Telefon rozładował mi się poprzedniego dnia. Podłączyłam do ładowarki, ale nie włączyłam. Rano obudziłam się, by zobaczyć która godzina. Włączyłam telefon. Zegar
wskazywał 11:28... o tej właśnie godzinie
odszedłeś ode mnie 6 lat temu... zostawiłeś mnie samą... Jak to możliwe?
Kim jestem dziś? Co czuję? Jak żyję? Czy już umiem żyć bez Ciebie? Czy to, że Ciebie tu nie ma jest dla mnie już łatwiejsze? Czy boli mniej? Czy czuję już mniej pustkę wokół siebie? Czy już nie tęsknie za Twoim uśmiechem? Twoim dobrem? Twoim ciepłym przytuleniem? Czy już przestałam błagać Go by mi Cię oddał? Czy przestałam błagać Go by zabrał mnie do Ciebie?
Minęło 6 lat...Gwiazdo moja najjaśniejsza jak zgasłaś i nic się nie
zmieniło.. tak jakby to było wczoraj, uporczywie Cię tu
brakuje...nikt i nic Ciebie tu nie zastąpi... dalej tego nie
rozumiem dlaczego Ciebie tu nie ma?
Cały dotychczasowy świat runął w gruzach, a ja patrzyłam jak osłupiała,
niezdolna zrobić żadnego kroku, żadnego gestu, nie mogąc wydobyć z
siebie żadnego słowa.... Czułam tylko ogromny lodowaty chłód i przerażającą
pustkę. Tę pustkę, którą nie ma czym wypełnić, która pozostała i
pozostanie niewypełniona, niczym nie zastąpiona, pozostanie na zawsze...
Gdybym tylko potrafiła cofnąć czas, nigdy nie pozwoliłabym sobie na nie pożegnanie się. Nigdy nie pozwoliłabym sobie na to, byś był w tamtej chwili sam - beze mnie.. Ciekawa jestem co byś zrobił, gdybyś widział to jak bardzo stoczyłam się kiedy Ciebie zabrakło, jak bardzo bolało to kiedy ktoś zrobił coś cholernie złego i że to odbija się piętnem na mnie i mojej i tak już zszarganej psychice do dzisiaj.. Tak bardzo chciałabym wiedzieć co zrobiłbyś gdybyś wiedział.. Czy zostawiłbyś mnie samą na pastwę losu jak matka, kiedy się dowiedziała? Czy pozwoliłbyś mi na to, co robiłam, by zapomnieć jak bardzo czułam się upokorzona i brudna? Czy zagłusiłbyś ten krzyk który rozrywał moją duszę? Co byś zrobił?!
I czemu nie zrobiłeś nic? Czemu pozwoliłeś mu na to?
Bardzo Cię kocham. I mimo, że to już tyle lat ja wciąż myślę, że zaraz wrócisz. że gdzieś wyjechałeś.. że przyjdziesz do mnie i mnie przytulisz. że pomożesz mi. Tak bardzo chciałabym być tam z Tobą.. Tak bardzo chciałabym móc Cię przytulić.. powiedzieć Ci jak bardzo jesteś dla mnie ważny, jak mocno Cię kocham i jak bardzo chciałabym być taka jak Ty... z powrotem..
Byś mógł być ze mnie dumny...
Tak bardzo chciałabym poczuć ciepło bijące od Ciebie, Twój blask,
pogodny i radosny uśmiech, Twój zarażający optymizm życiowy, przy Tobie
nic nie było trudne, wszystko było do osiągnięcia....
Chciałabym Cię przeprosić. Za wszystkie złe rzeczy. Za to, że piłam do nieprzytomności, ze jarałam, że paliłam fajki, że ćpiałam acodin.. wiesz, to wszystko było z bezsilności, z rozdarcia, z wielkiego bólu rozrywającego duszę.. ale już przestałam. Dzięki, że mi pomogłeś. Bo na pewno tak było. :)
Dzięki Tobie nie palę papierosów... od wczoraj już wiem, ani jednego nie wezmę, nawet bucha.... Tylko daj mi tą siłę, by przetrwać nawet kiedy strasznie mi źle... Musisz mi wtedy pomóc, bo wtedy bardzo bym chciała....
Czekam na Ciebie. Proszę przyjdź do mnie. Przytul mnie. Tak mocno Cię potrzebuję... Nawet nie wyobrażasz sobie ile bym oddała bym mogla Cię zobaczyć przez moment... Tak bardzo chciałabym potrzymać Twoją najdroższą rączkę, poczuć ciepło Twej dłoni.. Powiedz mi dlaczego to takie nieosiągalne?
Dlaczego mam żyć bez Ciebie? Kto niby tak powiedział?