"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."

niedziela, 29 lipca 2012

Niech ginie zło we łzach.

Czystość... dla mnie to nigdy nie było proste, nigdy oczywiste.. Ja musiałam się naćpać, napić, zapalić, bo inaczej po prostu bolała każda chwila. Dziś za chwilę mija rok, a moja czystość jest wciąż i czuję, że będzie. Tak bardzo jestem Wam wdzięczna za to, że dzieki Wam jestem czysta. Bo to tylko Wasza zasługa.. Bez Was, ja ćpiałabym wciąż. Wierzyłyście we mnie. Ale chyba tak naprawdę przestałam po tamtej ostatniej nocy kiedy myślałam, że stanie mi serce. że się uduszę. i przysięgłam wtedy sobie, ze jak przeżyję to nigdy więcej. Pamiętam jak mówiłam do siebie: "nigdy nie wezmę tego gówna, tylko żeby mi to serce przestało tak zapierdalać"... i to chyba był ten kluczowy moment, że myślałam, że umrę, a tak cholernie chciałam złapać jeszcze kilka głębokich oddechów. Wiem, że gdyby nie ta sytuacja, nigdy nie przestałabym sie staczać.
Byłam u lekarza bo muszę w końcu zrobić badania krwi. Chciałam koniecznie dostać na próby wątrobowe i na ten helicobacter pyroli, ale ta do mnie że da mi narazie jakiś lek na żołądek, a jak mi nie przejdzie to muszę zrobić gastroskopie. No to ładnie. Nie robię żadnej gastro, bo prędzej to ja się zesram. Dała mi też skierowanie na usg, tylko nie wiem po co. Powiedziałam jej, że mi się odbija od kilku miesięcy codziennie czy zjem czy nie zjem, czy się czegoś napije czy nie, czy cokolwiek.. odbija mi się cały czas i w każdej chwili. Powiedziałam jej, że kręci mi się w głowie, ale do tego przecież już dawno się przyzwyczaiłam.. O tym, że przez prawie miesiąc było mi tak bardzo niedobrze, że myślałam, że zejdę.. i że nawet po piwie chce mi się wymiotować. O tym, że z EKG coś było nietak, to powiedziała matka, bo też jej powiedziałam, że serce mnie czasem boli. Kazała przynieść wyniki tego ekg.. Matka powiedziała jej, że nie śpię w nocy, więc ta odrazu, że dlaczego.. i czy coś biorę, a ja że już nie biorę, bo nie mogę, bo mi niedobrze odrazu, że mnie boli i że kręci mi się tak, jak po aco. ale tego jak po aco oczywiście nie powiedziałam. :P to matka oczywiście,że dlaczego ja jej nic nie powiedziałam. a ona przepraszam by coś zrobiła..? Uważaj. Nie zrobiła nic wtedy, więc nie zrobiłaby nic i teraz, więc niech nie gada mi, że mam jej mówić o takich rzeczach..
Badanie krwi mogę zrobić dopiero za 2 tygodnie, bo teraz to wpierdalam antybiotyk, bo mam zapalenie gardła. Przechodzi mi już, ale wkurwia mnie to, że znowu coś muszę łykać, a tym samym bardziej se niszcze wątrobę i żołądek.
Pierwszego sierpnia mam iść do tego psychologa i dać jej ten list do tego chuja, tym samym dam jej połowe bloga do stycznia 2011. Chyba się załamie, albo nawet tego nie przeczyta.. Chciala wiedzieć, co myślałam i myśle.. i co czułam i czuję teraz, proszę bardzo.
Matematyki miałam tylko 5h od miesiąca, więc sobie gratuluje, że to gówno zdam. I tak mam wyjebane.. I tak tego nie zdam, więc mogę sobie tylko pomarzyć..
Aniołek do mnie zadzwonił i jestem taka szczęśliwa.. uśmiech w duszy wciąż jest i nie znika. :)

piątek, 20 lipca 2012

"Nigdy nie wiem po prostu dlaczego uciekasz..." Teraz już wiesz.

Tak naprawdę nie wiem od czego mam zacząć. Co napisać kiedy tysiące myśli jest w mojej głowie..

Co czułam? Czułam się szmatą. Jakbym dała przyzwolenie,  jakbym się sprzedała. Szmatą, która dała się tak po prostu wykorzystać. Do tej pory się siebie brzydzę, swojego ciała. Boję się każdego faceta; ich dotyku, słowa, gestu, spojrzenia. Pamiętam ten strach towarzyszący mi kiedy jego wielkie, obleśne ręce wędrowały po moim ciele i ten wstyd, który nie pozwolił na powiedzenie o tym komukolwiek. Wydawało mi się, jakby to co się działo nie dotyczyło mnie.. To jest gdzieś głęboko, gdzie nie dociera światło, gdzie nie ma światełka w tunelu, że może być lepiej. Przez prawie trzy lata uważałam się za winną. Noc była największym złem z jakim dano mi się zmierzyć. Kiedy się budziłam nie dało się ponownie zasnąć. Nie umiałam się odezwać, ruszyć się.  Budził mnie strach, budził mnie krzyk i tysiące łez na policzkach. Budziły mnie z tak wielką łatwością.. Każdej nocy strach przed koszmarem, w którym jestem uwięziona i nie robię nic, by to przerwać. Czułam, że staczam się na dno, ale nie potrafiłam tego powstrzymać. (...) Kiedy byłam nietrzeźwa nie myślałam, nie pamiętałam, byłam ponad ten zły świat, ponad  tych złych ludzi...Myśli, które mnie dręczyły znikały jak za wyciągnięciem czarodziejskiej różczki. Moim celem było odrywać się od rzeczywistości, by nie myśleć, nie winić się, nie pamiętać. Kiedy byłam nietrzeźwa, potrafiłam pójść i nie czuć w sobie strachu jaki czułam za każdym razem gdy nie byłam pijana. Zabijałam siebie chcąc zabić ból, który we mnie siedział, ale nic co zrobiłam do tej pory nie zmyło tego uczucia. Czułam się zagubiona, ale szczęśliwa..bo nie myślałam.
Nikt nie widział bólu jaki jest we mnie. Musiałam sobie poradzić sama. Przestać (...) pić, jarać dla zapomnienia. Przez te wszystkie lata byłam jak duch, który istniał nie potrafiąc żyć. Zżerała mnie nienawiść, złość, lęk, strach i wstyd...
 Muszę przestać się bać.. ale jeszcze nie wiem jak to zrobić. Nienawiść krąży w moich żyłach. Obwinianie siebie zniszczyło połowe mojego życia.
Nienawidziłam siebie, za to, że pozwoliłam mu na to.  Ale nie umiałam zrobić nic, by to zmienić.
Nigdy nie zapomnę tego spojrzenia, przez które wszystko odmówiło mi posłuszeństwa. Tych wszystkich myśli kłębiących się w mojej głowie. Błagania w myślach, by przestał bo odbierało mi głos i oddech. Czułam, że jego wielkie ciało przygniata mnie do tego stopnia, że nie mogłam oddychać,ruszyc się.. Prosiłam, by przestał.. Może za mało? Za cicho? Patrzyłam się na niego z przerażeniem i widziałam jego wzrok, który wcale nie zamierzał przestawać.  Kiedy powiedziałam mu, że jeśli ze mnie nie zejdzie zacznę krzyczeć, powiedział mi, że i tak by mnie nikt nie usłyszał bo ma głuchych sąsiadów.
Powiedział: "To ma być nasza tajemnica, jeśli Ty mnie skrzywdzisz ja Ciebie skrzywdzę bardziej."
Nie zrobiłam nic, bo myślałam, że z czasem zapomnę... Jednak dziś już wiem - tego nie da się zapomnieć. Nienawiść krąży w moich żyłach. Strach również, bo nie mam nic prócz tych kilku słów.. A ja chciałam zdać, tylko to.. Nie chciałam niczego więcej..
Nocą robiłam wszystko, by nie zasnąć w nadziei że nie nadejdzie znów ten sam w kółko powtarzający się koszmar... Naiwne... Strach zagłuszył mój rozum... strach zabił.
Chciałabym zapomnieć. Uwolnić się. Wybaczyć w końcu... sobie.. Tylko jak skoro wciąż się czasem obwiniam?
Co chciałabym mu powiedzieć, gdybym go zobaczyła? Powiedziałabym mu, że go nienawidzę. Powiedziałabym mu, że to przez niego byłam na samym dnie. Wykrzyczałabym mu w ten obleśny, spocony ryj , że zniszczył mnie od środka. Ostatecznie zabił zaufanie do każdego faceta.. Przez niego potrafię tylko uciekać.. bojąc się wszystkich i wszystkiego. Nie potrafię już ufać i "normalnie" żyć. Bez tego strachu każdego dnia.
Chciałabym, żeby go tak bolało, by błagał o litość. By bał się wyjść z domu.. tak jak ja się bałam. Żeby każdy dźwięk telefonu przypominał mu o tym, że ja pamiętam. Chciałabym, żeby bał się zasnąć, jak ja bałam się przez tyle lat. Chciałabym, żeby już nigdy nikogo nie tknął. Ale to tylko tak odległe marzenia...


" Tego nie można wymazać..
Tego nie można wypłakać..
Tego nie można wydrapać..
 Tego nie można wykrzyczeć..
To po prostu nie zniknie."


 "Uwierzyliście we mnie, lecz ja jestem rozbita
Nic mi nie zostało
A wszystko, co czuję to okrutne pragnienie..
teraz jestem zagubiona w raju.

Chciałabym, by przeszłość przestała istnieć
Jednak trwa dalej
Przerażona jestem tak samo jak wy."

piątek, 13 lipca 2012

Nieważne, że minie zaraz trzy i pół roku..

To wszystko znów wydaje się jakby było wczoraj i nieważne, że minie zaraz 3 i pół roku... Znów tak samo boli, znów pamiętam... znów widziałam zbyt wiele... znów poczułam się pionkiem w jego chorej grze. Nie patrzyłam mu w oczy. Nie potrafiłam powiedzieć nawet, że jest największym skurwysynem jakiego znam. Bałam się, że zobaczy ten strach, który za wszelką cenę chciałam ukryć.. Strach znów odebrał mi głos.. Siłę. - wszystko co miałam.. Chyba mnie nie poznał, albo wiedział, że jeśli powie moje imię ja mogę zrobić dużo więcej. Serce biło mi jak oszalałe, a dłonie trzęsły się jak u kilkuletniego alkoholika. Po prostu chciałam uciec, przestać znów myśleć... znów przez myśl przeszedł mi acodin... W nocy wziełam tabletkę, ale obudziłam się kilka razy... Cholernie znów boli... zbyt wiele okrutnych wspomnień i tych snów, tych myśli..
Wiele razy wyobrażałam sobie jakby to było go ujrzeć, wyjebać, że jest śmieciem, że zniszczył mi życie.. Wiele razy chciałam wykrzyczeć mu w twarz, że kiedyś przyjdzie dzień, że będzie błagał o chwilę ulgi. Ale nic takiego się nie stało.. jest tylko ten cholerny ból, jaki był na początku. Trzeba w końcu przyznać.. że czas nic nie ma z tym wspólnego.. że czas nigdy nie uleczy tej rany.. że to zawsze będzie zabijać, mimo upływu czasu. że zawsze będziemy pamiętać.. Mimo tak wielkiej chęci by zapomnieć na zawsze.
Nie chcę umierać za każdym razem. Nie chcę błagać w myślach o litość. Nie chcę tylko istnieć... ale nie umiem żyć, nie po tym wszystkim..
I jeszcze te sny... ten ostatni, który był taki realny.. chory. Pojebany. Jakby kurwa na jawie.. Budząc się poczułam na policzkach łzy. Dlaczego!?
Na nowo boli mnie serce. nie tylko to.. ale od czego przepraszam? Kręci mi się... znów zupełnie jak przez pierwsze pół roku.
Kiedyś tu napisałam tak: "Chciałabym uciec. Uciec jednak do samotności kontrolowanej, ale boję się myśleć trzeźwo." Dziś już się nie boję. Jestem trzeźwa i trzeźwą chcę być, ale ostatnie zdarzenie zjebało mi moje w miarę normalne funkcjonowanie. Nawet nie chce mi się zbyt palić.. - chciałam dojść kiedyś do takiego właśnie stanu - zero acodinu, zero alkoholu, zero zioła i jeden fajek dziennie. :-) I właśnie chyba dotarłam.
Tatusiu chciałabym żebyś był ze mnie dumny. I Ty Krysiu też.. :*

wtorek, 10 lipca 2012

Boli... z każdym kolejnym oddechem znów coraz bardziej.

Ostatnio napiłam się piwa i oczywiście było to samo.. Niedobrze cały dzień, ciągle biegłam do łazienki. Wczoraj znów się napiłam połowę i jest mi niedobrze.. więc chyba jednak jestem zmuszona zrezygnować z picia nawet jednego piwa, nie wspominając już o winie czy czymś mocniejszym, a tak bardzo chciałabym przestać myśleć, unieść się wysoko.. chociaż raz jak to było kiedyś, kiedy oddech bolał zbyt mocno. Nie mówię, że dziś nie boli, po prostu chyba się już przyzwyczaiłam do przeszłości i do lęków nocnych, które mam już tyle czasu.
Brzuch mi rośnie.. a nie jestem w ciąży. Nie wiem dlaczego jest mi niedobrze, dlaczego boli mnie w podbrzuszu, dlaczego bolą mnie cycki i serce znów coraz częściej. Naprawdę nie wiem od czego, bo przecież odstawiłam wszystko co złe, pije piwo (!) raz na ruski rok, nie piję energetyków, palę dużo mniej niż kiedyś, nie piję dużo kawy a mimo to znów zaczyna boleć.. a oddech znów przychodzi z wielką ciężkością jak kiedyś, kiedy chciałam po prostu nabrać powietrza.. Pomijając już, że dalej mi się odbija.

 Przestraszony
Zawsze przestraszony
Swoich prawdziwych uczuć...

On po prostu uciekał
On zawsze odpływał
On znów żegluje

W jaki sposób się zgubiłem?
Żywy obraz w pamięci
I jakże mogę obwiniać Ciebie
Kiedy sam sobie nie mogę wybaczyć?

Poznałam ostatnio z Asią kolesia, który ciągle do mnie wydzwania i sra, że chce sie spotkać, chce pogadać.. a przecież ja nie wiem co robić, jak się zachowywać, jak udawać, że przecież się nie boję, że jest spoko.. Boję się, że on coś ogarnie i zacznie coś gadać. Przecież ja nawet go nie znam, widziałam raz w życiu przez kilka minut.. Boję się ich. Cholernie się ich boję i nie mam pojęcia jak to zmienić.
I oczywiście Aśka musiała wysłać mi tekst nuty, która rozjebała mnie znów na kawałki.:

"Nieważne ile razy mówiłaś,
że chcesz odejść..
Nieważne ile oddechów wziełaś,
nadal nie będąc w stanie oddychać..
Nieważne ile bezsennych nocy przeleżałaś
budzona dźwiękiem trującego deszczu.
Gdzie odeszłaś?
Jak dni mijają noce w ogniu...
Nieważne na ile sposobów umre,
nigdy nie zapomnę..
Nieważne ile żyć przeżyję,
 nigdy nie będę żałować.
Jest ogień w tym sercu i bunt,
który zaraz eksploduje w płomieniach.
Gdzie jest Twój Bóg?
Czy naprawdę chcesz?
Czy naprawdę chcesz mnie martwego?
A może żywego,
by torturować mnie za moje grzechy?
A może żywego,
 by dalej żyć w tym kłamstwie?"

Rozjebało mnie to.

poniedziałek, 2 lipca 2012

I close my eyes and see your face... ♥

Znowu chyba czuję, że coś rozrywa moją duszę od środka... Czuję żal. Ból rozrywający mi serce.. Tęsknotę która coraz bardziej zabija każdego dnia. Wiem, że zawsze będę na Cebie czekać Najdroższy.. i nigdy, nigdy nie przestanę. Byłeś, jesteś, będziesz dla mnie... całym światem.
I każdego dnia, coraz mniej siebie, we mnie. Bez Ciebie.


Kocham Cię.  I każdego dnia błagam Boga, byś wrócił.. ♥

"Kiedyś ktoś mnie zapytał :
-Co dla Ciebie w życiu jest najtrudniejsze?
Odpowiedziałam , że nie wiem. Że chyba nie ma takiej rzeczy. Teraz już umiem odpowiedzieć na to pytanie. Gdy dziś mnie zapytasz Co jest dla mnie najtrudniejsze, odpowiem :
-Najtrudniej w życiu patrzeć jest w oczy ukochanej osoby i widzieć pustkę. Zupełne nic. Obojętność , zero tęsknoty. Najtrudniej czuć że się ją kocha cała sobą i wiedzieć że bez niej nie można żyć ale ona bez Ciebie jest szczęśliwa..."

niedziela, 1 lipca 2012

Nietrzeźwość nie jest mi do niczego potrzebna! :-)

Kolejny dzień spędzony na trzeźwo, jakbym trzeźwą wcale nie była.. Bo z Nią czuję się nietrzeźwa, Ona daje mi to czego szukałam przez całe życie.. Bezpieczeństwa.. zaufania.. Ciepła, przytulenia. Kocham Ją. Szkoda, że nie jest moja tak całkiem, tak jakbym chciała by była..
Dziś właśnie mija mi 11 miesięcy bez acodinu.  Przez te jedenaście miesięcy kilka razy tak bardzo chciałam to wziąć, ale udało się.. dotarłam. Mogę śmiało powiedzieć, że jestem trzeźwa. Bez acodinu mi lepiej. Bez zioła mi lepiej. Bez litrów wina, piwa, wódki... Jestem trzeźwa i jest mi dobrze. Nie sądziłam, że kiedykolwiek to tu napiszę. ale tak jest. I dziękuję Bogu za tą siłę, dziękuję Jej za tysięczne pieprzenie mi, że to jest gówno, że nie daje to ukojenia, że to co wtedy czuję jest udawane, że prawdziwy uśmiech jest tylko kiedy jest się trzeźwym! Teraz to widzę, czuję.. i nie potrzebuję niczego, by być poza tą rzeczywistością, która mnie otacza, wraz z Nią, która daje mi zapominać, nie musząc być na chaju, by przestać myśleć... To takie boskie.. wiesz?
I dziękuję Aniołkowi, który dawał mi wciąż wiarę, że bez tego da się żyć. Osoba, która rozumie mnie tak dogłębnie, czując to co ja..Gdyby nie te dwe ukochane, moje Aniołki wiem, że żyłabym wciąż nie patrząc na trzeźwość, żyłabym wciąż zatracając się, myśląc, że wszystko jest moją winą, że to ja jestem ta zła, ta najgorsza..
Nie piję energetyków od ponad 10 dni. Piję kawę jedną dziennie. Więcej nie mogę. Może nie chcę bardziej niż nie mogę.. Serce nie boli już wcale, ale boję się znów zacząć to pić, bo przecież może znów zacząć tak boleć, że znów będę umierać z bólu..
Od niedzieli było mi okropnie niedobrze, tak że myślałam, że umrę. Już zaczełam myśleć, że jestem w ciąży.. ale wtedy to chyba bym się zabiła. Poza tym nie wiem co mi strzeliło do głowy, że myślałam tak jak przecież.. to nie byłoby możliwe. Ja to zawsze muszę mieć głupie pomysły, ale no tak z dupy byłoby mi niedobrze cały tydzień? Albo mam coś z watrobą, albo z żołądkiem.. muszę zrobić badania krwi, bo to nie jest normalne. ale nie mam gdzie. Na wizytę czeka się miesiąc w mojej przychodni, więc chyba raczej zrezygnuję. Od dwóch lat nie mam lekarza i jakoś żyję. Cóż, że wszysto zaczyna znów się sypać..
Nie biorę tabletek nasennych również od niedzieli. Już cały tydzień. Zasypiam późno, ale jednak zasypiam.. Dziwne, że potrafię, że umiem. Przecież 3 lata były koszmarem, a teraz zasypiam o tej 3 bez tabletki nasennej.
Nie mogę palić. Nie palę od dwóch dni zbytnio.. Bo to, że jest mi niedobrze, jest od papierosów.. Ona ponoć też tak miała.. ale dlaczego tak jest? Przecież palę od listopada 2009 i nigdy nic mi nie było, a tu nagle z dnia na dzień umieram. Wymiotuję. Siedzę w tej łazience 40 minut bo jest mi tak niedobrze.. Nie wiem co jest. Naprawdę nie wiem..