"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."

niedziela, 31 lipca 2011

I'll always want You... I'll always need You... I'll always love You.... and I will always miss You...

Wczoraj chciałam się naćpać... Nie potrafiłam wytrzymać, nie chciałam myśleć... Poszłam więc do apteki, kupiłam aco... Dziś pół dnia biłam się z myślami.... Pół dnia w wielkiej męczarni... Myślałam, że przejdzie, że będzie lepiej. Ale nie było.. Było coraz gorzej. Trzymałam je w ręku i błagałam, by się nie złamać... Morze łez spływało po policzkach. Chciałam nie myśleć, bo Ona mi nie uwierzyła... czy ja aż tak oszukuję, by mi nie wierzyć? Powiedziałam Jej prawdę, tylko prawdę... z resztą przecież po to dałam Jej adres.. Ale napisała mi sms-a: "Rozumiem.. Dziękuję, że mi powiedziałaś. Ale wiedz, że jeśli skłamałaś, wyrządziłaś mi najgorsze zło, jakie mogłaś jeśli było inaczej, to nie będę miała do Ciebie ani szacunku, ani litości, a R też na tym ucierpi.. Jak coś jest to ostatnia szansa na zmianę zdania. Jeśli mówisz prawdę, jeszcze raz dziękuję, bo to dla mnie bardzo ważne.." - zabolało. Cholernie.. Bo nie po to Jej powiedziałam, żeby Ją okłamywać... Dlaczego mi nie uwierzyła? Przecież to była i jest tylko prawda, nic więcej..  Mówiła, że mogę sobie Go wziąć, że On dla niej nic już nie znaczy..? Dlaczego oszukała skoro znaczy? To bez sensu... Jestem głupia... Zbyt glupia, by istnieć.. Jeśli kiedyś stanie mi serce z rozpaczy.. Wiedz, że Cię kochałam.. Ale nie wybaczę Ci tych słów, które powiedziałeś Jej przy mnie.. Ponieważ już nie wybaczam.. Musiałbyś sobie zasłużyć..
Przepraszam, jeśli zrobiłam źle. Jeśli Ci zależy, to wybacz mi.. Nie chciałam Cię zranić, nie chciałam.. Po prostu tak bardzo się bałam, że to ostatnia szansa by Go zobaczyć... Już i tak chyba nie zdążę... Byłam dla Niego dziwką do zaspokojenia Jego potrzeb. Ale ja nie patrzę na to w ten sposób.. Był wszystkim, jest wszystkim i zawsze wszystkim będzie.. Zawsze. Jeśli chcesz, możesz mnie za to ukarać.. Nie Jego... Nie chcę, by jeszcze bardziej cierpiał... Proszę...
Miałam wyrzuty sumienia.. I wyjęłam je poraz kolejny. Nie miałam już siły opierać się pragnieniu... ale? Nie powinno mnie tu być. Kurwa nie powinno.. Nie jestem trzeźwa... Wybacz, nie myślę...

Wiele się zmieniło, od tamtego czasu.. Dlaczego to wszystko jest tak trudne, by zapomnieć....

Jestem dzieckiem lęku, jestem dzieckiem śmierci, którą noszę w sobie. Jestem swoją własną samozagładą. Ale jeszcze jestem.. Czasami tylko przychodzi taka myśl, żeby pożeglować bez powrotu.. na tamtą stronę tęczy..

Tatusiu nie ma Cię 3lata, 7 miesięcy, 1 tydzień, 4 dni.. - Coraz częściej o Tobie myślę.. Myślę, by pójść do Ciebie. Zobaczyć Cię już teraz.. Teraz, natychmiast! Jestem ciekawa jak wyglądasz, co robisz, czy tęsknisz za mną czasem... Tak bardzo chciałabym się do Ciebie przytulić, powiedzieć, jak bardzo jest mi źle... Jak bardzo boli przeszłość, jak bardzo nie chcę tu być już bez Ciebie... Proszę przyjdź znów do mnie w śnie, przytul mnie... Powiedz, że uratujesz moją straconą duszę..

Siedząc w ciemności, nie umiem zapomnieć.

sobota, 30 lipca 2011

o Lekarzach i..

Byłam u neurologa i kardiologa.. Matka oczywiście musiała ze mną pójść i mówić za mnie. Ja nie chciałam, by wiedziała, że mnie to boli.... więc siedziałam cicho. - ona tam jak zwykle robiła z siebie idiotkę, ale mniejsza o większość. Wyszliśmy. Mówię Asi, że nie powiedziałam nic... a Ona mnie zaciągnęła tam spowrotem. I dziękuję Ci za to bardzo. Dobrze, że dał mi skierowanie na tą tomografię.... może ogarnę co mi jest. Powiedziałam, że mnie boli i że wciąż od pół roku kręci mi się w głowie. Dobrze, że udało mi się zrobić tak, że matka jednak o tym nie wie. Dał mi jakiś lek niby na sen, ale to nieprawda. Bo hydroksyzyna chyba nie jest nasenna tylko przeciwlękowa, a ja narazie nie mam żadnych lęków.. :p No chyba, że po zielonym - coraz częściej. Chciałam "nasen" bo on jest dobry, babcia mi kiedyś dała ćwierć tabletki i zmuliło mnie na pół dnia. Ale oczywiście matka zaczeła gadać, że nie, że to jakiś psychotrop, pytać czy uzależnia.. Potem chciał mi przepisać stilnox, ponoć dobry, taki jak nasen.. ale niby też uzależnia i staneło na hydroksyzynie.. muli mnie, śpie.. narazie jest dobrze, ale to strasznie późno..
Byłam wczoraj u kardiologa.. Mam nerwice sercową. Ale od czego? Przecież nie mam zbyt stresów, nie denerwuje się wszystkim i niczym.. No chyba, że te ostatnie wydarzenia miały na to jakiś szczególny wpływ. Dała mi na szczęście skierowanie na EKG i echo. Może mi coś wyjdzie.. Bo nie wierzę, że to nerwica.

"Nerwica serca to czynnościowe zaburzenie pracy serca powstające na podłożu lękowym. Do najczęstszych przyczyn zaburzeń należą zaburzenia stanu psychicznego chorego powstające na tle niepowodzeń w życiu zawodowym, osobistym, niskie poczucie własnej wartości czy choroba lękowa.
Objawy nerwicy serca mogą być rozmaite i mieć różne nasilenie, do podstawowych objawów należą: bóle w klatce piersiowej, mocne bicie i kołatanie serca, niepokój, osłabienie, duszności, przy jednoczesnym braku zdiagnozowanych chorób serca czy nieprawidłowości w układzie krążenia. Bóle te lokują się zazwyczaj w okolicy przedsercowej, mają charakter kłujący i przeszywający, co dodatkowo przyczynia się do odczuwania lęku i wzmożonego napięcia nerwowego. Ból może być również tępy, niezbyt nasilony i może utrzymywać się nawet do kilku dni. Bóle te nie promieniują, nie są związane z wytężonym wysiłkiem i nie zanikają po zażyciu nitrogliceryny, osłabia je natomiast lub całkowicie eliminuje zażycie leków na układ nerwowy.
Chorzy na nerwicę serca dość często mogą również odczuwać duszności. Polegają one na niemożności wykonania odpowiednio głębokiego wdechu. Specyficzna jest również zmiana akcji serca, która przyśpiesza pod wpływem niewielkich bodźców psychicznych i równie łatwo zwalnia. Mocne bicie serca i kołatanie może mieć charakter subiektywny."
On się do mnie wciąż nie odzywa... Cholernie chce do Niego napisać, ale nie mam odwagi.. nie chce się narzucać, nie chce żeby znów ogarnął, że tak bardzo mi na Nim zależy. Co robić?
Jebać to. Nie mam zamiaru się do niego odzywać.. Skoro traktuje mnie jak śmiecia kurwa, jak mu się podoba... Jeszcze Ona teraz ma pretensje... i znów czuje sie winna.. jak jakieś gówno wyrzucone na jezdnię... A mówiła.. że Jej na Nim nie zależy, że ma Go gdzieś, że mogę sobie Go wziąć... Ja pierdole... Co ja zrobiłam... :(

Idę się naćpać. Pierwszy raz.. jakoś od czerwca... Bo nie wytrzymam zaraz.. Jak mogłam Jej to powiedzieć.... Nie mam zamiaru kurwa już myśleć... Może tak przedawkuję? Wezmę z 60. I zniknę. O tak.. to by było coś...
                                                             
                                                                                                                   

♥♥♥♥
Kocham. ♥


SPIERDALAJ Z MOJEGO SERCA!!!!!
(...)
"WYPIERDALAJ Z MOJEGO ŻYCIA!"

piątek, 29 lipca 2011

Co czułam, co wiedziałam, co wiedzieć powinnam...

"Kiedy światła gasną, prawda co przeraża
W mojej dłoni maska, która twarzą mą już się stała,

Kim naprawdę jestem gdy kurtyna spada
gdy iluzji bezpowrotnie cały świat już oddałam"

Pierwsza "rozmowa" za mną... rozmowa, której tak bardzo się bałam...Nie chciałam słyszeć znów jej oskarżeń, tych słów, które zabijały kiedyś  moje wnętrze. Boję się wrócić do tamtych scen, tamtych myśli, wspomnień, twarzy, emocji... nie chcę wracać do wspomnień, które zabiły moją niewinność, zabiły moją szczerość, zaufanie.. nie chcę przypomnieć sobie znów tego dotyku... tych słów, które pragnę wciąż wybić sobie z pamięci, tego spojrzenia, które mówiło "zabiję" kiedy się nie zgodzisz.. Pamiętam to wszystko, choć to już tak odległe.. tak daleko patrzeć muszę znów w przeszłość... która wciąż gdzieś jest wewnątrz, której nigdy nie chciałam i nie chce pamiętać... a jednak wciąż tak samo boli... wciąż pamiętam... może nawet bardziej, bo zaczynam znów się obwiniać... Pamiętam każde słowo.. każdy dotyk, każde spojrzenie.. Pamiętam jak bardzo bolało.. Pamiętam jak czułam się brudna... pamiętam jak bardzo się bałam cokolwiek zrobić.. Nie chciałam nie zdać, ale nie chciałam też zdać "dzięki" niemu, temu, który pokazał mi jak bardzo on może sparaliżować mnie od wnętrza, do zewnątrz.. Pamiętam jak nie potrafiłam ruszyć się spod jego wielkiego cielska.. Pamiętam jak bardzo się bałam cokolwiek powiedzieć... a kiedy w końcu się odważyłam... miał to gdzieś.. Pamiętam, jak jego wielkie łapy wędrowały po moim ciele... pamiętam, jak mnie całował...i jak mówił, że nic nie robi... i pamiętam ten strach i błaganie w myślach.. "skończ już..." i ta myśl, byleby mu nie odbiło bardziej...

A mimo to, chodziłam tam. Ale chciałam tylko zdać.. Tylko to.. Nie chciałam niczego więcej, po prostu, żeby zaliczyć cokolwiek.. I jak tu sobie wytłumaczyć, że to nie moja wina? Nie moja? Jak wytłumaczyć sobie, że nic nie zrobiłam? Jak wytłumaczyć sobie, że wciąż jestem tą samą osobą? że nic się nie zmieniło? Bo przecież zmieniło się tak wiele.. być może nawet wszystko.. Bo już chyba nic nie jest tak, jak być powinno, nic nie jest takie jak kiedyś... A co ze słowami "Chciałabyś być ze mną?" albo "Uprawiałaś już kiedyś z kimś seks?"

Mój strach zabija, więc czasu coraz mniej...



 "Nie daj mi się zwieść. Nie daj się zwieść masce, która noszę. Bo noszę maskę. Noszę tysiące masek, które boję się zdjąć – a żadna z nich nie jest mną. Udawanie jest moją drugą naturą lecz nie daj się zwieść.
Stwarzam wrażenie, że czuję się bezpiecznie, że jestem spokojny i pogodny, wewnątrz i na zewnątrz, że pewność siebie to moje drugie imię, że wody są spokojne, a ja nad wszystkim panuję i nie potrzeba mi nikogo. Jednak nie wierz w to proszę.

Na zewnątrz wydaję się spokojny lecz moja twarz to maska. Pod nią nie ma samozadowolenia i opanowania. Pod nią mieszka prawdziwy ja – zmieszany, przestraszony, samotny. Jednak skrywam to, nie chcąc by ktokolwiek o tym wiedział. Drżę na myśl, że moja słabość mogłaby się ujawnić. Dlatego pospiesznie tworzę maski za którymi mogę się ukrywać, nonszalancką, wyszukaną fasadę, która pomaga mi udawać i chronić mnie przed spojrzeniem, które wie. Tymczasem to spojrzenie jest moim zbawieniem, jedynym zbawieniem. Wiem o tym. Tylko ono może mnie uwolnić od siebie samego, z tych własnoręcznie wzniesionych murów, więzienia, zza barier, które tak starannie stawiałem. Lecz nie mówię ci tego. Nie śmiem. Boję się.
Boję się że w ślad za Twoim spojrzeniem nie pojawi się miłość i akceptacja.
Boję się że będziesz gorzej o mnie myślał, że będziesz się śmiał, a Twój śmiech mnie zabije. Boję się że tam w głębi jestem nikim, że jestem zły, a Ty to dostrzeżesz i mnie odrzucisz.Zatem kontynuuję swoją grę pozorów – z fasadą pewności na zewnątrz i drżącym dzieckiem wewnątrz. Tak zaczyna się parada masek – błyszczących lecz pustych – a moje życie staje się polem bitwy. Leniwie gawędzę z Tobą uprzejmym tonem towarzyskiej rozmowy. Wszystko co mówię w istocie nic nie znaczy, nie ma związku z tym co krzyczy we mnie, wewnątrz mnie. Zatem nie daj się zwieść temu co mówię . Proszę wsłuchaj się uważnie i spróbuj usłyszeć to czego nie mówię… co chciałbym umieć powiedzieć… co muszę powiedzieć żeby przetrwać… lecz nie potrafię. Nie lubię się ukrywać. Naprawdę. Nie lubię fałszywych gierek które prowadzę. Naprawdę chciałbym być szczery, być sobą – lecz Ty musisz mi pomóc. Musisz wyciągnąć do mnie rękę, nawet gdy wydaje Ci się że zupełnie tego nie potrzebuję, nie pragnę. I nie zniechęcaj się, w końcu odpuszczą skorupy, stopnieje lód, maska spadnie. Za każdym razem gdy jesteś miły i łagodny, gdy dodajesz mi odwagi i gdy starasz się zrozumieć, bo zależy Ci na mnie – za każdym razem mojemu sercu wyrastają skrzydła. Są to bardzo małe, bardzo słabe skrzydła, ale skrzydła. Z Twoją wrażliwością i współczuciem, z Twoją siłą zrozumienia dam radę. Ty możesz tchnąć we mnie życie. Nie będzie to dla Ciebie łatwe. Długo tkwiąc w przekonaniu o swojej bezwartościowości, zdążyłem wznieść mocne ściany. Jednak miłość jest silniejsza od grubych murów i w tym kryje się moja nadzieja. Proszę spróbuj skruszyć te mury, stanowczą lecz delikatną dłonią, gdyż dziecko jest bardzo wrażliwe, a ja jestem dzieckiem. Może się zastanawiasz kim jestem. Jestem kimś kogo bardzo dobrze znasz.."

środa, 27 lipca 2011

O Nim.

Napisałam Mu dwa dni temu, żeby dał mi spokój.. Bo patrząc na Niego i na Nią zdałam sobie sprawe, że ja byłam tylko zabawką w jego rękach.. Ale nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z Nim, ani tego, że był mój kilka razy chociaż na tak krótki moment.. Mogłam przypomnieć sobie jego oczy, dłonie, usta.. Jego dotyk.. Przez chwilę czułam, jakbym miała wszystko, na co tak bardzo długo czekałam, miałam JEGO. Był inny niż kiedyś.. ale ja nie chciałam tego zatrzymać. Chciałam zapamiętać wszystkie chwile, które kiedyś były tak boskie, by potem pamiętać je nie zapominając szczegółów. Teraz chyba wszystko się skończyło. Ale może to lepiej. Nie wiem, czy potrafiłabym ciągnąć to po ostatniej akcji z Nią i z Nim.

"Objął mnie i przez chwilę, która wydawała mi się wiecznością, odniosłam wrażenie, że mam wszystko."





A ja nie wiem czy wytrzymam te dwa dni - czwartek i piątek.. W czwartek mam tego kardiologa, w piątek neurologa... a do tego w czwartek mój kochany Aniołek przyjeżdża do mnie.. ja nie wiem czy się odważe być trzeźwa, wypieprzyć jej jak bardzo mnie zawiodła.. Nie wiem, czy będę umiała jej cokolwiek powiedzieć, nie wierzę, że wtedy da mi spokój... nie chcę jej pomocy. Zapewne przyjdę zjarana. - przynajmniej mówiąc Jej nie będę myśleć. I nie wiem czy ptrzypadkiem nie spieprzę z chaty... Nie wiem czy się odważę. Zbyt mocno się boję....

 
Ry, mam tylko jedną prośbę.. Nie zapomnij nigdy, jak mocno Cię kocham i proszę przyjdź na mój pogrzeb..

poniedziałek, 25 lipca 2011

Nienawiść... słowo puste?

Kurwa jak ja tej matki nienawidzę! Niech kurwa spierdala! Znowu kurwa wczoraj się na mnie rzuciła i z krzesła mnie prawie zrzuciła! Suka. Niech zniknie z mojego życia, z moich oczu... Nie potrzebuję jej! Jakaś pojebana. I jeszcze mówi mi o jakiejś policji... Kurwa, śmieszne! Chciałabym żeby umarła. Przynajmniej miałabym spokój. Ile ja bym oddała, żeby zamiast niej żył Tatuś... Zupełne kurwa przeciwieństwo Bożeny..

Przestaję myśleć, bo za chwilę znów morze łez wyskoczy z moich oczu.

niedziela, 24 lipca 2011

"Tego dnia nie chciałam już się obudzić"

Spotkałam się z O. zapaliłyśmy trochę, potem przyszedł On... Na policzkach wciąż widać było moje łzy, bolało to czego się wcześniej dowiedziałam. Musiałam odreagować, przestać myśleć, przestać czuć tak wielki ból po tym czego się wczoraj dowiedziałam.. I powiem tak: - kolosalna różnica zachowania do mnie, a do niej..

Syn nie żyje.. Umarł wczoraj w nocy. Kochanie trzymaj się tam, zawsze będę Cię kochać... 23.07.2011r. [*] Miałeś walczyć, miało być dobrze.. A teraz nie ma nic, okropny ból i pustka.. jak wted gdy straciłam Tatę.. Dlaczego to Boże?! Dlaczego Go mi wziąłeś? Ile razy jeszcze się na mnie zemścisz?!
Ona - ta przez którą wylałam wczoraj morze łez, ta którą kocham.. I ta, której tak bardzo chciałabym pomóc.. Wziąć to jebane cierpienie. Tak bardzo chciałabym Ją teraz przytulić, powiedzieć Jej, że będę zawsze i być zawsze. Ale nie wiem, czy potrafię już być silna... Boję się, że nie zatrzymam w sobie łez, kiedy Ją zobaczę.  To chyba ponad moje siły...

"Chcę spędzić z Tobą życie.." - usłyszałam słowa kierowane w jej stronę. Nie spałam całą noc... Ryczałam i nie umiałam zatrzymać łez, odkąd się dowiedziałam....
Nie chcę już więcej patrzeć na świat, który mnie otacza... Boże pozwól mi odejść, a zwróć im życie, Jej zdrowie.

sobota, 23 lipca 2011

Kurwa. Chcę umrzeć za Nią.

Nie wiem co robić, co myśleć, jak żyć... Mój Syn nie żyje. Pierwsza najgorsza rzecz, którą dziś usłyszałam.. Pierwsza myśl: Jak to nie żyje?! - głupi żart..
Druga najgorsza wiadomość.. Ona ma cukrzyce. Ta najdroższa, najlepsza, naukochańsza... Nie wiem co robić.. Pomocy.. :(

Dlaczego Boże mi ich zabierasz?! Tych najlepszych, tych najukochańszych, a tych złych, niedobrych zostawiasz? Za co? Dlaczego? :(

czwartek, 21 lipca 2011

Do niej.

Ciągle muszę matke okłamywać.. mówię jej: "Tak, odprowadził mnie.." a tak naprawdę ciągle wracam sama, zazwyczaj w środku nocy, bo mu się nie chce mnie odwieść. Wczoraj znów pojechałam do niego na przystan około 22:30, byłam w tym alkoholowym poraz setny pytając o Cannabię, ale stwierdził, że ją wycofali...
Jak mam kurwa żyć w trzeźwości?! Nie chciałam wczoraj znów myśleć kurwa, bo znów się wpieprza. Nie mam już siły. Chciałam sięgnąć po acodin, ale musiałam zrezygnować - ale to lepiej. Wypiłam dwie lampki wina i było ewentualnie...
Będę zapominać jak mi się podoba! Mogę się pochlastać, nawpieprzać się acodinu, upić się wódką, winem, czy zapalić zioło i śmiać się.... ale? ale kurwa nie mam odwagi wziąć ostrza w dłoń, nie mam odwagi wziąć aco, bo mam świadomość, że znów się wpieprzę.. Chuj zapomnę. Tylko niech matka już nigdy nie każe mi tego sobie przypominać..

"Take a look at my body
Look at my hands
There's so much here that I don't understand"


Nienawidzę Cię. Nie zasługiwałaś nigdy na moje pieprzone dobro. Teraz jestem zła.. I mam Cię gdzieś. Nigdy nie będzie jak dawniej. Nie rozumiesz? Zbyt mocno mnie zraniłaś. Nie rozumiesz, że to nie jest tak, że znienawidziłam Cię tylko po tamtym? To nie tak.. Pracowałaś sobie na to latami, pracowałaś zachowaniem, słowami i swoimi czynami. To, że wyzywałaś mnie tyle lat.. To, że nigdy ze mną nie porozmawiałaś.. To, że Ona zawsze była ważniejsza.. To ostatnie.. jednak najbardziej zabolało. To wszystko przez Ciebie. Jakbyś do tego nie doprowadziła.. teraz byłoby inaczej. Nie czułabym tego.. Nie czułabym się tak... Nie obwiniałabym się... Nie zaczełabym się staczać...
Zdałam. I co mi z tego przyszło? Ale Ciebie to nie obchodziło, miałaś w dupie te pieprzone koszmar, to jak bardzo bałam się wyjść z domu.. To, że nie potrafiłam spać.. Nie obchodziło Cię dlaczego zaczęłam ćpać.. Nie obchodziło Cię dlaczego nie umiałam rano wstać.. Nie widziałaś moich łez każdej nocy, tego strachu przed zaśnięciem.. Nie widziałaś, kiedy całumi nocami siedziałąm w kuchni... Nie obchodziło Cię dlaczego przychodzę naćpana, najebana, zjarana - czy w ogóle to widziałaś? Czy kiedykolwiek spytałaś, dlaczego się znów pociełam? Nie obchodziło Cię to. Nigdy nie spytałaś się mnie: "co się takiego stało Ada?" - radzę sobie... i nie potrzebuję Cię już...
Nie umiem teraz Ci nic powiedzieć w twarz. Nie potrafię Ci nic powiedzieć o tamtym... Boję się tego jak zareagujesz... Boję się, że znów powiesz mi "dlaczego mi nie powiedziałaś wcześniej?" KURWA - już nie pamiętasz tego, że mnie w ogóle nie słuchałaś?! Już nie pamiętasz jak gadałaś, że mnie widziałaś..? Już nie pamiętasz ile razy mówiłaś, że zadzwonisz czy poszłam?! Nie pamiętasz już jak mówiłaś mi, że nie po to płacisz żebym znowu nie zdała? KURWA - Jak mogłaś.. I jak teraz możesz burzyć mi to co wciąż próbuje poukładać...
NIE POTRZEBUJĘ CIĘ JUŻ BY ŻYĆ..
NIE POTRZEBUJĘ CIĘ JUŻ BY ZAPOMNIEĆ..
Daj mi spokój, bo i tak będę czuć się winna.. Ale niech CIEBIE to nie obchodzi. Ty masz nie wiedzieć, że to wciąż boli... Bo miałaś to gdzieś! Pozwoliłaś! Teraz udajesz, że nie masz, ale masz... I będziesz mieć.. A ja głupia myślałam, że to też uleczy czas. Gdybym wiedziała, gdybym tylko wiedziała..

Musiałam się wygadać, bo już nie mogłam wytrzymać. Znowu o tym..
Byłam na badaniu krwi w końcu..

wtorek, 19 lipca 2011

do niej.

Kiedy byłam mała, "byłam jak piesek. Kopniesz go, a on i tak będzie się cieszył kiedy Cię zobaczy." Teraz z resztą też tak jest. Nie trzeba daleko szukać - ON. Miał mnie w dupie przez prawie dwa lata, bił mnie, wyzywał, a teraz kiedy się pojawił, myślę, że znów złapałam Boga za nogi.
Już nie umiem czuć się aż tak swobodnie przy tych, którzy mi coś zrobili, powiedzieli kiedyś czy coś. Już nie umiem być całkiem przy nich sobą. Przynajmniej kiedyś wydawało mi się, że jestem... A teraz? Wszystko się zmienia, a mimo to za wszelką cenę chcę, by wciąż byli obok. Czemu?
Matka znów mnie zapytała o tą policję. Niech da mi spokój, bo wykrzyczę jej znów w twarz jak bardzo jej nienawidzę...  Ale czy Ona zdaje sobie sprawę co mi robi takim pytaniem? Czy nie zdaje sobie sprawy, że znów szystko wraca? Chciałabym, by już nigdy się o to nie spytała. Niech da mi w końcu zapomnieć.... Jeśli jeszcze raz się spyta chyba się pochlastam. Więc niech nie daje mi powodu.. Bo kiedy znów spyta się mnie: "Co te rany robią na Twoim ręku?" powiem jej - to przez Ciebie. Ale nie wiem czy zdołam powiedzieć jej dlaczego. Miałabym jej powiedzieć "To przez to, że mi o nim wciąż przypominasz, nie dajesz zapomnieć, przestać się obwiniać, myśleć i nie dajesz zapomnieć o tym co czuła, kiedy kazałaś...."? - Ona i tak nie zrozumie. Jest dla mnie tylko wspomnieniem, tego kim była dla mnie kiedyś. Dalekim wspomnieniem... I nigdy już nie będzie w moim odczciu jak kiedyś. Nigdy jej nie wybaczę.. Dlatego nigdy nie pójdę z nią na policję. Po dwóch i pół roku? - śmieszne... Nie chce o tym myśleć. Nie chcę pamiętać. Czy nie rozumiesz?! Ona wszystko mi niszczy, nawet takim tekstem.
Kręci mi się w głowie bo wczoraj trochę wypiłam... I boli jak cholera. Ale ciiii... nikt nie może o tym wiedzieć.

poniedziałek, 18 lipca 2011

Krzyk nocy i rozpacz dnia.

Nie wstałam. Nie potrafiłam. Każda noc znów mija mi na niemym błaganiu o sen, który nie chce nadejść. Chyba zostało mi pogodzić się z tymi bezsennymi nocami, albo kupić tabletki nasenne i znów brać je garściami.. Chyba wybiorę to drugie, bo pierwsza opcja mnie już wykańcza... Nie wiem co robić. W dzień udaję, że jest dobrze, choć wcale tak nie jest. Nocą siedzę w kuchni i patrze jak z minuty na minutę  kolejna noc zmienia się w dzień. i tak w kółko. Albo udawanie w ciągu dnia, albo samotność nocą.
Jest mi niedobrze od kilku dni... Boję się.
Naprawdę nie obchdzi mnie czy zrobię to badanie krwi czy nie. To by graniczyło z cudem gdybym po koszmarnej nocy rano wstała i tam poszła, nie potrafię... Interesuje mnie tylko ten głupi kardiolog i ewentualnie neurolog, bo to najbardziej mnie boli.
Ponieważ dzisiejszej nocy znów mnie bolało, tak bardzo że nie wiedziałam co robić.

Zbyt mocno boli każde otwarcie oczu na świat po cholernie trudnej beznadziejnej nocy. Nienawidze dnia, ani nocy. Wolałabym już nicość.

niedziela, 17 lipca 2011

"Wódki smak i szary gniew."

Od dziś będę mówić prawdę tylko prawdę i całą prawdę Boże... Jestem alkoholiczką i nałogową ćpunką, wrakiem i nic niewartym, głupim, beznadziejnym człowiekiem. Upadłym Aniołem, któremu kiedyś obcięto skrzydła... Jestem egoistką i szmatą, która masz wszystko gdzieś. Jestem dziwką i wielką kupą ścierwa. Ale dlaczego karzesz ich za moje błędy? Kolejna pieprzona, nieprzespana noc spędzona w kuchni z fajkiem w ręku...
Wszyscy mogą, ale On nie. On nie może. Muszę Go uratować... Dlaczego wszystkich mi zabierasz?! Wszystkich rozumiesz?! Zabrałeś mi Tatę, zabierasz Babcię, a teraz Syna... za co? Co ja Ci kurwa zrobiłam?! Jeśli Go weźmiesz, ja już nikogo nie będę tu mieć... Nikogo. Będę sama jak palec na tym brudnym świecie pełnym złych ludzi.. Bo powiedz kogo mam?
Matkę, która nagle udaje, że się mną interesuje, że martwi się o mnie?
Siostrę, która wyzywała mnie od pojebanych?
Wuja, który nawet nie chce przyjechać po mnie na przystanek?
Babcię, chorą na raka, która nie chodzi?
Drugą, która jest wariatką?
Nie chce tak... Błagam, nie zabieraj mi Syna... Jeszcze nie teraz, nie w tym momencie, nie teraz kiedy jest mi tak źle... Czy to przeze mnie? Przeze mnie? Przeze mnie też wziąłeś mi Tatę? To ma być kolejna kara za to, że nie potrafię żyć? że tak mnie boli? dlatego bo zatracam się, by nie myśleć? Dlatego chcesz mi Go wziąć?
Weź mnie. Nie ich. Nie tych, których tak kocham...

"Zimny westchnął lęk, tak dosadnie, że powołał zły sen."

Jutro idę na badanie krwi, jeśli zdążę wstać o 8. A pewnie nie wstane.

sobota, 16 lipca 2011

"Nie lubię jak ktoś patrzy mi się w oczy."

Nie lubię jak ktoś patrzy mi się w oczy, bo boję się, że odkryje prawdę. -to co pragnę w sobie ukryć jak najgłębiej..

Przed chwilą matka weszła do pokoju i mówi do mnie taki tekst: "Kiedy idziemy na policje?" Co to znaczy? Z jakiej racji "my"? i z jakiej racji w ogóle jej to przyszło do tego łba? Jebać Ją. Jebać to. Nie chce jej i nie chce tego. Niech się nie wtrąca.. Ja kiedyś coś zrobie, może... kiedyś. Teraz niech mi da z tym spokój, już prawie nie myślałam... Wszystko mi znów zjebała. Nienawidzę jej. Niech się nie wtrąca w moje sprawy, niech się nie wtrąca w to co robię, o której wracam nocą, co piję, czy biorę, czy palę zioło.. Niech się nie wtrąca w jaki sposób o tym próbuje zapomnieć.

Wczoraj byłam w Browarmii.. z Nim. Piliśmy sobie piwo.. Zbyt mocno tęsknię. O nie, nie mogę sobie na to znów pozwolić.. Muszę znów zabić tą tęsknote. I znów wróciłam po trzeciej. Wolę tak.. niż siedzieć całą noc w chacie i nic nie robić, nie móc zasnąć, ani z nikim pogadać.
I dajcie mi spokój. Błagam.. Nie chcę już myśleć, bo znów cholernie boli. Wyjebane mam. Mam dość. Pierdolę.

czwartek, 14 lipca 2011

Bezsenność zabija mnie.

Chce tylko iść spać. obudzić się i zrobić to samo. 
Wciąż jedno i to samo. Bo jest problem. Nie potrafię.

Mój cały dzień wygląda następująco: Wstaję późno.. siedzę przy komputerze, oglądam tv.. wychodzę przed przyjściem do domu matki i przychodzę najczęściej po dwudziestej trzeciej... Albo siedzę w kuchni i słucham muzyki, albo leże w łóżku prosząc znów o sen... Są czasem też wyjątki, że przychodzę o trzeciej, czy drugiej. Było tak na przykład dzisiaj. Siedziałam w pubie, piłam piwo, rozmawiałam z Nim... Było tak bosko, nie chciałam, by się skończyło... Chciał, żebym przyszła do Niego na noc, ale potem się rozmyślił... Nie wiem co o tym myśleć, jak znów żyć, skoro wszystko odwróciło się znów do góry nogami. Miałam nie pić, do tego czasu aż zrobię sobie badania, ale znów nie wytrzymałam... I cóż mam robić?
Chcę tylko znów normalnie zasnąć... Czy to zbyt wiele? Boję się, nie potrafię... Nie umiem...

"Rozpacz i ból nie pozwalają spać. Dobrze to znam.. wiem jak to jest leżeć wśród ciemności Na dodatek wiedząc, ze ci którzy skrzywdzili mają się dobrze i im snu z oczu nic nie spędza, bo są zbyt okrutni by mieć sumienie. Życie nie jest sprawiedliwe."


 
"Starasz się, robisz wszystko jak najlepiej. Podchodzisz do większości spraw z lekkim dystansem, gdyż zraniono Cię już zbyt wiele razy. Ukrywasz uczucia pod wieczną maską uśmiechu i radości. Zgrywasz szczęśliwą kobietę, która bawi się życiem. Jednak Ty sama najlepiej wiesz, że w głębi duszy jesteś dziewczyną, która ponad wszystko potrzebuje bliskości. Samotność Cię wykańcza, a Ty po prostu boisz się do tego przyznać."

Chciałabym napić się Cannabi...i śmiać szczerym, prawdziwym uśmiechem i tak bardzo czuć się znów szczęśliwą... - nie myśleć. Bo tego właśnie teraz najbardziej potrzebuję. Iść gdzieś z kimś napić się i zacząć się śmiać.... Bo kocham ten stan.

wtorek, 12 lipca 2011

Boże napraw mi oczy nim pochłonie mnie sen...

Byłam u lekarza. U ogólnego, po skierowanie na badania.. Powiedziałam, że nie mogę spać w nocy i o tym, że mnie boli serce.. Nie powiedziałam, że czasem nie mogę oddychać, ani tego, że cholernie mnie boli... Nie powiedziałam, że nie ma dnia, żeby głowa mnie nie bolała... Za dwa i pół tygodnia mam kardiologa, dzień później neurologa... Czy się odważę?

Napisałam Mu wczoraj smsa: " To chyba nie ma sensu R wiesz... nie chcę, żeby tak było jak jest..
Pragnę Cię.. Potrzebuję Cię.. Kocham Cię.. Jeśli nie chcesz być obok.. Budzić się rano, wiedząc, że jest ktoś kto tak mocno Cię kocha.. Kto oddałby wszystko, by Cię odzyskać... Kto zawsze by Cię kochał bez względu na to co robisz i mówisz.. Kto zawsze wszystko by Ci wybaczył... Kto byłby zawsze, by otrzeć Twe łzy.. Jeśli nie chcesz tego zaznać to ja się odsunę..."
Nie odpisał. Może już nie napisze.. Z jednej strony tak bardzo bym chciała go znów zobaczyć z drugiej - nie chcę jeszcze mocniej cierpieć... a już i tak nie jest tak dobrze i kolorowo. Bo wszystko mi pieprzy... Wszystko... Ale ja wiem, że potrafię się powstrzymać i już się nie odezwać. Już chyba tak.. Kiedyś nie umiałabym Mu niczego odmówić - zrobiłabym wszystko.. Odstawiłabym nawet moich przyjaciół gdyby tylko zadzwonił... a teraz? Mówię trudno i żyję dalej. Już mi go tak bardzo nie brakuje, choć wciąż mówię mu "Dobranoc Skarbie kocham Cię" przed snem...Nie wróci, to nie wróci. Ja tylko chciałam spędzić z Nim te chwile, których za chwile już mogłoby nie być... Mogłabym nie zdążyć... a tak, już chyba wszystko z Nim załatwiłam. I jestem szczęśliwa.
Mój Syn umiera... Muszę w końcu pojechać do mojej Babci.. Boże, czemu mi wszystkich zabierasz?! Tata.. Synek... Babcia... - uratuj ich, zabierz mnie. Nie zniosę, jeśli ich zabraknie nie rozumiesz?

Chuj... nie potrafię spać, nie umiem spać i chyba się zesram niź prędzej zasnę... Potrzebuję tabletki "Nasen" - tylko ona pomogła mi zasnąć na kilkanaście godzin, dawno, dawno temu.
Kiedy odstawiałam jakieś gówno - myślałam, że będzie dobrze. Czy było? Tak kurwa. Trzy dni. Potem nic... Nie wytrzymuję już tego... Bo nikt nie może przecież wiedzieć jak ciężko jest wstać rano po kolejnej nieprzespanej nocy.. i udawać, że ma się wspaniałe życie...Jak trudno jest rozmawiać, uśmiechać się do ludzi.. udawać... kiedy ma się w głowie jedną i w kółko tą samą myśl, uciec... Wszystko znów bez sensu... a już było tak dobrze.. Bo miałam Ją i miałam Jego. Teraz znów Jego nie ma... a Ona może znów odejść... Nie przywiązuj się do Niej znów.. Bo znów tak mocno będzie boleć...

"Nie było źle tak bezkarnie mijać dzień za dniem, wspólnym światłem bić cień.
Zimny westchnął lęk tak dosadnie, że powołał zły sen, ogród nocy i drżeń.
Boże napraw mi oczy nim pochłonie mnie sen,
Barwy nocy, wódki smak i szary gniew.
O proszę otwórz mi oczy bym zobaczył w tym sens,
Jeśli mogę, jeśli nadal jakiś jest.."

Ostatnio matka, powiedziała mi, że mam dobre serce... Czy napewno? Teraz już nic nie czuję... Nie chcę być dobra, nie chcę znów wszystkiego stracić... Nie chcę Jej stracić... Nie chcę Go stracić...
Nie chcę żyć... Nie chce myśleć... Nie chcę istnieć... Po co? I znów mam chęć zapomnieć... napić się, wziąć, cokolwiek...


poniedziałek, 11 lipca 2011

Wszystko spieprzyłam.

Spotkałam się z Nim znowu i chyba wszystko spieprzyłam. Poszliśmy na jakąś działkę, włamaliśmy się do czyjegoś domku, piliśmy piwo... Był tak blisko, a jednak tak daleko... Nie chcę już o Nim myśleć, ja pierdole... Powiedziałam mu "spierdalaj" ale On i tak się odezwie... Nie dziś, nie jutro to za tydzień, dwa... I to chyba jest najgrosze. Bo mimo, że tak bardzo go potrzebuję, nie chcę, by się odzywał skoro stwierdził, że znów jestem dalej niż byłam wcześniej. I te jego słowa, że jestem wredą suką... że się mnie brzydzi... albo, że to, że mam z Nią kontakt, to jakiś spisek. A On kim jest? Czy jest wart tego co chcę mu dać? Czy jest wart tego, co już mu dałam? Ale czy to moja wina, że miałam tak wielką chcicę, że nie mogłam wytrzymać? Ale ja tego nie żałuje... Przespałam się z Nim wczoraj na tych całych działkach, a potem powiedziałam mu żeby już się nie odzywał.. Był tak blisko... Miałam Go znów na ten krótki moment. Byłam szczęśliwa. Mimo, że On może spotykać się ze mną tylko dlatego, żeby się ze mną przespać.
Dzisiaj o 16:20 mam lekarza.. Nie ogarniam, nie chcę... Po co? Wyników jej napewno nie pokaże, bo napewno jest źle skoro ciągle mnie boli... Nie chcę, by mnie ratowała, nie chcę. Po co, skoro ja wolę to co jest teraz, to, że jest dobrze... To, że mam Ją i do wczoraj miałam Jego..


"Czekałam na Ciebie dwa lata. Teraz tu jesteś i nie możesz być mój... Więc wejdź do mojego życia, albo zniknij na zawsze."

sobota, 9 lipca 2011

:(

„Udaję radość, której we mnie nie ma, ukrywam smutek, żeby nie martwić tych, którzy mnie kochają i troszczą się o mnie. Niedawno myślałam o samobójstwie. Nocą, przed zaśnięciem, odbywam ze sobą długie rozmowy, staram się odegnać złe myśli, bo byłaby to niewdzięczność wobec wszystkich, ucieczka, jeszcze jedna tragedia na tym i tak już pełnym nieszczęść świecie." Paulo Coelho

"Jeżeli wstyd miałby twarz, myślę, że wyglądałaby tak, jak moja.Nigdy nie myślałem, że skończyłbym tutaj.
Nigdy nie myślałem, że będę stać tam, gdzie jestem."

piątek, 8 lipca 2011

Boję się, że nie zmienię nic..

W końcu po dwóch miesiącach(albo nawet trzech) matka wczoraj oznajmiła mi, że zapisała mnie na poniedziałek do lekarza... Mówi, że chce iść ze mną, ale ja nie potrzebuję jej sztucznego zachowania... Niech przestanie udawać, że się o mnie martwi. Nie chcę by ona szła ze mną. Znów by robiła z siebie idiotkę. Poza tym.. nie zniosę tych wyników.... Zbyt mocno się ich boję. Kardiolog, neurolog, zwykłe badanie krwi... To znaczy, że co, że nie mogę przez te trzy dni napić się nawet piwa? Bez sensu.

"Nie powiem, jak mi Ciebie brak, bo nie ma takich słów..." - jesteś tak blisko... mimo to tak bardzo nieosiągalny. :(

Wczoraj z Tobą było tak cudownie..


środa, 6 lipca 2011

Jestem naprawdę szczęśliwa.

Jest dobrze... O ile Ona mówiła prawdę, zrobię wszystko, by go odzyskać. W końcu przecież nie zawsze drugi raz dostaje się taką szansę od losu... Byłabym wtedy najszczęśliwszą osobą na świecie. Tak bardzo Go kocham... Jest dla mnie wszystkim. Znowu chce mi się żyć, tryskać energią, krzyczeć ze szczęścia, a nie tylko z rozpaczy jak dotąd...
Mam Ją - najdroższą mojemu sercu istotę, taką kruchą, tak kochaną... Nie chcę już nigdy jej zranić, doprowadzić do łez, ani jej stracić. Dla niej zrobiłabym wszystko...
Mam Jego - On jest wszystkim czego pragnę i potrzebuję do prawdziwego i głębokiego szczęścia.... I jak tu nie krzyczeć ze szczęścia? Jak może nie być lepiej?! Mam ich... - Moje największe dwa Skarby na świecie. Kocham ich i nie wyobrażam sobie by kiedyś ich zabrakło... Jestem taka szczęśliwa..

Choć nie napisałam tego nigdy tutaj, miałam Go na kilka wspaniałych chwil... Tak bardzo Go kocham.. Tylko do Niego mam tak wielkie zaufanie... Dlaczego innych się tak bardzo boję? Dlaczego każdy inny facet wzbudza we mnie tak wiele lęku?
Może cały mój marny los odmieni się na końcu moich chwil...
Od kilku tygodni żyję tak jakby "ten dzień" był dla mnie ostatnim.. Nie mogę zmarnować ani jednego dnia.. Nie mogę "potem" stwierdzić, że nie wykorzystałam "ostatnich" miesięcy tak jak powinnam.
Znów się budzę w nocy.. Co jest? Niech przestanie mnie znów nawiedzać w snach...

"Byłam niczym kameleon. Jeśli ktoś twierdził, że jestem głupia to stawałam się głupia, myślałam że jestem głupia i mówiłam innych, że taka jestem. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że krytykująca mnie osoba może nie mieć racji. Nigdy nie potrafiłam się obronić. Moją reakcją były łzy i niezrozumienie. Dlaczego?"

W tle leci Lifehouse - Everything.

wtorek, 5 lipca 2011

"Alkoholikiem zostaje się bezszelestnie."

Chyba już dłużej nie mogę tego ciągnąć... Ale robię to, z obawy, że już nie będzie mi dane Go zobaczyć, przytulić, powiedzieć jak bardzo... Chyba popełniłam wielki błąd... Czy żałuję? Powiem tak.. Myślę, że On traktował mnie jak dziwkę.. Przecież czułam się tak już od tamtego momentu kiedy tamten dotknął mnie pierwszy raz. Czego żałuję? że znów to wszystko zaczęłam. Nie pojadę. - nie chcę, bo to i tak chyba nic nie da.. Nie chcę stracić tego co mam, tego co los mi znów podarował... Ale jeśli to ma być cena odzyskania jej - wybieram ją. Nie potrafię bez Niej żyć, oddychać, istnieć... Ona byłą zawsze. Kiedy byłam na dnie i kiedy próbowałam się podnieść. Kiedy ćpałam by nie myśleć i kiedy jarałam by śmiać się prawdziwym, nieudawanm uśmiechem. Była, kiedy nie mogłamznieść przeszłości i kiedy trzymałam w ręku ostrze, by sobie ulżyć... Latała ze mną i ze mną płakała. Śmiała się ze mną i nie pozwalała nigdy o sobie pomyśleć źle... Dała sens, by żyć, pokazała właściwą drogę, którą mam iść, by się znów nie zgubić i wyjść na prostą.. Jest zbyt wartościowa bym ja - upadły Anioł - miałabym ją stracić. Jest bratnią duszą... Jest dla mnie wszystkim.

"Alkoholikiem zostaje się bezszelestnie." Zbyt dużo piję. Piję bo nie myślę, bo czuję się wtedy lepiej. To tak jak w przypadku acodinu i zioła... Ale nie chcę wracać do przeszłości, do tego co robiłam by zapomnieć. W pewnym sensie to mi dużo pomogło. Ale czy musiałam tak nisko upaść, by to zrozumieć? Przecież kiedyś nawet bym się nie napiła piwa... Nie sądziłam, że to wszystko tak uzależnia. Teraz próbuję żyć w trzeźwości... Czy jest źle? Nie. Nie ciągnie mnie już do nietrzeźwości acodinowej czy do śmiania się po zielonym... Już bym do tego nie wróciła. A alkohol? - upojenie, które pozwala nie myśleć... Nie pamiętać.. Trochę mnie ciągnie, ale mam umiar. Już go widzę... Ale czy musiało dojść do takich rzeczy, które czuję? Boli mnie.. coraz niżej.
Na wszelki wypadek On przyjdzie na mój pogrzeb.