Za miesiąc minie 7 lat. 7 długich lat bez Ciebie Tatusiu. Powiesz mi gdzie tu jest sprawiedliwość? Jak może Ciebie tu nie być, a ci co krzywdzą nadal tu są i mają się świetnie? Jak to możliwe, że ja wciąż tu jestem? Jak to możliwe, że czuję, oddycham? Tak bardzo jestem zmęczona byciem tutaj.. Zgubiła mnie Twoja nieobecność, ścieżki którymi miałam iść, zamazały się i pomyliłam drogę.. ale powoli wychodzę na prostą, jestem trzeźwa, nie palę, nie ćpam... zaczynam rzucać alko. Chciałabym być całkowicie czysta, jak wtedy kiedy byłeś ze mną. Ja wiem, że gdzieś tu jesteś, ale tego nie czuję... nie widuję Cię już, nie czuję Twojej obecności, nie śnisz mi się.. nie czuję Twojego dotyku, nie widzę Twojego uśmiechu, Twoich cudownie dobrych oczu...dlaczego? Wciąż na Ciebie czekam, bo nie wiem jakie kroki mam zrobić, co począć, jak żyć, jak być dobrym i nie pragnąć być złą... Jak mogłeś mnie zostawić? Czy to przez to, że chciałam zniknąć przed Tobą, żebyś Ty został? Bez Ciebie jest tak pusto, a każdy dzień przelatuje mi przez palce... nie mam celu w życiu, nie mam po co wstawać, po co się uśmiechać... to wszystko jest tylko pieprzonym udawaniem. Znów zbliżają się święta, a ja znów będę myśleć co by było gdyby Bóg mi Cię oddał.. Oddałabym wszystko by móc Cię przytulić do swojego serca, wylać te wszystkie łzy które trzymam w sobie przez te wszystkie lata po Twoim odejściu, wykrzyczeć Ci, żebyś nigdy już mnie nie zostawił... Tyle mam do Ciebie pytań, jak uzyskać na nie odpowiedź kiedy Cię przy mnie nie ma!?
Tak cholernie bardzo chciałabym być tam z Tobą.
Żadne słowa nie wyrażą tęsknoty jaką w sobie czuję..
Kocham Cię.
Przyjdź, bo nie daje rady...