Jestem u kresu wytrzymałości. Tęsknię za A.. Co z tego, że znam prawde. Co z tego, że wiem, że to zabija. Ale chociaż na chwile jest fajnie... I ta chwila dla mnie jest bardziej cenna niż udawany, sztuczny uśmiech w trzeźwości. Po co stawiam sobie progi, których nie umiem przeskoczyć? Żeby wmówić sobie, że umiem się zmienić? Przestać się staczać? A jeśli tak naprawdę nie umiem, tylko gram przed samą sobą taką twardą? Wolę myśleć, że znów przegram tą walkę, niż uważać, że wygram i się znów rozczarować...
Dowiedziałam się ostatnio czegoś okropnego... Moja Babcia ma raka// Znów przeszywa mnie ten sam strach i niesamowity ból... Jak wtedy gdy dowiedziałam się że Bóg wydał na Niego wyrok śmierci, postawił kreske, mimo, że tak bardzo chciał żyć. Tak jak Ona chce..
Wczoram się upiłam, nie mogłam znieść myśli, że Ona też odejdzie...
rak to jeszcze nie wyrok smierci...
OdpowiedzUsuńna pewno da sie cos zrobic, wyleczyc...
trzeba wierzyc!