"Każdego ranka dostajemy szansę na nowe życie.
Pomimo chmur - Walcz.
Bo życie nie kończy się na kłopotach,
A słońce świeci ponad nimi..."

poniedziałek, 13 stycznia 2014

  
Boli. 

Nie mam siły już ukrywać łez...
 Ale ja sobie poradzę.. Przecież jestem silna...


wtorek, 7 stycznia 2014

Co roku życzę sobie tylko jednej rzeczy....

Wszystko układało się dobrze. Było już w miarę normalnie, już było jakkolwiek ewentualnie.
Czasem myślałam, czasem płakałam, czasem było mi smutno i źle.. Czasem krzyczałam gdzie jest, czemu zniknął... ale trwałam. z dnia na dzień przyzwyczajałam się powoli do jego codziennej nieobecności, do tego, że go nie ma...

I co roku życzyłam sobie tylko jednej rzeczy, by znów był przy mnie, Obok mnie.
ale jak straciłam Jego, traciłam wszystkich po kolei... Jakby na mnie wisiała jakaś cholerna klątwa, wszyscy dla mnie najważniejsi znikali,a ja nie potrafiłam się z nimi nawet pożegnać.. Powiedzieć im jak bardzo mocno kocham ich, jak bardzo bym chciała, żeby wrócili, chociaż na moment...
I tak jak On wracał za każdym razem, tak wrócił też On. Na moment byłam w niebie... na moment czułam się najszczęśliwsza na świecie... Był dla mnie wszystkim, był całym światem.. Jedyną osobą dla której mogłabym zrobić wszystko!
Całą noc siedziałam, a łzy nie chciały przestać lecieć... po raz kolejny nabieram się na jego cholernie głupie słowa, nic nie znaczące dla niego, dla mnie znaczące wszystko....
Czuję się rozbita. Tak cholernie boli mnie znów, że wdałam się w to wszystko. Po raz kolejny. Jakby poprzednie razy nie nauczyły mnie jeszcze wystarczająco. A ja zawsze kiedy jest, myśle, ze chce wrócić... i tak bardzo bardzo usilnie pragnę tego, że znów nie liczy się nic więcej.
A później znów znika... a ja płacze po nocach w poduszkę... przez kolejne kilka długich lat...
Po co Bóg mi Go daje i zabiera? Kim on jest żeby tak perfidnie bawić się uczuciami!?

Niech wróci... ale błagam, niech już nie znika, bo umrę po raz setny, a kolejna jakaś część mnie zaniknie...



sms z 2.08.13
"Boję się.. Cholernie. że go zostawię. Umarłam dziś znów.. Kolejny raz. Tak bardzo boli.. że pozwoliłam odejść znów miłości mojego życia.."


"Ciągle szare dni..
 I odległe wspomnienia...
Ona czekała,
Wierzyła, że się nie podda...
Miłość nie pozwala rezygnować"

W tym miesiącu mam 6 lekarzy. Od jutra się zaczyna. Cykam się, bo jeśli mam zjebaną tarczycę to pogratuluję sobie brania codziennie tabletek hormonalnych.. zważając na to, że na pewno mam wrzody, skoro żołądek mój odmawia mi posłuszeństwa zawsze na 3 godziny po jakimkolwiek posiłku i to już od jakiś 3 lat.. Do gina idę z wynikami za 2 dni. Mam nadzieje, że potwierdzi to co tamta, że wszystko jest dobrze... mimo, że jakieś płyny mam nie wiedząc skąd się tam wzieły.. Neurologa mam za 2 tygodnie, bo w głowie mi się kręci jakbym była naćpana, albo na full najebana i do ortopedy z tą rwą kulszową i z tymi nadgarstkami bolącymi od środka już od sierpnia...
Matka powinna mnie umówić jeszcze na usg brzucha, bo strasznie mnie boli czasem przez kilka minut. i do kardiologa, ale jeśli ma być na czerwiec to jak wytrzymam skoro serce moje czasem mnie tak kłuje że oddychać w ogóle nie mogę...
Czemu nie może być normalnie. Bez jakiegokolwiek gówna. Tak po prostu zwyczajnie. Tak po prostu dobrze...