu co się stało i temu co się wciąż ze mną i w środku mnie dzieje przez tamten czyn...  Nigdy nie przypuszczałam, że własna "matka" postąpi tak jak postąpiła... że nie zrobiła nic, zupełnie nic. Nigdy nie zrozumiem też tego, że nie potrafię spojrzeć jej  w oczy kiedy coś do mnie mówi.. dlaczego tak jest? Bo mnie zawiodła do tego stopnia, że nie umiem jej zaufać? Bo wszystko co robiła przez całe moje życie to wyzywanie i olewanie mnie? Przynajmniej ja to tak czułam. I wciąż tak właśnie czuję. Dlatego może traktuję ją właśnie tak jak ją traktuję? Nie wiem. Nie umiem sobie tego wytłumaczyć, wyjaśnić w jakikolwiek sposób.
Jednym zdaniem.. Wszystko przestało być całością, kiedy Ciebie zabrakło, a ja już nie umiem być taka jak kiedyś a tym bardziej nie umiałabym odzyskać straconej siebie..

Pewne rzeczy, które działy się kilka lat wcześniej czasem wydają się być tak odległe, czasem już jest tak dobrze, że nie myślę o tym zbyt często.. Już sny są normalne, da się zwyczajnie zasnąć, nie boję się już spać.. Przynajmniej wygodnie jest tak myśleć..Czasem z bólem wyrywam wszystkie wspomnienia....Doskonale wiem, że nie zdołam wszystkiego zapomnieć, ale już nie umiem i nie chcę być ponad tym. Jednak to właśnie tamten czas kładzie się cieniem na teraźniejszość. Tamten czas jest czasem, który wykreował mnie samą.. Zabrał tą dobroć, którą On uczył mnie przez całe swoje życie. Czasem chciałabym je odzyskać, wrócić do bycia dobrą, wrócić do chęci pomagania innym..
Czasem jednak jeszcze, schowane gdzieś głęboko, zakurzone i niechciane odzywają się we mnie echa tamtych dni i uświadamiają mi całą swoją przeszłością, że nie ze wszystkim się pogodziłam i że nie wszystko poukładałam.. Że powinnam zaakceptować to, że coś we mnie do tamtego człowieka jeszcze zostało.. z całych sił próbować znów to odnaleźć w sobie i zacząć od nowa pomalutku próbować być dobra. Nie dla siebie, ale przede wszystkim dla innych. Tak jak On mnie tego uczył. Pisząc to, czuję, że On by tego chciał... Chciałby bym była dobra. Chciałby, bym miała dobre serce. Chciałby, by przeszłość nie zniszczyła mojej duszy.. ale ja naprawdę nie mam pojęcia jak to zrobić...

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

"Boi się, że jeśli krzyknie coś w niej pęknie i łza będzie nieprzerwanie płynąć w dół.."

Czuję w sobie taką cholerną obojętność na życie, na kolejne jutro... Gdybym tylko potrafiła to zatrzymać. Czuję w sobie pustkę.. Po co to wszystko? Po co, by się rozczarować kolejny raz?
"Czuję, jak przerasta mnie to. Wciąż jestem niewolnicą tych marzeń..Czy jest to koniec wszystkiego?
Czy po prostu nowy sposób, by krwawić? No dalej, powiedz wszystkim swoim przyjaciołom, że
Jestem na dnie, nieudacznikiem. Jeżeli sprawia to, że czujesz się kimś ważniejszym.
Ale to moje serce, moje życie, które zwiesz kłamstwem. Już grałam w tę grę.. nie zniosę jej dłużej..."



"Obejmuję milczenie bo nie ma nic, co mogłoby zmienić sposób w jaki się czuję...
Zmęczona tym wszystkim. Zmęczona jestem tą bezdenną otchłanią kłamstw skrytą za zamkniętymi oczami. Wciąż wyczuwam truciznę każdej myśli, każdego oddechu, które straciłam."


"Coś jest w jej oczach i myślę, że to lęk
Dlaczego nie powiesz mi, mała dziewczynko
Czemu jesteś taka przerażona?"

Hey- Dreams. 


środa, 1 sierpnia 2012

Rozmawiasz z nimi, ale oni są jakby za szybą, w innym świecie.

"Wyobraź sobie, że jesteś wesołym, miłym dzieckiem. Któregoś dnia ktoś zamyka Cię w klatce. Tak po prostu, zamyka i patrzy, jak próbujesz się wydostać. Prosisz: wypuść mnie. Wołasz o pomoc, ale nikt nie słyszy. Mówi, że sobie tą klatkę wymyśliłaś, spróbuj się komuś poskarżyć, nikt nie widzi, nie uwierzy Ci. Ale dlaczego mi to robisz? Dla Ciebie to robię. Przecież się Tobą zajmuję, to wszystko dla Twojego dobra. Nie robię Ci krzywdy. Boli Cię? Nie. No może trochę, ale to Twoja wina, jakbyś się nie szarpał, to by nie bolało..
Ma rację, myślisz. Życie jakoś się toczy, wychodzisz, rozmawiasz z ludźmi, ale oni są jakby za szybą, w innym świecie. Nie wiedzą, że codziennie wracasz do klatki. Jesteś zły, to nie ulega wątpliwości. Musisz być zły, skoro Cię zamknięto, nie ma innego wytłumaczenia. Nie tylko na to zasłużyłeś, ale sam o to prosiłeś.
Mówisz, że jest obrzydliwie, brudno, ciemno? Nie, wszyscy tak mają. Boisz się? Nie ma czego, masz urojenia, to nie jest żadna krzywda. Po roku, dwóch święcie wierzysz, że nie ma życia na wolności. Że Ty się mylisz we wszystkim, jesteś głupi i zły, a on ma rację.
Może jakaś tam wolność istnieje, ale nie dla Ciebie. Ty nie zasługujesz. Wszystko to jest Twoją winą. Po kolejnych kilku latach oni zapominają o klatce z Tobą w środku, Tobie udaje się wydostać, ale co z tego? Co masz robić? Dokąd iść? Jak żyć na wolności? Jesteś niewidoczny, tyle lat siedziałeś w zamknięciu, że nie umiesz najprostszych rzeczy, nie umiesz rozmawiać, umiesz tylko się bać.. Najchętniej wróciłbyś do swojej nory. Na zewnątrz nie ma życia. Boisz się nawet wyjść po zakupy, odezwać do kogoś, nie wspominając o życiu towarzyskim, studiach i podobnych rzeczach z innego świata. Jesteś zaszczuty. Przez większość życia zachowujesz się jak zwierzę, uciekasz, jeśli masz szczęście, ktoś Cię złapie i się tobą zajmie. Tak się czujesz..Jesteś nikim. Jesteś dziki i bezwolny. Żyjesz w panice, że coś strasznego zaraz się wydarzy, nie znasz dnia bez strachu."
Załamałam się tym tekstem.. Jakby ktoś przełożył na papier moje uczucia, moje myśli. Jakby ktoś czuł to co ja. Jak można opisać tak cholernie dokładnie czyjeś uczucia? Czyjeś myśli?

Dzisiaj mija mi rok. Rok bez tego gówna. Rok w trzeźwości, rok w postanowieniu, którego nie mogłam i nie chciałam złamać. Rok, przez który przeszłam nie sięgając po to.. Dla mnie to mały sukces. Muszę napisać, że jestem z siebie tak bardzo dumna... ale to nie jest do końca moja zasługa.. ale Moich dwóch Najdroższych Aniołków świata. Myślę, że Tata też się do tego przyczynił, pomógł mi.. Dał swoją siłę, wiarę i nadzieję. Kocham Cię całym sercem i pamiętaj, że czekam na Ciebie każdego dnia i każdej nocy, byś się pojawił, czy przyśnił.. Wiesz.. dziękuję Ci bardzo, że po raz kolejny Cię widziałam. Zobaczyłam znów Twój uśmiech, Twoje cudowne, niebieskie oczy, z których cały czas pała to dobro.. Dziękuję, że jesteś cały czas przy mnie. Bez Ciebie nie dałabym sobie rady.. Dziękuję, że oboje jesteście. Dziękuję, że już dziś wszystko wydaje się być, dużo wyraźniejsze.. lepsze..
Po raz kolejny usłyszałam, że jestem wartościową osobą, że jestem silna i że sobie poradzę. Byłam u psychologa, dałam jej kilkadziesiąt kartek, które wydrukowałam z bloga. Chciała wiedzieć co czułam, co myślałam, i co czuję, co myślę.. Muszę w końcu w siebie uwierzyć, że dam radę. Boję się, że się załamie.. Boję się, że stwierdzi, że jestem głupia, beznadziejna...