Czuje w sobie lęk każdego dnia. Zbierał się długo, z każdą mijającą chwilą było go coraz więcej, aż pokazał mi jak bardzo znowu jestem słaba, że nie umiem go pokonać. Łzy lecą godzinami, a ja usiłuje na darmo je zatrzymać. Nie wiem co się dzieje, dlaczego tak jest i dlaczego znowu lecę w dół... Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się wyjść znowu chociaż na powierzchnię z tego gówna.
Wszystko jest takie ciemne i wiem, że jest tu coś nie tak, ale nie mogę zapalić światła...
Chciałam żeby coś ukoilo ten ból, który we mnie siedzi, ale nic nie zmyło tego uczucia strachu, paniki, lęku.. I łez. Tego pragnienia śmierci. Nie mogę znieść tego wszystkiego od lat.... Dlaczego kazałeś mi się tak męczyć? Czy jeśli nie dam rady, zmieni to coś?
Ostatnio dużo mocniej doskwiera mi Twoja nieobecność.. Nie masz pojęcia ile bym oddała żeby być już tam z Tobą...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz