Sto-dwunasty post na tym blogu..
Jestem na haju, właśnie, jest zajebiście. I naprawdę nie obchodzi mnie to co myślą sobie inni na mój temat.. Bo ile można żyć w trzeźwości? Myśleć, że jest się wciąż szmatą? Teraz nie myślę, że nią jestem no i jest fajnie. Chyba zostaję u Asi na noc... Dziwnie mi się pisze, nie ogarniam nic, nic nie widzę, więc przepraszam za ewentualne błędy...
Wziełam kolejne dwadzieścia, by przestać się obwiniać. Matka nic nie wie, więc jest dobrze.
Jest cudownie, bo nie myślę, chciałabym żeby ten stan trwał wiecznie....
Znów się staczam. ale co z tego? Czy mnie to jeszcze obchodzi? I tak już jestem na dnie, wtedy gdy znów wzięłam już byłam... więc teraz to już nie ma najmniejszego znaczenia... Boli mnie serce w nietrzeźwości, boli mnie życie w trzeźwości... co wybrać? Wybieram bolące serce...
Przepraszam tych, których waśnie ranię tym wpisem...
Pani Agatko...
Wiesz szkoda że znowu pękłaś, pękłaś bo nie wierzysz w siebie. Brakuje Ci odwagi do walki z samą sobą. A koleżanka jeżeli naprawde chce Twojego dobra powinna próbować zapobiec temu co się dzieje, odwodzić Cię od brania. Ale to tylko moje subiektywne zdanie.Cały czas masz szansę się pozbierać ale musisz tego chcieć.
OdpowiedzUsuńPhobia
Cpasz, chcesz coś zmienić bo wyrzuty sumienia cię zżerają, ale pękasz i ćpasz dalej . Znam to skądś . Trzeźwość stała się obcym uczuciem . love-pussy.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuń